`

Lewica jednak będzie na marszu KO? Konieczny: Będzie wolna ręka

3 min. czytania
01.04.2025 14:07
Obserwuj nas na Google

- Na pewno będzie wolna ręka i sądzę, że wielu sympatyków Lewicy się pojawi - powiedział Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia oraz senator z ramienia Lewicy w “Popołudniowym Gościu Radia ZET”. 

Wojciech Konieczny
fot. Radio ZET

To komentarz do “Marszu Patriotów”, zapowiedzianego pierwotnie na 11 maja. Kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Rafał Trzaskowski powiedział dziś, że marsz odbędzie się jednak w innym czasie, w dniu 25 maja, czyli między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich.  

Senator Konieczny, pytany czy się tam pojawi po zmianie daty, odpowiedział, że “ja jestem z PPS, my mamy święto pierwszego maja, my będziemy wtedy maszerować”. - Taką mamy tradycję od bardzo dawna - przyznał i zgodził się, że mocno to święto kojarzy się z czasami PRL.  

Zapowiedź marszu KO pojawiła się po tym, jak Jarosław Kaczyński zaprosił “wszystkich patriotów” na marsz z okazji 1000-lecia Królestwa Polskiego. Zapowiedział to wydarzenie na 12 kwietnia w Warszawie.  

- Marketingowo lepsza data to 25 maja, więcej ludzi spodziewam się na tym marszu Tuska, tak czy inaczej spodziewam się tam więcej ludzi. Marsz PiS, to można było wcześniej zapowiedzieć, skoro z okazji 1000 lat państwa - oceniał Gość Radia ZET. 

Wskazał, ze 25 maja, to “niewątpliwie z punktu widzenia udziału ludzi Lewicy lepsza data”. 

- Ponieważ przed pierwszą turą, nawet gdyby ktoś chciał iść, to jest to wskazanie jednego kandydata z chyba 11, to niech wtedy idą ci, co wybierają tego jednego - mówił. - Jeśli już będzie dwóch, po drugiej turze, to na pewno będzie wolna ręka i sądzę, że wielu sympatyków Lewicy się pojawi - zdradził.  

Ocenił, że “Marsz Patriotów”, zapowiadany przez KO “to otwarcie marsz kampanijny, taki wyborczy, a ten organizowany przez PiS, to będzie takie kamuflowanie rocznicą prawdziwych intencji, z najpewniej hasłami takimi anty UE”.  

Jaki jest poziom szczepień w Polsce? Wiceminister zdrowia w Radiu ZET: Przypadek chłopca z Wrocławia to dzwonek na alarm 

- To co się wydarzyło we Wrocławiu z dzieckiem, które pojechało do Afryki i tam się zaraziło błonicą, to jest dzwonkiem alarmowym - tłumaczył Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia oraz senator z ramienia Lewicy w “Popołudniowym Gościu Radia ZET”. 

Pytany o stan obecny ze szczepieniami obowiązkowymi w Polsce, wskazał, że “by zabrać się do realizacji jakichś planów, musimy postawić rozpoznanie, żeby postawić rozpoznanie czyli diagnozę, musimy mieć dane. Tutaj wiemy, że nie jest dobrze, wiemy, w około 80 tysiącach rodzin prawdopodobnie to szczepienie nie jest realizowane z powodów takich decyzji własnych”. - Nie wiemy, czy to jest prawdziwa liczba - dodał. 

Ocenił w tym kontekście, że “to co się wydarzyło we Wrocławiu z dzieckiem, które pojechało do Afryki i tam zaraziło się błonicą, to jest dzwonkiem alarmowym bardzo silnym”.  

Chłopiec z przypadkiem błonicy był jednym z pierwszych po bardzo wielu latach bez odnotowywania w Polsce przypadków. 

Oglądaj

Uspokajał, że teraz “wyszczepialność właściwie we wszystkich chorobach mamy w takim zakresie, że bezpieczeństwo populacyjne jest utrzymane. Chociaż w niektórych miejscach nie jest tak zaawansowane jak byśmy chcieli”. Wyszczepialność jest na dobrym poziomie, ale “jak nic nie będziemy robić z tym, jak to dzisiaj wygląda, to za dwa, trzy, cztery lata w niektórych chorobach, w niektórych zakresach możemy tą odporność stracić, a wtedy grożą potężne kłopoty”.  

Konieczny powiedział, że “gdyby wyszczepialność w jakiejś chorobie zaczęła wśród dzieci, wśród tych obowiązkowych szczepień osiągnęła poziom od 90 a 95% to możemy już bić na alarm niewątpliwie”. 

Przekazał też, że “prawdopodobnie może być konieczność zagęszczenia ilości szczepionek, znaczy zmniejszenia odstępu czasowego między jednym a drugim szczepieniem w tym okresie dziecięcym i młodzieńczym”. - Jedno szczepienie trzeba będzie dodać. Pracujemy nad tym - mówił.  

Dotyczy to szczepionki, na błonicę, tężec i krztusiec, w jej przypadku termin przyjmowanie dawek byłby zagęszczony. Prace trwają, jak przekazał wiceminister.  

Podobnie jak cyfrowa karta szczepień. - Ona może być cyfrowa szybko, ponieważ te szczepienia, które nie są obowiązkowe, one są sprawozdawane cyfrowo więc samo rozwiązanie cyfrowe istnieje należy je przenieść do ogólnego systemu. Prace się tak toczą żeby to było w tym roku możliwe do osiągnięcia - zdradził. Najpewniej weszłoby w życie od kolejnego roku.  

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET