`

Łukaszenka ma duży problem z Prigożynem. "To nie leży w jego interesie"

3 min. czytania
05.07.2023 08:02
Obserwuj nas na Google

Jest mało prawdopodobne, by Jewgienij Prigożyn zatrzymał się na Białorusi na dłużej - ocenił analityk Ośrodka Studiów Wschodnich Kamil Kłysiński, podkreślając, że nie leży to w interesie Alaksandra Łukaszenki. Oznaczałoby to bowiem „potencjalne ryzyka” dla białoruskich władz. Na razie nie potwierdzono przemieszczenia wagnerowców na Białoruś.

Łukaszenka Prigożyn
fot. Natalia Kolesnikova/AFP/East News, Prigozhin Press Service via AP/East News

Jak ocenił w rozmowie z Polską Agencją Prasową analityk Ośrodka Studiów Wschodnich Kamil Kłysiński, po "wyjaśnieniach" ze strony Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki w sprawie tzw. buntu Prigożyna i ustaleń, które go zakończyły, "obraz jest jeszcze bardziej zaciemniony niż wcześniej". - Jedno jest jednak pewne: długotrwała obecność Jewgienija Prigożyna na Białorusi nie jest w interesie Łukaszenki - dodał. Na razie nie ma jednak dowodów na to, by siły najemników przemieszczały się na Białoruś.

Prigożyn na Białorusi to "problem dla Łukaszenki"

- Strona ukraińska, żywotnie zainteresowana sytuacją na Białorusi ze względu na własne bezpieczeństwo, uspokaja, że na razie zagrożenia ze strony Grupy Wagnera na Białorusi nie ma. Ukraińcy twierdzą, formacje te nie przemieszczają się na terytorium Białorusi. Podobnej treści oświadczenie wydała strona amerykańska. Także białoruskie niezależne kanały monitoringowe, zazwyczaj bardzo wiarygodne, nie zaobserwowały przybycia tych sił - tłumaczył Kłysiński.

Redakcja poleca

- W tej sytuacji należy przede wszystkim z uwagą obserwować sytuację - zaznaczył. Dodał, że również w białoruskich mediach państwowych osoby zbliżone do władz „nie wykazują entuzjazmu do ewentualnego przemieszczenia się wagnerowców na Białoruś”.

Oczywiście będzie wokół tej sprawy jeszcze dużo szumu informacyjnego, ale wydaje mi się, że Białoruś – o ile potwierdzą się informacje, iż Prigożyn tam faktycznie trafił - będzie dla niego przystankiem w drodze do jakichś bardziej oddalonych lokalizacji, np. w Afryce czy innych egzotycznych regionach. [...] Z punktu widzenia Łukaszenki to jest problem i ryzyko. Trudno mi uwierzyć, że wpuściłby na ten teren tak nieprzewidywalną i groźną postać jak Prigożyn - Kamil Kłysiński, OSW

- Jeden z czołowych komentatorów Łukaszenki Alaksandr Szpakouski twierdził m.in., że Prigożyn był na Białorusi i prowadził rozmowy o warunkach. Czyli nawet on na razie nie potwierdził, że jakieś siły zostały przemieszczone. Co ciekawe, on sugerował również, że wagnerowcy mogliby ochraniać jakieś "białoruskie projekty w Afryce".

Błyskawiczny bunt Prigożyna zakończył się w sobotę po tym, jak Alaksandr Łukaszenka ogłosił się głównym negocjatorem „deeskalacji”, zaś Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, oznajmił, że Grupa Wagnera „przeniesie się na Białoruś”. Od tej pory sprawę komentowali także Putin i sam Łukaszenka, nie wnosząc jednak do niej wiele jasności. Putin powiedział m.in., że wagnerowcy mogą dołączyć do regularnych jednostek ministerstwa obrony w Rosji lub "wyjechać na Białoruś".

"Marsz na Moskwę" i przerwana rebelia

Łukaszenka nie stwierdził wprost, że wagnerowcy mogą się przenieść na Białoruś. Przekonywał jednak, że „nie trzeba się ich bać”, a od "doświadczonych dowódców można się wiele nauczyć". - Ten pomysł trudno oceniać, choć część ekspertów uznało to za jeden z możliwych scenariuszy: że wagnerowcy mogliby np. szkolić białoruski specnaz. W białoruskim wojsku, zwłaszcza w jednostkach uznawanych za elitarne, mogłoby nie być najlepiej przyjęte, że za ich szkolenie mają odpowiadać typy spod ciemnej gwiazdy - interpretował Kłysiński.

Trzymam się tezy, że Łukaszenka nie był inicjatorem swojego udziału i roli w tych rozmowach, bo sam pomysł, by ściągać na Białoruś formację zbrojną, która wystąpiła przeciw Putinowi i właśnie dokonała próby buntu w Rosji, jest mu kompletnie nie na rękę. Moim zdaniem on został wciągnięty w tę grę - Kamil Kłysiński, OSW

- Oczywiście, on sam próbuje przedstawić tę sytuację jako swój sukces, miarkując przy tym swoich propagandystów, w stylu "nie róbcie ze mnie bohatera". Być może chodzi o to, by za bardzo nie epatować tą rolą wybawcy w obliczu ewidentnego upokorzenia Putina - powiedział ekspert.

Białoruś jako azyl dla uciekinierów politycznych?

Białoruś stawała się już w przeszłości schronieniem dla politycznych uciekinierów. M.in. znalazł tam „azyl” były przywódca Kirgistanu Kurmanbek Bakijew, który po brutalnym stłumieniu protestów w 2010 r., uciekł do Mińska wraz z rodziną. Po ucieczce z Kijowa w 2014 r. skompromitowanego prezydenta Wiktora Janukowycza jemu również Alaksandr Łukaszenka oferował schronienie, jednak ten z propozycji nie skorzystał i ostatecznie trafił do rosyjskiego Rostowa nad Donem.

- Spokojna rodzina Bakijewów, która zapewne jeszcze przywiozła ze sobą środki finansowe, to jednak zupełnie inny przypadek niż Prigożyn - super ambitny samiec alfa, człowiek agresywny, dowódca wojskowy. Jeśli cokolwiek wiemy o psychologii Alaksandra Łukaszenki, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że raczej będzie się próbował Prigożyna i Grupy Wagnera pozbyć z terytorium Białorusi - podsumował rozmówca PAP.

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET