Pijany ksiądz odprawiał mszę? Mamy odpowiedź Kurii

Redakcja
07.05.2019 16:46
Pijany ksiądz odprawiał mszę? Mamy odpowiedź Kurii
fot. Marcin Białek/Wikipedia/Wikimedia Commons

"Księża w Woli Gułowskiej dnia 3 maja, po świętowaniu Dnia Strażaka, odprawiali mszę świętą o godzinie 16.00 pijani" – taką wiadomość otrzymaliśmy od jednego z naszych czytelników w niedzielę wieczorem. O sprawę zapytaliśmy Kurię Diecezjalną w Siedlcach.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Rzecznik prasowy Kurii zaprzecza tym doniesieniom twierdząc, że - rzeczywiście – do spożycia alkoholu doszło, ale o stanie "całkowitej” nietrzeźwości i zwymiotowaniu podczas nabożeństwa nie może być mowy.

Ksiądz proboszcz odmawia komentarza

"Księża w Woli Gułowskiej, gmina Adamów, województwo lubelskie, dnia 3 maja, po świętowaniu Dnia Strażaka, odprawiali mszę świętą o godzinie 16.00 pijani. Jeden z księży w trakcie picia z kielicha zwymiotował na ołtarz. Dziś dnia 5 maja na każdej mszy świętej owy kapłan przepraszał za swoje zachowanie i prosił o wybaczenie”- tak brzmiała pełna treść wiadomości, którą w niedzielę wieczorem wysłała do redakcji RadioZET.pl jedna z mieszkanek gminy Adamów.

Zobacz także

- Nie będę się na ten temat wypowiadał – odpowiedział ksiądz proboszcz parafii Nawiedzenia NMP w Woli Gułowskiej Janusz Bębnik, kiedy w poniedziałek poprosiliśmy go o weryfikację słów, dotyczących piątkowych wydarzeń w kościele. W dalszej części rozmowy podkreślił jednak, że doniesienia o zwymiotowaniu na ołtarz "to na pewno są nieprawdziwe informacje”.

"To nie są informacje potwierdzone"

Sytuacja nabrała innego charakteru, gdy skontaktowaliśmy się bezpośrednio z rzecznikiem prasowym Kurii Diecezjalnej w Siedlcach, ks. kan. Jackiem Świątkiem. Duchowny początkowo zapewnił, że jest mu ona zupełnie nieznana i kuria nie otrzymała żadnych informacji na temat tego incydentu.

- To nie są informacje potwierdzone – informował nas wówczas rzecznik.

Zobacz także

Jednocześnie zapowiedział, że skontaktuje się w tej sprawie z księdzem dziekanem ( Dekanat Adamów, któremu bezpośrednio podlega parafia w Woli Gułowskiej – red). Okazało się jednak, że wieści o niefortunnym zdarzeniu nie dotarły także do adamowskiego dekanatu.

- Rozmawiałem z księdzem dziekanem, który mówił, że jeszcze w dniu wczorajszym (czyli w niedzielę, 5 maja – red.) widział się z księdzem przeorem (ks. Januszem Bębnikiem – red.) i żadnej takiej informacji nie podjął, nawet wręcz przeciwnie – usłyszeliśmy.

Kuria: nie doszło do zwymiotowania na ołtarz. Taka sytuacja nie miała miejsca

Informację o jednym z wikariuszy, będącym  w trakcie popołudniowej mszy św. pod wpływem alkoholu ostatecznie potwierdził proboszcz z Woli Gułowskiej, jednak dowiedzieliśmy się o tym pośrednio. Rzecznik Kurii Siedleckiej, sam zasięgnął wiedzy na ten temat u przeora. Jak dodał, informacja nie wypłynęła poza parafię.

- Jeżeli chodzi o święto 3 maja to rzeczywiście ojcowie, którzy odprawiali mszę wieczorną – bo był zarazem i Dzień Strażaka – z tego co mi powiedziano, przynajmniej jeden z nich musiał czegoś spróbować na tym Dniu Strażaka. Chodzi o alkohol – przekazał ks. Świątek. Jak dodał, "to nie był stan nietrzeźwości całkowity tylko po prostu rzeczywiście był zauważalny”.

Zobacz także

- Nie był to stan nietrzeźwości w postaci np. bełkotu. Rzeczywiście spróbowali alkoholu na tejże imprezie strażackiej, co zostało wyczute przez wiernych i na tej podstawie prawdopodobnie zostały skierowane różnego rodzaju zarzuty przeciwko nim – zaznaczył.

Zobacz także

- Natomiast, na pewno nie było zwymiotowania na ołtarz – przeor zapewniał mnie w 100 procentach. Z tego, co nawet wie od osób, które były na tej popołudniowej mszy świętej – nie było sytuacji, że ksiądz zwymiotował. Taka sytuacja nie miała miejsca, tego nie możemy potwierdzić. Przeor zresztą sam mówił: to jest niemożliwe – skwitował rzecznik prasowy.

Wspomniał jednak też o tym, że sam proboszcz nie był obecny na rzeczonym nabożeństwie – przebywał akurat wtedy w Lublinie.

Natychmiastowa reakcja parafii

Kuria zapewnia, że reakcja parafii na niesubordynację jednego z wikariuszy była natychmiastowa.

- Od razu w sobotę zostało odprawione nabożeństwo ekspiacyjne za grzech, natomiast w niedzielę na wszystkich mszach świętych ksiądz po prostu przepraszał wszystkich parafian za sytuację – oznajmił ks. Świątek.

Zobacz także

Informację o okazanej skrusze i przeprosinach potwierdzili nam również w wiadomościach wierni.

- Trzeba to powiedzieć wprost: reakcja była prosta. W sobotę było nabożeństwo ekspiacyjne za grzech, natomiast w niedzielę kapłan – jeden z tych odprawiających – po prostu przepraszał na każdej mszy i powiedział, że odpokutuje za to swoją pracę. Z tego, co wiem od przeora, takich wypadków wcześniej nie było. Jest to przypadek jednostkowy – wyjaśniał ks. Jacek Świątek.

Zobacz także

- Gdyby to była stała forma takich zachowań – to trzeba by było podjąć jakieś drastyczne środki. To po prostu się zdarzyło, było nabożeństwo przebłagalne względem Pana Boga i  było też przeproszenie ludzi za to, co nastąpiło – skomentował duchowny.

Parafia przeprasza

Jak stwierdził, wieści nie dotarły na samym początku do Kurii z „prostego względu”. – W sprawach administracyjnych typu ogólne rzeczy diecezjalne zakonnicy podlegają diecezji. Natomiast w sprawach tzw. własnych czyli wewnątrz-zakonnych, zakonnicy podlegają władzom zakonnym. Prawdopodobnie przeor mógł zawiadomić władze zakonne, natomiast nie zawiadomił kurii ani innej instancji. Sam zresztą mu poradziłem, żeby skontaktował się z biskupem i o całej sprawie powiedział – precyzował rzecznik.

- Moje wypowiedzi mogły być wcześniej inne, bo nie posiadałem informacji. Teraz, ponieważ to do mnie dotarło, to mogę w tym momencie powiedzieć, że rzeczywiście fakt zaszedł. Nie był on tak drastyczny jak to opisują parafianie, że doszło do zwymiotowania. Tego nie było na pewno – powtarzał.

Rzecznik prasowy Kurii Siedleckiej jednocześnie zapewnił, że parafia bardzo ubolewa nad zdarzeniem, do którego doszło 3 maja podczas mszy i przeprasza wszystkich wiernych.

- Cała parafia pragnie bardzo przeprosić za tę sytuację. Dla nich też jest ona po prostu dramatyczna – podsumował rzecznik.

RadioZET