Masowe protesty w Izraelu. "Zmierzamy w kierunku wojny domowej"

3 min. czytania
21.03.2025 07:48
Obserwuj nas na Google

W Izraelu dziesiątki tysięcy mieszkańców wyszło na ulice, aby sprzeciwić się decyzjom premiera Benjamina Netanjahu. - Wyrzućmy ten rząd na śmietnik historii - powiedział jeden z liderów izraelskiej opozycji Jair Golan podczas demonstracji w Jerozolimie. Gabinet zebrał się tam, by zwolnić szefa agencji bezpieczeństwa Szin Bet, Ronena Bara, co zmobilizowało tysiące osób do protestu. Jednocześnie Izraelczycy sprzeciwiają się decyzji rządu o wznowieniu ataków na Hamas. - Obawiam się, że zmierzamy w kierunku wojny domowej - powiedział były prezes Sądu Najwyższego Izraela Aharon Barak.

Protesty w Jerozolimie przed siedzibą premiera Benjamina Netanjahu, 19 marca 2025 r.
fot. Mostafa Alkhrouf / Anadolu/ABACAPRESS.COM
  • W Izraelu dziesiątki tysięcy mieszkańców wyszło na ulice, aby sprzeciwić się decyzjom premiera Benjamina Netanjahu
  • Przyczyną protestów jest dymisja szefa izraelskiej agencji bezpieczeństwa Szin Bet, Ronena Bara
  • Jednocześnie Izraelczycy sprzeciwiają się decyzji Netanjahu o wznowieniu ataków na Hamas. Według nich kryją się za nią motywy polityczne
  • - Obawiam się, że zmierzamy w kierunku wojny domowej - powiedział były prezes Sądu Najwyższego Izraela Aharon Barak

Protesty w Izraelu. Przyczyną polityka Netanjahu

Od wtorku w Tel Awiwie i Jerozolimie protestują dziesiątki tysięcy Izraelczyków, którzy w zapowiadanym zwolnieniu szefa agencji bezpieczeństwa Szin Bet, Ronena Bara, widzą zamach na pozostające poza kontrolą rządu niezależne instytucje. To jeden z elementów krytykowanej przez opozycję polityki premiera Benjamina Netanjahu, obejmującej także m.in. reformę sądownictwa ograniczającą władzę sądów na rzecz parlamentu i rządu czy zamiar zwolnienia prokurator generalnej Gali Baharaw-Miary.

- Izrael albo pozostanie liberalną demokracją, albo nie przetrwa - powiedział jeden z liderów opozycji Jair Golan. - To może być jeden z ostatnich protestów w demokratycznym Izraelu - ostrzegł były szef Szin Betu, Karmi Gilon, zwracając się do tłumów, które protestują przed kancelarią premiera.

Za przyczynę zwolnienia Bara Netanjahu podał utratę "osobistego i zawodowego" zaufania. Jednak szef Szin Betu upublicznił list do ministrów, w którym podkreślił, że powód jego zwolnienia, podany przez premiera, jest "bezpodstawny" i stanowi przykrywkę dla zupełnie innych "zewnętrznych i zasadniczo niesłusznych motywów, które mają zakłócić zdolność Szin Betu do wypełniania swojej roli". Jednocześnie ostrzegł, że działania Netanjahu osłabiają "wewnętrzne i zewnętrzne" bezpieczeństwo państwa.

Powrót skandalu Quatargate

Krytycy zarzucają premierowi, że jednym z prawdziwych powodów zwolnienia Bara jest prowadzone przez jego służbę śledztwo ws. skandalu Quatargate - afery dotyczącej domniemanych związków biznesowych kilku bliskich współpracowników Netanjahu z Katarem. Arabskie państwo nie utrzymuje z Izraelem stosunków dyplomatycznych i przez wiele lat sponsorowało działania Hamasu.

Bar zaznaczył, że to skomplikowane i delikatne śledztwo, ale zwolnienie szefa Szin Betu w trakcie tego dochodzenia wskazuje na "zewnętrzne względy lub najpoważniejszy z możliwych konflikt interesów". Dymisji tej bez wypełnienia niezbędnych procedur sprzeciwiła się posiadająca dużą władzę w izraelskim systemie politycznym prokurator generalna Baharaw-Miara. Jednak rząd odrzucił jej zastrzeżenia, wszczynając procedurę, która ma usunąć z urzędu również ją.

Izrael na skraju wojny domowej

Demonstranci protestują również przeciwko wznowieniu nalotów na Strefę Gazy. Ta decyzja władz izraelskich zagraża życiu 24 zakładników więzionych przez Hamas.

Krytycy Netanjahu zarzucają mu, że powrót do wojny jest krokiem motywowanym politycznie. Rozejmowi z Hamasem sprzeciwiała się radykalna partia Żydowska Siła, która po jego zawarciu wyszła z chwiejnej koalicji, a we wtorek ogłosiła, że wraca do rządu.

Redakcja poleca

Netanjahu odpowiedział, że stawianie takich tez jest powielaniem propagandy Hamasu. W środę opublikował też serię komentarzy wyjaśniających, że działania jego gabinetu są sabotowane przez lewicowy biurokratyczny establishment, który używa w tym celu władzy sądowniczej.

- Podziały między Izraelczykami się pogłębiają. Obawiam się, że zmierzamy w kierunku wojny domowej - powiedział emerytowany prezes Sądu Najwyższego Izraela Aharon Barak w wywiadzie dla portalu Ynet.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET