Zamknij

Kryzys na granicy z Białorusią. Eksperci przewidują możliwe scenariusze: "Incydenty zbrojne"

09.11.2021 15:39
Viktor Tolochko
fot. SPUTNIK Russia/East News

Około czterech tysięcy imigrantów koczuje na granicy z Białorusią. Mimo że ubiegła noc minęła spokojnie, to sytuacja jest napięta, a kryzys się pogłębia. - Chodzi o destabilizowanie Europy. Putin chce, aby Europa poprosiła go o powstrzymanie Łukaszenki. On to zrobi, ale za cenę akceptacji jego interesów - mówi portalowi radioZET.pl generał Roman Polko. Tylko u nas przedstawiamy możliwe scenariusze rozwoju wypadków. Artykuł jako pierwsi mogli przeczytać użytkownicy upday. Pobierz aplikację z Google Play lub z App Store!

Kryzys na granicy z Białorusią będzie się pogłębiał - nie mają złudzeń eksperci, z którymi udało nam się porozmawiać.

- Napór migrantów na granicę nie będzie malał. Łukaszenka znosi wizy w innych krajach. Turcja cały czas wysyła samoloty z uchodźcami na Białoruś. Białoruskie służby specjalne będą szukały luk w systemie bezpieczeństwie Polski. Będą też z ich strony prowokacje, aby tworzyć narrację, że za kryzys na granicy winna jest Polska, a działania polskich służb i wojska powodują cierpienia niewinnych dzieci i kobiet - przewiduje były szef GROM Roman Polko.

Wojciech Konończuk, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, uspokaja, że mało prawdopodobne jest, aby duża liczba migrantów przedostała się do Polski. Na straży jest około 12 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego oraz kilka tysięcy funkcjonariuszy Straży Granicznej i Policji.

- Najbardziej prawdopodobny scenariusz to utrzymywanie się tego wielkiego koczowiska oraz kolejne nieudane próby sforsowania granicy. Małe szanse są na to, aby większa grupa była w stanie przekroczyć granicę, która jest coraz lepiej strzeżona - mówi zastępca dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich.

Kryzys na granicy z Białorusią. "To polityka szantażu"

Nie zmienia to faktu, że kryzys na granicy będzie się pogłębiał. Mogą pojawić się prowokacje ze strony białoruskiej.

- Najgorszy scenariusz to, że strona białoruska użyje broni w kierunku polskich, czy litewskich funkcjonariuszy. Oficjalnie będą się od tego odżegnywać, twierdząc, że nie miało to miejsca, a strona polska i litewska kłamią. Łukaszenka chce pogłębiać kryzys humanitarny. Wie, że mało prawdopodobne jest, aby większa liczba migrantów przedostała się przez granicę Polski, więc aby zmusić nas do reakcji stworzy incydenty zbrojne, które przykują uwagę opinii publicznej. Celem Łukaszenki jest, aby ofiar wśród migrantów na granicy było więcej, bo to robi większe wrażenie - tłumaczy Wojciech Konończuk.

Reżim Łukaszenki chce stworzyć przeświadczenie, że to Europa ponosi moralną odpowiedzialność za migrantów i jest wyłącznie odpowiedzialna za destabilizację sytuacji na Bliskim Wschodzie. To sygnał, że bez długoterminowego porozumienia z Białorusią ten kryzys będzie permanentny.

- To polityka szantażu i próby zmuszenia nas do ustępstw. Reżim wytworzył sztuczny problem także po to, aby odwrócić uwagę świata od represji, które cały czas stosuje wobec swoich obywateli. Białoruś chce też powstrzymać Unię Europejską od nakładania kolejnych sankcji, grożąc, że tego typu kryzysy będą się powtarzać - ocenia analityk ds. wschodnich Wojciech Konończuk.

Granica z Białorusią a polityczna walka. Cenę płacą ludzie

- To nie są zwykli migranci, tylko zorganizowane grupy osób szkolonych przez białoruskie służby specjalne, których działania są koordynowane. Otrzymują wytyczne, jak prowadzić działania dywersyjne, jak grać na emocjach. To jest wojna w nowoczesnym wydaniu, ale znana od lat, gdzie na pierwszej linii stawia się kobiety i dzieci - ocenia Roman Polko.

Nie zgadza się z nim analityk ds. wschodnich Wojciech Konończuk. Jego zdaniem migranci są ofiarami tego konfliktu. - Oni są instrumentami w rękach Łukaszenki. W dobrej wierze przylecieli do Mińska, wierząc, że przedostaną się do Unii Europejskiej. Zostali oszukani i są ofiarami reżimu.

Ze względu na pojawiające się kolejne grupy migrantów przy granicy z Białorusią polska Straż Graniczna zdecydowała się zamknąć przejście graniczne w Kuźnicy. Od wtorku do odwołania zawieszony został ruch graniczny, zarówno osobowy, jak i towarowy.

- Moim zdaniem to bardzo dobra decyzja. To jest sygnał z Warszawy do białoruskiego reżimu, że jeżeli sytuacja będzie eskalować, to zamkniemy kolejne przejście także dla ruchu towarowego. To będzie dotkliwe dla Białorusi. Trzeba pamiętać, że Unia Europejska jest bardzo ważnym partnerem handlowym dla Białorusi, a gros jej eksportu idzie przez Polskę - stwierdza Konończuk.

To jednak za mało, aby przeciwstawić się Łukaszence. Potrzebna jest pomoc Unii Europejskiej i NATO.

- Unia Europejska powinna wprowadzić blokadę Białorusi, która bez Europy nie jest w stanie funkcjonować. Potrzebna jest blokada powietrzna, aby zahamować napływ migrantów na Białoruś, a także gospodarcza, która powstrzymałaby działania Łukaszenki i Putina - mówi generał Polko i dodaje: - Ważne jest, aby sojusz NATO uznał, że to co się dzieje to jest już wojna w nowoczesnym wydaniu.

Według analityka z Ośrodka Studiów Wschodnich przywódca Białorusi przeliczył się, uznając, że przejmie inicjatywę w stosunkach z Unią Europejską doprowadzając do kryzysu humanitarnego. 

- Łukaszenka liczył, że wywołując kryzys graniczny nie tylko zemści się za pierwsze sankcje, ale także że zminimalizuje szanse na kolejne kary. To mu się nie udało. Ja nie widzę gotowości UE, żeby nie nakładać kolejnych sankcji z powodu szantażu Łukaszenki. Raczej widzę działanie odwrotne. Ze względu na pogłębianie kryzysu te sankcje powinny być dotkliwe - przewiduje Wojciech Konończuk.

Kto zyskuje na kryzysie humanitarnym na granicy z Białorusią?

- Białoruś nie zyskała na tym konflikcie. Nie ma chętnych do negocjacji z Białorusinami. Wymierne efekty z tego konfliktu wyciąga zaś Rosja. W jej interesie leży pogłębianie izolacji reżimu białoruskiego, który jest już skazany na bezalternatywną współpracę z Rosją. Stopień zależności Białorusi od reżimu rosyjskiego się tylko powiększy - komentuje wicedyrektor OSW.

Zdaniem eksperta Rosja od początku jest zaangażowana w konflikt na granicy i wspiera stronę białoruską. 

- Rosja oficjalnie odcina się od konfliktu twierdząc, że nie jest stroną, ale ewentualnie mogą być w nim mediatorem, co zasugerował dzisiaj minister Ławrow. De facto, działania białoruskie są wspierane przez propagandę rosyjską. Od początku Rosja jest stroną zaangażowaną w ten konflikt po stronie Białorusi. Co więcej, w ostatnich miesiącach Łukaszenka stał się tak naprawdę narzędziem realizacji pewnych planów rosyjskich.

“Frontex jest magicznym słowem

Generał Roman Polko uważa, że Frontex nie dysponuje siłami, które mogłyby obronić polską granicę. Jego wsparcia oczekuje w inny wymiarze.

- Frontex dla niektórych jest takim magiczny słowem. Jego funkcjonariusze zajmują się zazwyczaj analizowaniem i monitorowaniem sytuacji. Nie są to ludzie, których postawimy przy płocie granicznym. Trzeba wykorzystać Frontex do wpływania na władze Unii Europejskiej i budowanie strategii związanej z sankcjami, a nie do patrolowania granic.
W podobnym tonie na temat pomocy ze strony Frontexu wypowiada się Wojciech Konończuk z OSW. Dostrzega, że organizacja ma bardzo niewiele własnych funkcjonariuszy zdolnych do fizycznego zabezpieczenia granicy.

- Widziałbym bardziej misję polityczną niż graniczną ze strony Frontexu, czy Komisji Europejskiej. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby zaproszenie na granicę obserwatorów np. cywilnych pracowników Frontexu po to, żeby informacje o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej pochodziły również ze źródeł unijnych. To mogłoby stanowić potwierdzenie polskich komunikatów - tłumaczy wicedyrektor OSW.

W poniedziałek Donald Tusk powiedział, że “trzeba się zastanowić nad wykorzystaniem art. 4 NATO".

Strony będą się konsultowały, ilekroć zdaniem którejkolwiek z nich zagrożona będzie integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron.

Artykuł 4. Traktatu Północnoatlantyckiego

Generał Roman Polko uważa, że można prowadzić konsultacje, ale bez podjęcia działania nie są one nic warte. 

- Czy nasi koledzy z NATO nie widzą, co się dzieje? Można prowadzić konsultacje, ale tak naprawdę trzeba przejść do działania. Ten artykuł był uruchomiony wtedy kiedy dokonywano aneksji Krymu, ale nic z tego nie wynikło. Niestety często to pięknie brzmi, ale nic nie daje - kończy generał.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl