Miller w Radiu ZET o Hołowni: Kret i piąta kolumna. Sam się wykańcza

5 min. czytania
31.07.2025 07:55
Obserwuj nas na Google

Leszek Miller w Gościu Radia ZET: “mamy teraz zamach stanu zaordynowany przez pana Marszałka Sejmu. Ale tego nie wolno potraktować lekko. Jestem zdziwiony, że pan Hołownia nie został do tej pory przesłuchany przez prokuraturę”.

Leszek Miller
fot. Radio ZET

Oglądaj

- Myślę, że w otoczeniu pana Hołowni są ambitni przedstawiciele jego partii, którzy chętnie zajmą jego miejsce. Myślę, że przestanie być liderem Polski 2050. - Jeżeli ta partia chce się ratować, to powinno to nastąpić jak najszybciej. Ale jeżeli chce, jak to się mówi, tak dogorywać, no to niech to odkłada - wyjaśniał.  

Jego zdaniem, “to są nieuchronne procesy zachodzące w każdej strukturze politycznej, że lider, który się kompromituje, albo sam odchodzi, albo jest zmieniany”. 

- Myślę, że on miał, takie przekonanie, że znaczy więcej niż znaczy. To znaczy, że powinien znaczyć więcej, że wyrósł na wielkiego męża stanu i to jest niedoceniane i on musi jakoś to podkreślić. Napoleon Bonaparte miał takie ulubione zdanie, że od wzniosłości do śmieszności to jest tylko jeden krok. No właśnie pan Hołownia go zrobił - powiedział Miller. 

- Wydawało mu się, że jest wielkim mężem stanu i potknął się o swoje rozbuchane ego.  A teraz widzi pewnie, że już skomplikował sobie sytuację tak bardzo, że już nikt go nie traktuje poważnie - oceniał,  

Podkreślał, że “to jest sprawa prokuratury, ale jeszcze raz apeluję do panów prokuratorów, żeby tego nie lekceważyć”. 

- Polska nie może być jakimś wiecznym kabaretem, gdzie każdy może powiedzieć co chce, skłamać, kogoś oczernić, nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Oczywiście prawo do mówienia wszystkiego to jest prawo, tylko że to nie może uderzać ani w podstawy państwa, ani w godność innych ludzi. I ja tylko tego oczekuję - wskazywał.  

Ocenił, że “Hołownia sam się wykańcza. I tutaj Tusk jest do niczego niepotrzebny. Tusk najwyżej będzie przejmował część jego partii. Część pewnie pójdzie do PSL, część do PiS i tak się skończy wielki projekt pod nazwą Polska 2050”. 

- Pamiętam to hasło, albo Trzecia Droga, albo trzecia kadencja PiS, prawda? - No i teraz już wiemy, dokąd prowadziła Trzecia Droga, do mieszkania pana Adama Bielana - podsumował.  

Miller w Radiu ZET: Jako premier znalazłbym metodę rządzenia z ominięciem Nawrockiego  

- Rząd będzie miał trudny problem dlatego, że będzie jakoś musiał omijać weto prezydenta. Znaczy założyć z góry, że tym razem nikt się do nikogo nie będzie wdzięczył, tylko będzie dwóch twardych zawodników i najlepiej, gdyby oni jakoś próbowali załatwiać swoje sprawy mijając się - stwierdził Leszek Miller były premier w "Gościu Radia ZET". 

Dodał, że “ponieważ trudno jest ominąć prezydenta, bo każda ustawa wymaga podpisu pana prezydenta. To są metody, żeby to ominąć, pierwsze z brzegu: rządzenie za pomocą rozporządzeń do uchwalonych już ustaw”. 

- To jest metoda absolutnie legalna. Myślałem, że zostanie zastosowana przez rząd do prezydentury pana Dudy, ale nie została. Tak samo jak wiele innych możliwości - mówił - Myślę, że zdecydowało przekonanie, że będzie nasz prezydent, pan Trzaskowski. Można poczekać - dodał.  

W jego ocenie “niestety mam wrażenie, że rząd nie miał planu B. Koalicja nie miała planu B. Nie zakładała, że może wygrać ktoś inny oprócz Trzaskowskiego.  

Pytany, czy skoro chcemy przywracać praworządność, to powinniśmy być superpraworządni, wskazał, że “nie”. - Nie dlatego, że czekanie na to, aż Karol Nawrocki się zlituje i coś podpisze, to nie jest przywracanie praworządności. To jest prosta droga do przegranych wyborów - mówił. 

Jako premier “bym znalazł metodę, która zapewnia mi skuteczność i sprawczość, ale omija prezydenta”.  

Miller w Radiu ZET: Tusk rekonstrukcją wysuwa zawodników do starcia z Nawrockim  

- Dla mnie jest oczywiste, że Donald Tusk czekał z rekonstrukcją, dopóki nie zobaczył z kogo ma się składać kancelaria pana prezydenta. Jak już wiedział, no to podjął się tej rekonstrukcji - powiedział Leszek Miller były premier w "Gościu Radia ZET". 

- Mnie się wydaje, że Tusk miał dwa cele, jeżeli chodzi o tę rekonstrukcję. Po pierwsze, ona miała służyć przy wróceniu ładu w koalicji, sterowalności w koalicji, ale to jest cel nie do osiągnięcia, dlatego że tak się składa, że do końca roku we wszystkich czterech partiach koalicyjnych odbędą się kongresy - tłumaczył Miller. 

Wskazał, że “na tych kongresach szefowie tych ugrupowań będą z czego rozliczani? Ile mają stanowisk? Jakie mają wpływy? Co załatwili dla swoich partii politycznych, zwłaszcza jeżeli chodzi o stanowiska? Więc niestety po tej rekonstrukcji został utrzymany niewydolny układ, w którym partie traktują te wszystkie resorty jako swoje księstwa, które zagospodarowują”. 

- Czyli z kadrowej karuzeli wyłoniła się nowa koalicja, ale apetyt koalicjantów nie zmalał, zwiększył się nawet. Ale to jest jeden cel. A ten drugi cel to jest przygotowanie się do starcia z prezydentem - ocenił. 

Miller mówił, że “dla mnie jest oczywiste, że Donald Tusk czekał z rekonstrukcją, dopóki nie zobaczył z kogo ma się składać kancelaria pana prezydenta”.  

- Jak już wiedział, no to podjął się tej rekonstrukcji i mnie się wydaje, że trzech zawodników wysunął do pierwszego starcia. To jest minister spraw zagranicznych, który został wiceprezydentem, to jest minister sprawiedliwości i minister spraw wewnętrznych i administracji - dodał.  

Jego zdaniem “tutaj brakuje jeszcze jednego nazwiska i bardzo żałuję, że go nie ma. To jest Bartłomiej Sienkiewicz, który potrafił zabrać czy odebrać czy wyrwać telewizję publiczną z rąk PiS”. 

Waldemar Żurek i misja w resorcie sprawiedliwości, “to jest też ogromne zobowiązanie i ogromny ciężar, który został złożony na barki pana Żurka”. 

- Był sędzią i to gnębionym i ściganym przecież przez cały aparat Ziobry. On sobie zdaje sprawę zresztą z kosztów, jakie musi zapłacić. Utracił prawo do emerytury sędziowskiej, utracił inne przywileje. Jest godny szacunku dlatego, że jak to się mówi, położył wszystko na jedną kardę i będzie zdeterminowany - zaznaczał Miller.  

Miller w Radiu ZET: Trzeba stworzyć możliwość przeliczania głosów 

- Trzeba stworzyć możliwość przeliczania głosów ponownie, czasami się to robi z urzędu w kilku krajach, kiedy różnica między rywalami jest niewielka - oceniał Leszek Miller były premier w "Gościu Radia ZET".  

Wskazał jednak, że “moim zdaniem można na kanwie obecnego prawa przeliczyć głosy”. 

- Prokuratura przeliczyła część głosów, ja należę do tych, co domagali się przeliczenia wszystkich głosów. Ja przyjmę każdy werdykt, gdyby po przeliczeniu była pewność, że wygrał Nawrocki to będzie mój prezydent, podobniej jak i kontrkandydat Trzaskowski, to też będzie mój prezydent, ale tego nie zrobiono, to będę miał wątpliwości do końca życia - mówił 

Przypomniał, że “nie będę na zaprzysiężeniu prezydenta Nawrockiego, dlatego, że nie wiem, kto wygrał wybory”.  

- Trzeba stworzyć możliwość przeliczania głosów ponownie, czasami się to robi z urzędu, kiedy różnica między rywalami jest niewielka - dodał.  

Zaznaczał, że “250 komisji przeliczono ponownie i okazało się, że 30% głosów zostało sfałszowanych, przypisano je do innego kandydata niż powinny, ja zakładam, że taka proporcja mogła się utrzymać we wszystkich komisjach”.  

- Obywatele, którzy będą nosić w sobie przekonanie, że wybory mogłby być nieuczciwe, być może już nie pójdą do tych wyborów nigdy - ocenił.  

Mówił, że “jakby Nawrocki był politykiem z górnych pięter, to by oświadczył, że sam domaga się przeliczenia głosów. Jak będę miał wygraną będę się cieszył, jak jednak Trzaskowski, to będę pierwszy, co złoży mu gratulacje, ale nie chcę być prezydentem, wobec którego są podejrzenia, o, tak by powiedział”.  

- Prawdopodobnie Karol Nawrocki będzie zaprzysiężony, ale nie muszę w tym uczestniczyć, podobnie jak inni, których tam nie będzie - podkreślał.  

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET