Paulina Kosiniak-Kamysz w Radiu ZET: obecny kompromis aborcyjny jest dobry

08.03.2020 11:30
Paulina Kosiniak-Kamysz
fot. RadioZET

- Obecnie wypracowany kompromis aborcyjny jest dobry. Zamieszanie na scenie politycznej, nie będzie służyło temu, by lepiej go wypracować. Nad tamtym pracowano przez wiele lat i też nie było to łatwe. Ale trzeba o tym rozmawiać - mówi Paulina Kosiniak-Kamysz w Radiu ZET.

Joanna Komolka: Gościem Radia ZET dzisiaj Paulina Kosiniak-Kamysz, żona Władysława Kosiniaka-Kamysza, kandydata na prezydenta. Dzień dobry.

Paulina Kosiniak-Kamysz: Dzień dobry, pani redaktor, dzień dobry państwu.

Dzisiaj Dzień Kobiet, a pani właściwie, można powiedzieć, że miała taki swój dzień podczas konwencji męża, prawda? To o pani mówiono w ostatnim czasie najwięcej niż o kandydacie. Skradła pani mężowi show pani zdaniem?

Moim zdaniem nie, bo wszyscy gramy do jednej bramki, prawda? Oczywiście, efekt, który powstał po konwencji, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ale przede wszystkim, tak jak powiedziałam, chodzi tutaj tylko i wyłącznie o mojego męża i, tak jak powiedziałam wtedy, że będę zawsze stała przy nim, a nie za nim. I stąd też moje wystąpienie.

A wtedy, kiedy pani powiedziała, że nie da się zamknąć pod kryształowym żyrandolem, to miała pani na myśli to, co robi albo raczej czego nie robi, aktualna pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda?

Po pierwsze – też padły komentarze po moim wystąpieniu, że obraziłam obecną pierwszą damę. Absolutnie ja nikogo nie obraziłam. Ja tylko powiedziałam, że nie będę milczeć.

A pierwsza dama pani zdaniem teraz milczy?

Pokaza… Tak naprawdę też wybór obecnej pierwszej damy ja szanuję jak najbardziej. Każda pierwsza dama, które pamiętamy i które ja pamiętam, miała swój wybór i dokonała innego, prawda? Pamiętamy wszyscy bardzo dobrze, jaką pierwszą damą była pani Jolanta Kwaśniewska, później pani Maria Kaczyńska, później pani Anna Komorowska i teraz obecna pierwsza dama pani Agata Duda. I ja każdy wybór każdej z tych pierwszych dam szanuję.

Ale podoba się pani to, że obecnej pierwszej damie zarzuca się to, że rzeczywiście nie wypowiada się w tematach ważnych, w których mogłaby się wypowiedzieć, nie zabiera głosu? Takie zarzuty się pod jej adresem pojawiają.

Tak, pojawiają się. Ja myślę, że taki wybór trzeba uszanować. Ja taki szanuję, dlatego też, stąd też moje wystąpienie, w którym ja chciałam pokazać, jaką wizję i koncepcję ja bym w przyszłości chciała pokazać i jaką mam.

Czyli rozumiem, że pani nie będzie stała… nie stałaby za mężem, za prezydentem, tylko chciałaby pani działać aktywnie?

Dokładnie tak, co też na każdym kroku podkreślam i jestem w tym też konsekwentna, tak jak powiedziałam, że będę zawsze i jestem gotowa pomóc. Stąd też moja decyzja o udziale u państwa w studiu i moja wizyta dzisiaj, w Dzień Kobiet, w dniu szczególnym.

No właśnie, szczególny dzień dla kobiet, a ja chciałabym jeszcze o kobietę, tą pierwszą damę, zapytać. Czy pani zdaniem, no bo jeżeli państwo na serio myślą o tym, żeby zamieszkać w Pałacu Prezydenckim tudzież w Belwederze – czy pani zdaniem pierwsza dama powinna dostawać pensję? Bo teraz tego nie ma. Były takie pomysły, żeby to uregulować. Z tym nic nie zrobiono. Pani zdaniem pierwsza dama powinna zarabiać czy nie?

Ja uważam, że generalnie cały ten temat jest zamieciony lekko pod dywan. Niemcy zadecydowali, zadecydowali w referendum, czy chcą uposażenia dla pierwszej damy czy nie. I ja uważam, że taki schemat działania jest najlepszy.

Dlaczego?

Bo ja uważam że – i o tym też mówi mój mąż – że referenda w tych ważnych, takich spornych sprawach są najfaj… najlepszym rozwiązaniem i przynoszą najlepsze efekty. I ja, jeżeli by doszło do tego, że faktycznie kiedyś będziemy parą prezydencka i będzie taki problem do rozważenia, byłabym za tym, żeby właśnie Polacy zdecydowali, a nie ja.

Czyli pani by chciała, żeby Polacy zdecydowali, czy pierwsza dama powinna otrzymywać pensję?

Tak, jestem jak najbardziej za tym.

A proszę mi powiedzieć, czy… Może tak – dlaczego pani zdecydowała się wejść w kampanię męża? Pociąga panią trochę polityka czy nie? Bo pani mówi, że nie będzie stała za mężem, tylko będzie pani stała obok męża. Wzięła pani bardzo aktywnie udział w tej bardzo ważnej konwencji dla PSL i dla Władysława Kosiniaka-Kamysza. Dlaczego?

Ta kampania jest specyficzna. Przeszliśmy wszystkie kampanie, które były na przestrzeni dwóch ostatnich lat.

Najważniejsza, jak się mówi.

Najważniejsza, dokładnie tak. I ona też różni się od poprzednich tym, że faktycznie wchodzimy w Polsce troszkę w taki styl amerykańskiej kampanii, gdzie Polacy i wszyscy są zaciekawieni też rodziną kandydata i mają do tego jak najbardziej prawo, ponieważ myślę, że wybór prezydenta to też jest poniekąd wybór pary prezydenckiej. Bo tak jak ja powiedziałam na konwencji – razem można zrobić co najmniej dwa razy tyle. Ja uważam, że Polakom się to należy, stąd też mój pomysł o tym, żeby przedstawić swój program podczas konwencji, bo uważam, że Polacy naprawdę na to zasługują, że oni też mogą mieć wybór tej drugiej osoby, która idzie w parze, prawda, z wyborem kandydata na prezydenta.

Czyli to nie jest tylko wybór kandydata mężczyzny na urząd w tym przypadku, czyli pani męża, ale również wybór pani? Tak pani to odbiera?

Myślę, że tak.

A czy wsparłaby pani projekt przygotowany przez Kongres Kobiet, by zrównać płace kobiet i mężczyzn? Bo taki projekt ustawy się pojawił.

Jak najbardziej, jak najbardziej. Generalnie w Polsce też coraz więcej się zmienia. Kobiety są coraz bardziej aktywniejsze, piastują najwyższe stanowiska w Polsce, ale cały czas jesteśmy gdzieś z tyłu za mężczyznami. I jak najbardziej – tak jak powiedziałam, że będę otwarta na głosy wszystkich środowisk, ich postulaty, niezależnie od barw politycznych, od poglądów czy religii…

To może być trudno czasami.

Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę, ale rodzice mnie tak nauczyli, jestem tak wychowana od dziecka, że trzeba słuchać mądrzejszych od siebie. I w tych wszystkich kwestiach jak najbardziej będę otwarta.

Tylko wie pani, że kiedy pani pojawiła się, teraz pokazała się publicznie i zaczęła się wypowiadać, mówi pani o swoim programie, to też będą padały pytania o pani poglądy na bardzo konkretne sprawy. Ja też o to chciałabym zapytać. Czy np., bo będą się pojawiały takie propozycje np. ze strony Lewicy… Lewica chciała i mówi o tym, będzie chciała wprowadzenia związków partnerskich. Andrzej Duda w kampanii powiedział, że zastanowiłby się nad podpisaniem takiej ustawy. A pani uważa, że to byłby dobry pomysł, gdyby ta kwestia związków partnerskich została uregulowana?

Generalnie ws. związków partnerskich ja myślę, że całego tego zamieszania może nie rozumieć w ogóle moje pokolenie, trzydziesto- i trzydziestoparolatków, prawda?

A dlaczego?

Myślę, że osoby będące w związkach partnerskich są pokrzywdzone w wielu kwestiach – w kwestii dziedziczenia, rozliczenia podatkowego czy też dostępu do chociażby dokumentacji medycznej, która jest fundamentalna, prawda? Dlatego nie rozumiem, skąd się bierze też ten spór, bo państwo jest od tego, żeby ludziom ułatwiać życie, a nie je utrudniać.

Czyli pani uważa, że to byłby dobry pomysł – wprowadzenie takich uregulowań, które pozwalałyby właśnie na dziedziczenie partnerów poprzez partnerów czy też…

Oczywiście. Jeżeli ktoś żyje ze sobą 50 lat, razem zdobywają cały swój majątek i…

Bez związku małżeńskiego formalnego, jak rozumiem.

Tak, ale żyją razem, prawda? To dlaczego mają mieć utrudnione? Ja tego nie rozumiem i dlatego jak najbardziej tak.

A gdyby to poszło jeszcze o krok dalej, bo o tym też się mówi, czyli mówi się o tym, że – i przed tym też trochę przestrzega PiS  w swojej kampanii – że związki partnerskie to byłby tylko początek do wprowadzenia adopcji przez pary jednopłciowe?

Niekoniecznie, bo ja myślę, że nie można też daleko…

A pani tego nie popiera?

Trzeba też… Moim zdaniem nie wolno też tak patrzeć daleko naprzód. Najpierw załatwmy te podstawowe sprawy, a później dopiero zastanawiajmy się nad kolejnymi. Bo jeżeli teraz wrzucimy wszystko do takiej debaty publicznej, to ludzie się w tym wszystkim pogubią. Ja myślę, że małymi krokami trzeba doprowadzić w ogóle do takiej szeroko pojętej debaty publicznej, zwłaszcza w tych kwestiach najbardziej spornych światopoglądowo.

Ale nie mówi pani „nie” temu? Myślę o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nigdy mi nikt takich pytań nie zadawał, ale myślę, że jeżeli kiedyś pojawią się takie pytania, to po prostu ja uważam, że w każdej kwestii trzeba ze sobą rozmawiać.

A proszę mi powiedzieć – bo kwestia, która pewnie będzie też poruszana w rozmowach z pani mężem, kandydatem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem… Za jego czasów, kiedy był w rządzie razem z Donaldem Tuskiem, zdecydowano się na finansowanie procedury in vitro z budżetu państwa. Teraz z tego się wycofano. Pani zdaniem to jest błąd?

Absolutny błąd. W zeszłym roku zostaliśmy po raz pierwszy rodzicami i jak do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jakim cudem są narodziny i posiadanie dziecka. Teraz nie wyobrażam sobie, a mam kilku takich znajomych, którzy mieli problemy z zajściem w ciążę, nie wyobrażam sobie, żeby pary i osoby, które się kochają, są pozbawione takiej możliwości tylko i wyłącznie dlatego, że nie mają odpowiednich funduszy na to. Dlatego absolutnym priorytetem powinno być właśnie przywrócenie finansowania metody in vitro przez państwo.

No ale co może w tej kwestii zrobić prezydent pani zdaniem?

Przede wszystkim zabrać głos, bo też ktoś się…

No bo tutaj decyzja należy do rządu. To są pieniądze budżetowe, więc de facto…

Ale prezydent też może wyznaczać kierunek. Kierunek rozmowy, kierunek działań. Ktoś kiedyś mi powiedział, że jak nie możesz wejść drzwiami, wejdź oknem. I ja taką zasadę wyznaję.

Uważa pani, że… Myśli pani, że pani mąż Władysław Kosiniak-Kamysz byłby za tym, żeby przywrócić to, o czym w tej chwili rozmawiamy, czyli finansowanie procedury in vitro z budżetu państwa?

Jak najbardziej. Jak najbardziej, on o tym głośno mówi z racji też tego, że jest lekarzem. Jest w pełni świadomy i ja uważam, że oczywiście, że tak. I mam nadzieję, że do tego dojdzie.

A chciałabym teraz zapytać, bo rozmawiamy też o pani, ale też chciałabym o męża zapytać. Myśli pani albo może nie boi się pani, że pani mąż będzie miał kłopot, żeby znaleźć się w II turze?

Nie, bo mój mąż się znajdzie w II turze. Jestem tego pewna.

A jest pani przekonana?

Jestem tego pewna, bo wierzę w niego całym sercem.

A nie uważa pani, że np. wyborcy pamiętają to, co wypomina się i PO, i PSL, czyli np. podniesienie wieku emerytalnego?

Pamięta się różne rzeczy, prawda?

No tak, ale to wie pani, że te rzeczy wracają w kampanii.

Oczywiście, że tak. I wracają jak bumerang, bo mój mąż jest pytany o to praktycznie w każdym wywiadzie i zawsze konsekwentnie się tak samo z tego tłumaczy, że został rozliczony z tego bardzo, bardzo mocno. Wyborcy zakwestionowali ten jego wybór wtedy i on się z tego wycofuje, absolutnie. I ja tutaj nie widzę innej odpowiedzi na to pytanie.

A gdyby okazało się, że zamiast Władysława Kosiniaka-Kamysza w II turze znajdzie się Małgorzata Kidawa-Błońska, to pani też poprze ją?

Tak, jak powiedziałam, daleko nie wybiegam w przyszłość.

No tak, ale musimy o tym myśleć.

Ja nie jestem kandydatem oczywiście na prezydenta.

No pani nie jest kandydatem, ale też… No bo Władysław Kosiniak-Kamysz mówi, że no pewnie będzie taka decyzja, żeby poprzeć kandydata opozycyjnego, gdyby się wydarzyło tak, że to nie on będzie w II turze walczył z Andrzejem Dudą, a będzie walczyła Małgorzata Kidawa-Błońska. Ja pytam o to, czy pani jako kobieta też widzi w Małgorzacie Kidawie-Błońskiej dobrą kandydatkę na fotel prezydencki.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo kandydata na prezydenta mam w domu.

Bo pani ma swojego kandydata, tak?

Dokładnie tak.

A czy pani zdaniem utrzymanie takich gwarancji, o których w tej chwili mówią kandydaci i PO, kandydatka PO, i Władysław Kosiniak-Kamysz, czyli to 500+, to jest dobry pomysł? To był w ogóle dobry ruch ze strony rządu PiS wprowadzenie tego? Państwo korzystają z tego?

Korzystamy i myślę, że jak najbardziej dobry, bo pomógł wielu rodzinom, ale nie jest to program, który zwiększa dzietność w Polsce, prawda? Wiele też programów zostało wprowadzonych przez mojego męża takie jak żłobki, przedszkola, przedszkola złotówka… za złotówkę, roczny urlop macierzyński, z którego teraz korzystam, „kosiniakowe”, więc na całokształt efektów tej polityki społecznej wpływają różne programy, nie tylko ten jeden. Oczywiście on się najbardziej przebija.

No tak, ale pani jako młoda mama, o czym pani sama mówi, i pani korzysta z tego programu, to jest pani w stanie ocenić, na ile to rzeczywiście pomaga?

Myślę, że w obecnej chwili, kiedy ceny wszystkiego poszły mocno w górę, myślę, że niewiele. I to też wynika z rozmów z moimi koleżankami, kolegami, też młodymi rodzicami, że tak naprawdę taki program mógł mieć sens kilka lat temu, kiedy te ceny faktycznie były niższe. Teraz, kiedy to 500+ tak naprawdę wydajemy na życie rodzinne, ciężko stwierdzić, czy on tak relatywnie pomaga. Oczywiście, to jest dodatkowa gotówka w portfelu…

No zawsze dodatkowe pieniądze.

…ale też bardzo szybko musimy je wydać, prawda? Przez to, co się dzieje teraz w Polsce.

Czyli uważa pani, że w inny sposób powinno się pomagać rodzinom, niekoniecznie tylko 500+?

Na wielu płaszczyznach, bo zawsze uważam, że nigdy nie ma jednej przyczyny jakiegoś problemu, prawda? Tylko to jest coś bardziej złożonego, dlatego oczywiście ten program pomaga, dlatego też mój mąż jako jedyni – PSL – głosowali za tą ustawą, prawda? I oczywiście, trzeba powiedzieć, że jak najbardziej jest to dobry program i nie, absolutnie nie pod publiczkę, że to jest coś, co faktycznie się mocno przebiło, ale dlatego że on też pomaga realnie. Ale pomoc musi być z różnych stron. Tak jak właśnie przedszkola, że my, kobiety, chcąc być teraz bardzo aktywne zawodowo i szybko też wracamy do pracy albo jest też drugi wybór – jesteśmy, przebywamy dłużej na urlopie macierzyńskim – musimy mieć właśnie wiele płaszczyzn, na których możemy…

I gdzie pani widzi takie wsparcie dla kobiet? Gdzie ono powinno… No bo pani mówi o tym, że pomagać kobietom i poprzez przedszkola, żłobki, czyli co – więcej miejsc w przedszkolach, w żłobkach?

Też, ale też dostęp do opieki zdrowotnej, bezpłatne testy. Ostatnio kolega mi opowiadał, że był z dwójką dzieci chorych na grypę i żeby zrobić test, wykupić leki, wizyta kosztowała prawie 400 zł, więc... I tutaj trzeba działać szybko, powiedzieć, że mają wybór – nie robią testu i dostają lek z pierwszej półki, ale nie wiadomo czy on trafi i trzeba raz, że faszerować dzieci różnymi lekami, nie wiadomo, czy akurat z dobrej grupy, a dwa – oczywiście też wydawać kolejne pieniądze. Więc tutaj myślę, że służba zdrowia i przede wszystkim opieka stomatologiczna, chociażby tutaj. Bo rodzice są pozostawieni sami sobie tak naprawdę. Dentobusy, które wyjeżdżały, oczywiście są, ale nie są wystarczające. To jest kropla wody na pustyni.

Chciałabym zapytać jeszcze na koniec tej części rozmowy, czy nie boi się pani, że kampania im dalej, będzie bezlitosna, trudniejsza. Już się pojawiają takie zarzuty ze strony, no głównie prawej strony sceny politycznej, że pani jest drugą żoną kandydata. Nie boi się pani tego?

Nie boję się, bo każdy ma prawo do szczęścia i absolutnie się tego nie boję, jestem na to przygotowana z uwagi na to, że też w takim duchu zostałam poniekąd wychowana ze względu na aktywność polityczną mojego taty i gdzieś z tym hejtem już po drodze się spotkałam. I myślę, że to też wyrobiło na mnie taki pancerz ochronny. Oczywiście wszystkie słowa tzw. hejtu, na który absolutnie nie ma u nas w domu przyzwolenia, i będziemy w takim duchu wychowywać naszą córkę, że absolutnie jest to coś, na co nie możemy sobie pozwolić… To oczywiście zawsze będą dobre i złe komentarz, ale te złe też zawsze motywują moim zdaniem jeszcze bardziej do działania.

Paulina Kosiniak-Kamysz jest naszym gościem. Ciąg dalszy rozmowy będzie na RadioZET.pl i na Facebooku, a zapytam m.in. o to, jak państwo się poznali i czy kampanię można pogodzić z wychowywaniem małego dziecka. Zapraszam serdecznie.

Zapraszamy.