Zawodnik MMA oskarżony o zabicie żołnierza. "Zadał mu jeden cios i odjechał"
23-letni amatorski zawodnik mieszanych sztuk walki jest oskarżony o zabójstwo żołnierza Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Mężczyzna w trakcie barowej bójki miał mu zadać cios w głowę i pozostawić bez opieki. Wojskowy zmarł w szpitalu.
Amatorski zawodnik MMA, który stoczył pięć walk, został aresztowany i oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci żołnierza Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Sąd wyznaczył za niego kaucję w wysokości 250 tys. dolarów.
Policja informowała, że wszystko zaczęło się od sprzeczki w barze w Panama Beach City w USA. Po wymianie zdań, między dwoma grupami miała wywiązać się awantura. W jej trakcie 23-letni Ross Johnoson uderzył Larrego Dayvona w głowę. 31-latek padł nieprzytomny na ziemię.
"Chyba go zabiłem"
Gdy wojskowy leżał na ziemi, do Johnosona podbiegł kolega, który zabrał go do taksówki, którą wrócili do hotelu. Larry został nieprzytomny i bez żadnej opieki na parkingu przed barem. - Człowieku, uderzyłem tego faceta, on padł na ziemię. Chyba go zabiłem - powiedział 23-latek do swojego kolegi.
Z przeprowadzonej sekcji zwłok wynika, że żołnierz Sił Powietrznych USA doznał ponad siedmiocentymetrowego złamania czaszki. Na głowie miał też ogromnego siniaka. "New York Post" pisze, że 23-letni zawodnik MMA po zatrzymaniu przez policję mieszał się w zeznaniach. Początkowo twierdził, że nie uderzył ofiary, później powiedział, że bronił się, bo 31-latek dołączył do bójki. Zdaniem funkcjonariuszy wojskowy w niej nie uczestniczył.
RadioZET.pl/"New York Post"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET