`

"Reklamoza" szpeci Wrocław. Co z uchwałą krajobrazową? "Proces zarzucono po cichu"

4 min. czytania
22.10.2024 10:40
Obserwuj nas na Google

- Wrocław jest jednym z ostatnich dużych miast w Polsce, które nie zabrało się na poważnie za zwalczanie tzw. reklamozy. Uważam, że reklam w mieście mamy po prostu za dużo, podobnie widzą to mieszkańcy - mówi nam Jakub Nowotarski, radny Rady Miejskiej Wrocławia. W tej sprawie złożono interpelację do prezydenta miasta Jacka Sutryka.

Reklamoza we Wrocławiu
fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER - zdj. ilustracyjne

"Reklamoza" we Wrocławiu to poważny problem

W październiku Jakub Nowotarski, radny Rady Miejskiej Wrocławia, złożył interpelację do prezydenta miasta Jacka Sutryka w sprawie kontroli nad reklamami w stolicy Dolnego Śląska. "Tym razem zwracam uwagę na przeprowadzone w ramach konsultacji społecznych w 2017 roku badanie ankietowe, w którym wzięło udział niemal 2700 osób. Cytuję za stroną konsultacji: »Większość odpowiadających uważa, iż w mieście jest za dużo reklam (86 proc.), a same reklamy są w większości za duże (65 proc.), a także podpisuje się pod zdaniem, iż reklamy psują wygląd miasta (79 proc.). [...] Najbardziej irytującą formą dla większości odpowiadających okazała się reklama wielkoformatowa na budynkach (73 proc.) i przy ulicy (63 proc.) oraz na płotach i słupach (64 proc.)«" - czytamy w piśmie złożonym przez Nowotarskiego. Wydaje się, że od 2017 roku zmieniło się niewiele. - Mamy naprawdę przepiękne miasto i architekturę, ale jak tu się na czymkolwiek takim skupić, skoro cały czas uwagę rozpraszają wielkie reklamy i banery. Jest ich po prostu za dużo, to irytuje na co dzień - mówi nam pani Joanna, mieszkanka wrocławskiego Ołbina. Podobnego zdania jest sporo radnych miejskich. 

"Wrocław nie zabrał się za zwalczanie reklamozy"

Z prośbą o komentarz w tej sprawie portal RadioZET.pl zwrócił się również do niektórych wrocławskich radnych. - Wrocław jest jednym z ostatnich dużych miast w Polsce, które nie zabrało się na poważnie za zwalczanie tzw. reklamozy. Uważam, że reklam w mieście mamy po prostu za dużo, podobnie widzą to mieszkańcy - mówi nam Jakub Nowotarski. - Widzę też spore zmiany w estetyce innych dużych polskich miast po wprowadzeniu uchwał krajobrazowych. Wiemy dziś od urzędników, że prace nad uchwałą krajobrazową zostały wstrzymane. Nie zgadzam się z ich argumentacją w tej sprawie, ale nawet brak obowiązującej uchwały krajobrazowej nie jest usprawiedliwieniem, bo miasto może robić więcej - dodaje. Przypomnijmy, że - jak czytamy w złożonej interpelacji - w trakcie konsultacji społecznych założeń polityki społeczno-gospodarczej Wrocławia na rok budżetowy 2025 jednym ze zgłoszonych postulatów było uchwalenie i realizacja uchwały krajobrazowej. "Urząd Miejski Wrocławia odpowiedział na to, że brak jest ku temu podstaw formalno-prawnych. Nie wyczerpuje to jednak możliwych działań na rzecz bardziej estetycznej przestrzeni miejskiej" - czytamy w dokumencie. 

- Zwraca też na to uwagę Najwyższa Izba Kontroli, której kontrolerzy byli niedawno we wrocławskim magistracie i w swoim raporcie wskazali na szereg rzeczy do poprawy. Walkę z "reklamozą" popierają sami mieszkańcy Wrocławia. Mieliśmy w tej sprawie parę lat temu konsultacje społeczne i ogromna większość uczestników twierdzi, że reklam jest za dużo i trzeba z tym walczyć. Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta ma narzędzia, by kontrolować i likwidować nielegalnie stojące reklamy przy drogach. A za te, które stoją legalnie, firmy reklamowe powinny miastu płacić. Stąd też między innymi moja interpelacja; pytam pana prezydenta, czy rzeczywiście tak się dzieje - wyjaśnia nam Jakub Nowotarski. 

O bałaganie reklamowym w największych polskich miastach możemy przeczytać w raporcie NIK z lipca 2024 roku. "Miasta wciąż nie radzą sobie z nielegalnymi reklamami w przestrzeni publicznej. Od 12 proc. do 100 proc. billboardów, szyldów, banerów czy plakatów skontrolowanych przez NIK na ulicach Gdańska, Wrocławia, Łodzi, Poznania i Opola umieszczono tam bez zgody i wiedzy lokalnych władz. To oznacza, że w okresie objętym kontrolą nadzór nad gospodarowaniem powierzchnią reklamową nie był skuteczny, a do miejskich kas nie wpływały należne opłaty" - czytamy w raporcie. NIK stwierdziła także przypadki naruszenia prawa i niegospodarności w niektórych miastach. Sytuację miała unormować ustawa krajobrazowa, obowiązująca od 2015 roku i uchwały krajobrazowe przyjmowane przez gminy na jej podstawie. "Jedynym miastem spośród kontrolowanych, które nie przyjęło uchwały krajobrazowej, był Wrocław, mimo że upłynęło siedem lat od momentu, kiedy rada miejska zobowiązała prezydenta do przygotowania projektu takich przepisów" - podaje NIK w lipcowym raporcie.

"Proces należy uruchomić ponownie"

Przypomnijmy, że uchwała krajobrazowa jest obszarowym narzędziem ochrony nie tylko krajobrazu kulturowego, ale także naturalnego. Jak czytamy na rządowej stronie, jej walorem jest "potencjał do ochrony użytkowników przed nadmierną stymulacją sensoryczną w przestrzeni codziennej aktywności oraz możliwość uczytelnienia (poprawy percepcji) informacji wizualnej". Uchwała ta umożliwia regulowanie zasad umieszczania reklam, obiektów małej architektury oraz ogrodzeń  na całym obszarze gminy, a jaj przyjęcie pozwala na podjęcie uchwały dającej podstawę do pobierania przez gminę opłat z tytułu umieszczania reklam. - W poprzedniej kadencji po cichu zarzucony został proces przygotowania uchwały krajobrazowej, bez realnego uzasadnienia. Proces należy uruchomić ponownie i zadbać, by ograniczyć ilość nośników, co zwiększy ich skuteczność i wartość - mówi nam radny Rady Miejskiej Wrocławia Piotr Uhle. - Jednocześnie musimy zadbać, by na naszym rynku reklamowym nie zapanował oligopol największych firm.

Redakcja poleca

Podobnego zdania jest wrocławski radny Robert Suligowski. - Uważam obecną sytuację reklamową we Wrocławiu za złą. Bardzo duża liczba billboardów, banerów, różnego rodzaju nieestetycznych tablic informacyjnych stojących często w sposób zasłaniający ruch i szpecących estetykę miasta powinna zniknąć z ulic stolicy Dolnego Śląska - wyjaśnia Suligowski. - Obserwujemy w innych krajach Europy, że zredukowanie liczby reklam powoduje ich większą jasność, transparentność, więc nie tracą na tym przedsiębiorcy, z kolei zyskuje wyraźnie na tym krajobraz. Miasto oczyszczone z wielkoformatowych reklam, szpecących i nieestetycznych wygląda lepiej i jest przyjaźniejsze dla mieszkańców - dodaje.

Źródło: Radio ZET 

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET