Przydacz: Mamy prezydencję w UE. Czemu z inicjatywą w sprawie Ukrainy wychodzą inni, a nie Tusk?

4 min. czytania
05.03.2025 14:21
Obserwuj nas na Google

- Mamy prezydencję w Unii Europejskiej, czemu Donald Tusk nie zwołuje szczytu w Polsce, tylko z inicjatywą wychodzi Francja, Wielka Brytania? - pytał w “Popołudniowym Gościu Radia ZET” Marcin Przydacz, poseł PiS i były wiceszef MSZ.

Marcin Przydacz
fot. Radio ZET

Marcin Przydacz wspomniał, że w sprawie działań Donalda Trumpa i sytuacji w Ukrainie były “szczyty w Paryżu, w Londynie, nawet premier Włoch teraz proponuje szczyt w Rzymie”.  

- Widać gołym okiem, że Tusk rezygnuje ze szczytu, który był przez nasz jeszcze rząd wpisany do planu i miał być organizowany - przypominał.  

Dodał, że “wiadomo czemu tak było. Tusk nie chciał, żeby gospodarzem tu witającym liderów był prezydent Duda”. - Przedkłada interesy partyjne - uznał Przydacz.  

- Wiele działań Trumpa może budzić pewne znaki zapytania - przyznał pytany o to. - Ukraina ma być, jak rozumiem, przymuszona do negocjacji, takie jest dziś działanie USA i administracji Trumpa. Ja widzę te naciski na Kijów, ale nie widzę żadnych nacisków wspólnoty euroatlantyckiej na Moskwę - powiedział.  

Jego zdaniem nie ma “nacisków wspólnoty euroatlantyckiej, czyli i USA i Europy”.  

- Europejskie stolice nie naciskają też na Moskwę, nie widzę tego. Chciałbym, żebyśmy wszyscy jako demokratyczny świat naciskali na Moskwę - wskazał. 

Dodał, że “Ukraina jest partnerem słabszym, nie sztuka przymusić słabszego, a Ukraina wysyła sygnały, że jest gotowa podpisywać umowy z USA”.  

Ale “do negocjacji potrzeba też strony rosyjskiej, to jak Trump mówi, że Putin chce pokoju, to trudno w to wierzyć, że Putin chce pokoju, bo prowadzi agresywną neoimperialną politykę, sięgającą dalej niż rubieże Ukrainy”.  

- Zakładam, ze USA po podpisaniu takiej umowy o minerałach z Ukrainą i też związanym z tym biznesem amerykańskim, pociągnie za sobą zobowiązania, bo nie po to by inwestowali, żeby potem tracić na rzecz Rosji - mówił i zaznaczał, że “nie znamy jednak szczegółów tej umowy”.  

Ocenił jednak, że “ważne jest byśmy w tej rozgrywce my za bardzo nie stracili, trzymajmy z tymi mocnymi, rozmawiajmy w NATO i starajmy się przekonać USA do naszej perspektywy, co nam innego zostało. Nie wiem czy obecna polityka rządu to zapewnia”.

Szczyt UE. Przydacz w Radiu ZET: Padnie wiele słów i mało konkretów 

- Pewnie padnie dużo słów, jak zwykle, a konkretów będzie mało. Jesteśmy w trzecim roku wojny i teraz nagle Ursula von der Leyen przypomina sobie, że w sumie to warto by było inwestować w politykę zbrojeniową - skomentował w “Popołudniowym Gościu Radia ZET” Marcin Przydacz, poseł PiS i były wiceszef MSZ. 

Wskazał, że “dobrze, lepiej późno niż wcale, ale jesteśmy trzy lata po pełnoskalowej wojnie i dopiero teraz Europa zaczyna o tym myśleć”. 

- Troszkę późno, to po pierwsze, po drugie, zanim to przyniesie skutki pozytywne aktywnej korzyści to miną lata, to będą, nie wiem, co najmniej trzy, cztery lata pewnie zanim uruchomimy jakiekolwiek zdolności - wskazywał i dodał, że “po trzecie, no fajnie się chwalić. Myślę, że pani przewodnicząca von der Leyen, mówi tutaj o 800 miliardach, tylko z czego 600 czy tam 500, parędziesiąt to zapłacą państwa członkowskie, bo one zostaną zmotywowane do tego, żeby zwiększać wydatki zbrojeniowe”. 

Oglądaj

Ocenił, że “świetnie, mówiliśmy od kilkunastu lat my w Polsce, że te wydatki muszą być zwiększone”.  

Przydacz po unijnym szczycie “chciałbym się spodziewać więcej. No myślę, że to zostanie ustalone, bo to tylko jest propozycja na razie Ursula von der Leyen co do tych miliardów. Być może zostanie to przegłosowane na poziomie Rady”. 

- Ja bym chciał jakichś decyzji dotyczących dalszej polityki sankcyjnej wobec Rosji, bo ewidentnie te pakiety, które dotychczas przegłosowaliśmy, one pewnie jakoś tam działają, ale nie zatrzymały Rosji. Trzeba tutaj masowej, masowej polityki sankcyjnej - wymieniał.  

Jego zdaniem “rzeczywiście, jeżeli chcemy wywrzeć nacisk, bo tylko z perspektywy siły można oddziaływać na Putina”. 

Przydacz w Radiu ZET o słowach Czarnka: Dywagowanie o epitetach do niczego nas to nie zbliża. “Strategia Ukraińców jest nieskuteczna” 

- Nigdy ja takich słów nie używałem i nie używam w stosunku do polityków, a już zwłaszcza głowy państwa innego. Natomiast oceniając dotychczasową strategię ukraińską wobec Amerykanów, no ona się okazuje nieskuteczna - wskazał w “Popołudniowym Gościu Radia ZET” Marcin Przydacz, poseł PiS i były wiceszef MSZ. 

Mówił tak o słowach byłego ministra edukacji i posła PiS Przemysława Czarnka, który niepochlebnie ocenił prezydenta Ukrainy. - Zachował się jak głupek - mówił Czarnek.  

- W tak trudnej sytuacji jakiej znajduje się Ukraina, jest to strategia niemądra, ale to nie znaczy, że ktoś nie rozumie. Myślę, że po prostu Zełenski i jego współpracownicy przeliczyli się - wskazał Przydacz 

Uznał, że “być może nawet on i jego ludzie byli poklepywani po plecach przez część europejskich polityków mówiąc: "Wiesz, musisz być twardy, Wołodymyr tutaj wobec Donalda Trumpa". No ta strategia zawiodła, trzeba dzisiaj przyjąć inną strategię”. 

- To bym podpowiedział Ukraińcom, natomiast niekoniecznie warte jest jakby dywagowanie na epitety, przymiotniki do niczego nas to nie zbliża - wskazał Przydacz.  

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET