Analityczka określiła zagrożenia dla Polski. "Najbardziej czarny scenariusz"

PAP
3 min. czytania
01.08.2023 08:37
Obserwuj nas na Google

Około 5 tys. wagnerowców znajduje się obecnie na Białorusi - alarmuje Anna Maria Dyner, analityczka ds. rosyjskich w PISM. W rozmowie z PAP podkreśla, że najemnicy mają zwiększać presję na Polskę i państwa bałtyckie oraz być elementem wojny informacyjnej.

Grupa Wagnera
fot. Belarus' Defense Ministry via AP/East News (ilustracyjne)

Grupa Wagnera zwiększa swoją obecność na Białorusi. - Teraz mówi się o około 5 tys., ale trzeba się liczyć, że może ich być więcej. Niezależnie od tego, jaka dokładnie będzie ta liczba, obecność tej formacji najemniczej na terytorium Białorusi będzie wykorzystana do presji na Ukrainę, Polskę, kraje bałtyckie i – szerzej – państwa NATO - mówi PAP Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

- To, co już teraz widzimy, to "gra informacyjna" ze strony białoruskich władz. W tym sugestie Alaksandra Łukaszenki, że "chcą się oni wybrać na wycieczkę do Rzeszowa". Obecność tych formacji pozwala Mińskowi i Moskwie grozić działaniami hybrydowymi, wywierać presję psychologiczną i wywoływać strach – mówi analityczka.

Redakcja poleca

Grupa Wagnera zagraża Polsce? "Liczba najemników może się zwiększyć"

Wagnerowcy znaleźli się przede wszystkim w obozie polowym pod Osipowiczami niedaleko miejscowości Tsel w obwodzie mohylewskim. Jednak, jak mówi Dyner, nie można wykluczyć, że będą oni umieszczani także w innych, mniejszych obiektach, a ich liczba wzrośnie. W różnych źródłach pojawiały się informacje, że może ich tam trafić 8 tys., padały także stwierdzenia o kilkunastu tysiącach.

Według informacji brytyjskiego wywiadu wojskowego z 30 lipca w obozie pod Osipowiczami znajduje się ok. 300 namiotów i 200 pojazdów; nie ma tam ciężkiego sprzętu.

Jak dodano, oddzielne doniesienia sugerują, że większość widocznych pojazdów to ciężarówki i minibusy; niewiele jest opancerzonych pojazdów bojowych. "Pozostaje niejasne, co stało się z ciężkim sprzętem, używanym przez Grupę Wagnera na Ukrainie; istnieje realna możliwość, że została ona zmuszona do zwrócenia ich rosyjskiemu wojsku” - podano w oświadczeniu brytyjskiego resortu obrony.

Hybrydowe wykorzystanie wagnerowców na Białorusi eksperci w Polsce i na Ukrainie wymieniają na pierwszym miejscu. Na początku lipca białoruski propagandysta Alaksiej Dziermant mówił wprost: - Zachód boi się broni jądrowej i Wagnera. Jeśli mamy w rękach takie instrumenty, to niech się boją.

"Łukaszenka musi przełknąć tę żabę"

Dlatego, jak podkreśla Dyner, w sprawie Grupy Wagnera kluczowa, oprócz monitorowania sytuacji i oceny zagrożeń oraz odpowiedniego reagowania na nie, jest „prawidłowa komunikacja – wobec własnego społeczeństwa, sojuszników w NATO oraz potencjalnych przeciwników”.

- Jeśli mielibyśmy wyobrazić sobie, podkreślam, hipotetyczny, ale najbardziej czarny scenariusz, to formacja ta lub jej część mogłaby zostać wykorzystana do prowokacji czy jakichś akcji dywersyjnych na granicy z Ukrainą, ale także z Polską czy Litwą – mówi Dyner. Władze Polski i Litwy ostrzegają, że wagnerowcy mogliby być wykorzystani do działań związanych z przenikaniem na terytorium UE nielegalnych migrantów czy wręcz podszywania się pod nich.

Obecnie władze wojskowe Białorusi przedstawiają wagnerowców jako szkoleniowców różnych struktur siłowych na Białorusi – od armii, przez obronę terytorialną, po wojska wewnętrzne.

- Te działania mają w mojej ocenie służyć uzasadnieniu ich obecności na Białorusi, przede wszystkim wobec społeczeństwa. Łukaszenka musi przełknąć tę żabę, którą ugotował sobie razem z Putinem, wyciszając bunt Jewgienija Prigożyna. Nikt nie wie, jakie ustalenia były na początku i jakie są teraz, ale jest zupełnie prawdopodobne, że pewne rzeczy, np. liczba najemników mogły się zmienić, co dla Łukaszenki potencjalnie jest problemem – ocenia Dyner.

Białoruś bazą wypadową dla wagnerowców?

Jej zdaniem "nie jest jasne, jaki jest obecnie układ pomiędzy Kremlem i Prigożynem". - Nie wiemy, jaka była i jest rola Alaksandra Łukaszenki. Nie wierzyłabym jednak w to, że Prigożyn nie ma powiązań z Kremlem. I można sobie wyobrazić – hipotetycznie – że jakieś działania na terytorium lub z terytorium Białorusi, wagnerowcy mogą przeprowadzić nawet bez zgody czy wiedzy Łukaszenki. W ten sposób Moskwa ma dodatkowe narzędzie kontrolowania go – mówi Dyner.

Białoruś może się też dla wagnerowców stać „bazą przerzutową” do dalszych prowadzonych w szarej strefie działań na terytorium Afryki i Bliskiego Wschodu. To intratne interesy, do których Kreml nie ma lepszych wykonawców niż wyszkoleni bojownicy, niebędący jednak w składzie regularnej armii.

- Wiadomo, że Prigożyn zarejestrował firmę na Białorusi, dzięki czemu może działać tam teraz biznesowo, dokonywać transferów finansowych. Nie można wykluczyć, że i białoruskie władze chciałyby odkroić sobie kawałek z tego tortu, tym bardziej że reżimowi eksperci sugerowali, że Wagner mógłby np. ochraniać białoruskie projekty w Afryce - dodaje analityczka PISM. 

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET