`

Polscy strażacy wracają z Turcji. Emocjonalna relacja dowódcy grupy ratowników

3 min. czytania
15.02.2023 10:27
Obserwuj nas na Google

Największe emocje towarzyszyły nam przy ostatniej, dwunastej uratowanej spod gruzów osobie - powiedział PAP dowódca polskiej grupy poszukiwawczo-ratowniczej HUSAR brygadier Grzegorz Borowiec. Strażacy wrócą z misji po trzęsieniu ziemi w Turcji w środę po południu.

Turcja. Strażacy z Polski wracają po akcji
fot. screen: Państwowa Straż Pożarna/Facebook

Strażacy z Polski uratowali w trakcie misji w Turcji 12 osób. Grupa ratowniczo-poszukiwawcza HUSAR wraz z wyszkolonymi psami pracowała w tureckim mieście Besni. Dowódca polskiej misji, bryg. Grzegorz Borowiec, przyznał w rozmowie z PAP, że działania Polaków po  trzęsieniu ziemi w Turcji można ocenić jako sukces.

- To sukces, na pewno dużo większy niż spodziewaliśmy się. Nie sądziliśmy, że da się kiedykolwiek podczas jakichkolwiek naszych działań uratować tak dużo ludzkich istnień - powiedział Grzegorz Borowiec. - Dwanaście osób to jest naprawdę duży wynik, który robi w świecie ratowniczym duże wrażenie - dodał.

Turcja. Strażacy z Polski uratowali 12 osób po trzęsieniu ziemi

W ocenie dowódcy grupy HUSAR w takich akcjach dużo wynika jednak z przypadku. - Trafiliśmy do Besni, mimo że mieliśmy jechać do Adiyaman. Trafiliśmy do miejsca, w którym rzeczywiście ludzie byli uwięzieni pod gruzami, więc udało się nam zrobić bardzo ważną rzecz - uratować tych ludzi i pomóc tym ludziom w potrzebie – podkreślił. - Całe Besni liczyło na nas. Byliśmy przez pierwsze dwa dni jedyną grupą ratowniczą, która tam operowała i była na miejscu. Dla nich było to bardzo ważne – opowiadał szef grupy.

Redakcja poleca

Dowódca grupy ratowniczo-poszukiwawczej z Polski stwierdził, że w walce o życie ludzi uwięzionych w gruzach największym utrudnieniem były niskie temperatury w nocy oraz silny wiatr.

- Warunki były bardzo ciężkie, samo trzęsienie ziemi spowodowało, że budynki składały się - zapadały do samego dołu, co generalnie daje bardzo małe możliwości przeżycia. Do tego dochodzi niska temperatura. Było bardzo zimno, to warunki, w których zwykle nie działamy - w nocy minus 5-6 stopni Celsjusza – ocenił Borowiec. - Chłód przeszkadzał pracującym w strefie kolegom. Gdy pracowali wewnątrz, potem wychodzili zgrzani na zewnątrz, potem znowu wracali do pracy na gruzowisku. W takich warunkach bardzo łatwo o jakąś chorobę - tłumaczył Borowiec.

Zaznaczył, że ratownikom motywacji dodał pierwszy wieczór i noc, gdy grupa odnalazła pierwsze osoby. - To był rzeczywiście moment sporej euforii i nadziei, że te kolejne osoby uda się uratować, bo jesteśmy na miejscu bardzo szybko - powiedział PAP brygadier.

- Ale ta największa euforia podczas akcji pojawiła się, gdy wyciągaliśmy tę dwunastą osobę. Nie wierzyliśmy za bardzo, że po kilku dniach pod gruzami uda się znaleźć kogoś żywego – relacjonował strażak. - Po 20 godzinach walki udało nam się dostać do kobiety, którą byliśmy w stanie zabezpieczyć medycznie i wyciągnąć przez bardzo wąską szczelinę dziewięciometrowym tunelem w gruzach - dodał.

W środę 15 lutego po południu grupa przyleci do Warszawy. Na lotnisku przywita ich minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński. Do wtorku szacowana liczba ofiar w obu krajach przekroczyła 41 tys. - z czego w samej Turcji zginęło ponad 35 tys. Źródła tureckie podawały w weekend, że w szpitalach przebywało 80 tys. rannych, a ponad milion mieszkańców trafiło do tymczasowych miasteczek namiotowych i schronisk dla bezdomnych.

Redakcja poleca

RadioZET.pl/PAP - Aleksander Główczewski

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET