Zamknij

Gwiazdowski: inflacja jest jak alkoholizm. „Musi się skończyć delirium tremens”

07.11.2022 14:35

- Inflacja jest dla gospodarki jak alkoholizm – te słowa Miltona Friedmana przypomniał Robert Gwiazdowski odpowiadając na pytanie o przyszłość tempa wzrostu cen w Polsce. Ostrzegł także, że zastrzyki stymulujące PKB najbardziej bolą zwykłych ludzi, którzy na wszechobecnym wzroście cen tracą najdotkliwiej.

Robert Gwiazdowski
fot. omasz Jastrzebowski/REPORTER/East News

Inflacja rozkręca się w Polsce coraz bardziej – GUS podał, że w październiku wyniosła 17,9 procent. Szczyt spodziewany jest na początek 2023 roku: jeśli tarcza antyinflacyjna nie zostanie przedłużona, może sięgnąć nawet 24 procent. Artur Soboń w rozmowie z RadioZET.pl przyznał, że do przedłużania rozwiązania rząd musi podchodzić bardzo ostrożnie, gdyż musi brać pod uwagę nie tylko tempo wzrostu cen, lecz także tracone z powodu obniżonych podatków dochody budżetowe. Robert Gwiazdowski, ekspert w Centrum im. Adama Smitha i wykładowca oraz profesor Uczelni Łazarskiego powiedział RadioZET.pl, że utrzymywanie wysokiej inflacji skończy się dla Polaków i Polski bardzo źle.

Gwiazdowski: wsypaliśmy w gospodarkę „pierdyliony”. „Cierpią zwykli ludzie”

Wzrost inflacji o jeden punkt procentowy oznacza zwiększenie przychodów budżetowych o 47 miliardów złotych – przyznał Artur Soboń. Pomaga to w finansowaniu wydatków, w tym po części takich, do jakich nie dochodziłoby, gdyby inflacja była niższa: na przykład obniżek podatków czy dodatków.

- Wsypaliśmy w gospodarkę, mówiąc obrazowo, „pierdyliony” dolarów, funtów, franków, euro i złotych przez te ostatnie lata, dlatego przyzwyczailiśmy się do tych pieniędzy. Ale okazuje się dzisiaj, że te pieniądze już niewiele nam pomagają, potrzebujemy ich więcej, to musi się skończyć jak alkoholizm – delirium tremens całej gospodarki – zauważył Gwiazdowski.

- Inflacja jest dla gospodarki jak alkoholizm – pisał o tym Milton Friedman, laureat nagrody Nobla. Jak jest trochę źle, to dobrze się napić. Ale na drugi dzień boli głowa, więc pijemy trochę więcej i trochę częściej, bo jak wiadomo – klina leczy się klinem – wytłumaczył obrazowo ekspert.

Robert Gwiazdowski wytłumaczył, dla kogo wysoka inflacja jest korzystna. Nie jest niespodzianką, że jako jednego z głównych beneficjentów wskazał budżet państwa, do którego wpływa znacznie więcej funduszy z podatków liczonych od wyższych cen.

- Na inflacji korzysta rząd. Liczy sobie budżet, przyjmując pewne założenia dotyczące poziomu inflacji, a potem ten poziom przekracza, więc ma większe od „zaplanowanych” wpływy. Po drugie, ci którzy mają dostęp do łatwego pieniądza, tego drukowanego przez banki centralne i kreowanego w systemie banków komercyjnych, oni też zarabiają na takiej sytuacji - wytłumaczył ekonomista.

Kto na inflacji traci? Tutaj konkluzja jest smutna: wzrost cen groźny jest przede wszystkim dla przeciętnego Polaka.

- Cierpią zwykli ludzie, pracownicy, a także pracodawcy i przedsiębiorcy. Oni dziś kupują jakiś towar, a następnie sprzedają go za cenę mającą przynieść zysk. Ale muszą się zastanowić, ile ten towar będzie ich kosztował za miesiąc albo dwa i czy będzie ich stać, żeby go kupić, jeśli dziś sprzedając go zażyczą sobie za mało. Muszą więc podnieść cenę, spodziewając się większych wydatków w przyszłości – stwierdził Robert Gwiazdowski.

Dlaczego w czasie inflacji nie działa „niewidzialna ręka rynku”, która przez konkurencyjność ogranicza wzrost cen? Kluczem są nie tylko faktyczne dane dotyczące tempa wzrostu cen, lecz także oczekiwania rynku. A te obecnie są w Polsce ponure.

- Teoretycznie istnieje bariera popytu, która nie pozwala na zbyt duże podnoszenie cen. Ale ludzie boją się inflacji, są do niej przyzwyczajeni, więc godzą się płacić więcej. W warunkach, gdy inflacji nie ma, podwyższać ceny jest trudno. W warunkach, gdy inflacja szaleje, podwyższać ceny jest łatwiej – wytłumaczył ekspert w Centrum im. Adama Smitha.

loader

RadioZET.pl