Zamknij

Po powrocie do szkół problemy z lekcjami religii. "Nieprawidłowości można liczyć w setkach"

01.10.2021 08:11
Krzyż na ścianie w szkole
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

- Na mapie zgłoszeń, którą uruchomiliśmy, jest 1,6 tys. nieprawidłowości w sprawie lekcji religii. Przez wrzesień udzieliliśmy kilkaset porad telefonicznych, mailowych, na Facebooku. Podjęliśmy też blisko 50 interwencji w szkołach, jeśli rodzice chcieli zachować anonimowość. Najczęstszy problem? Religia między zajęciami obowiązkowymi - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Dorota Wójcik, prezeska zarządu fundacji Wolność od Religii.

Aleksandra Pucułek: Temat frekwencji na lekcjach religii wraca jak bumerang na początku każdego roku szkolnego. Rodzice nieraz zgłaszają do państwa nieprawidłowości związane z tą kwestią, prosząc o pomoc, interwencję. Jakie to są sytuacje, czego dotyczą?

Dorota Wójcik, prezeska zarządu fundacji Wolność od Religii: - Wrzesień to gorący czas też dla nas, dzieci wracają do szkoły i wracają problemy z lekcjami religii. Najwięcej zgłoszeń, które otrzymujemy, dotyczy okienek w planie zajęć.

Czyli religia jest w środku dnia.

- Tak, przynajmniej raz w tygodniu religia jest w bloku zajęć obowiązkowych. To powoduje, że dzieci niewierzące, należące do mniejszości światopoglądowych, albo te, które po prostu nie chodzą na katechezę w szkole, muszą spędzać ten czas w świetlicy albo w bibliotece.

Często też słyszymy o problemie egzekwowania oświadczeń o nieuczęszczaniu na lekcje religii od rodziców, którzy nigdy nie zapisywali dzieci na te zajęcia dodatkowe. Doradzamy im wtedy, informujemy o podstawach prawnych, o tym, co mogą zrobić w danej sytuacji. Proponujemy wzory pism, odsyłamy do naszej strony, gdzie mogą zgłosić szkołę i nieprawidłowości.

Ile takich spraw, interwencji, rozmów od początku roku szkolnego podjęliście jako fundacja?

- Można to już liczyć w setkach. Na mapie zgłoszeń, którą uruchomiliśmy w marcu, jest 1,6 tys. nieprawidłowości. Przez wrzesień udzieliliśmy kilkaset porad telefonicznych, mailowych, na Facebooku. Podjęliśmy też blisko 50 interwencji w szkołach, tzn. pisaliśmy do dyrektorów podstawówek, liceów czy techników o nieprawidłowościach, jeśli rodzice chcieli zachować anonimowość. Większość z tych pism jest zresztą upubliczniona na naszej stronie.

Jak reagują dyrektorzy?

- Nasze działania zazwyczaj są skuteczne, osiągamy to, o co prosimy, o co wnioskujemy, ale jeśli powołujemy się na podstawę prawną, to dyrektor nie ma ma wyjścia, musi zmienić zasady. Czasem zdarzają się złośliwości ze strony dyrektorów w odpowiedziach na nasze pisma, ale taki głupi upór niczego nie zmieni, bo oni doskonale wiedzą, że muszą przestrzegać prawa i zmienić praktykę, np. utworzyć klasy wirtualne. To też częsty problem, który zgłaszają nam rodzice.

To znaczy?

- Klasa wirtualna to wpisanie do specjalnie założonej grupy, oddziału, np. w e-dzienniku osób, które zapisały się na lekcje religii. Chodzi o to, żeby katecheta miał dostęp do danych osobowych tylko tych uczniów, którzy zapisali się na religię. Poza tym po co rodzice dzieci niechodzących na katechezę mają widzieć te wszystkie informacje od katechety. Dyrektorzy nas pytają: dlaczego mamy to robić, katecheta jest członkiem rady pedagogicznej, nie ma czegoś takiego w ustawie. Wtedy powołujemy się na RODO i ustawę o przetwarzaniu danych osobowych. RODO jest od 2016 roku, więc krótko, ale trzeba zabezpieczać interesy i dane osobowe osób, które nie chcą upubliczniać swoich danych.

Z czego wynikają te wszystkie problemy, nieporozumienia?

- Najczęściej z niewiedzy dyrektorów. Rozporządzenie w sprawie religii i etyki obowiązuje od 30 lat, ale każdy na swój sposób je interpretuje i wprowadza własne praktyki, na które dotychczas było przyzwolenie. Do tej pory niemal wszyscy uczniowie w szkole chodzili na lekcje religii, a ci, którzy nie chcieli, musieli się wypisywać. Było przyzwolenie na takie działanie i ta zasada była poniekąd akceptowana. Wbrew przepisom. Teraz rodzice są bardziej świadomi swoich praw, jest olbrzymi postęp w zakresie wiedzy prawnej rodziców i jest więcej motywacji do tego, żeby o swoje prawa walczyć.

Niedawno głośna była sprawa dyrektora szkoły z Krakowa, który wypytywał rodziców, czemu dziecko nie chodzi na religię, czy jest ateistą. Teraz słyszymy o szkole w Częstochowie, gdzie większość klasy siedzi w bibliotece lub świetlicy, bo paru uczniów ma religię. Czy takie sytuacje zawsze były, tylko o nich nie mówiliśmy, czy radykalizujemy się konserwatywnie?

- Były cały czas, tylko teraz za sprawą mediów społecznościowych częściej wychodzą na światło dzienne, szczególnie te absurdy. W Częstochowie nie było masowych rezygnacji z lekcji religii, to co się dzieje, to pewnie odpowiedź na działania, polityków, Kościoła, ale wiele nieprzepisowych praktyk stosowano już wcześniej w szkołach. Tylko świadomość rodziców była znacznie słabsza i to się zmienia.

Powiedzmy raz jeszcze: jakie rodzic, dziecko ma prawa, jeśli chodzi o lekcje religii w szkole.

- Najważniejsza jest Konstytucja. Żadna władza publiczna nie może pytać o to, czy dziecko będzie uczestniczyło w mszy, czy nie będzie, czy będzie chodziło na religię czy nie. Każdy obywatel w Polsce ma prawo do milczenia w kwestii własnego światopoglądu i nie mogą być wymagane żadne oświadczenia w tym zakresie.

Katecheza w szkołach może być w środku lekcji?

- Może być, ale to jest dyskryminacja. Okienka są dopuszczalne, ale z drugiej strony ustawa wskazuje na to, że uczniowie nie mogą być dyskryminowani. Jeśli więc grupa dzieci czy młodzieży co roku ma okienka w planie i przesiaduje na świetlicy albo w bibliotece, a inna grupa wierząca nie ma z okienkami do czynienia, to mamy tu przykład dyskryminacji.

Czy mamy w Polsce świecką szkołę?

- Uczymy się tego, zmieniamy się jako społeczeństwo, laicyzujemy się, dojrzewamy do świeckości państwa i szkoły, ale szkoły świeckiej nie mamy i nie mieliśmy od 89. roku.

RadioZET.pl

C