Przydacz o decyzji SN dotyczącej środków dla PiS: To jest naturalna konsekwencja
- Dla mnie było jasne, że to orzeczenie SN będzie podobne do już wcześniej wydanego przez SN w sprawie pieniędzy dla PiS - powiedział przebywający w Stanach Zjednoczonych Marcin Przydacz, poseł PiS, były wiceszef resortu spraw zagranicznych oraz były szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej w "Popołudniowym Gościu Radia ZET".
Marcin Przydacz ocenił, że “to jest naturalna konsekwencja tego pierwszego orzeczenia, to oznacza, że zapewne sprawa wróci do PKW, a następnie minister finansów Andrzej Domański powinien wypłacić pieniądze największej opozycyjnej partii, jeśli nie chce łamać prawa”.
Przydacz dodał, że “PKW, powinno podjąć zgodną z tym orzeczeniem i prawem uchwałę”.
- Minister Domański powinien wypłacić środki finansowe głównej partii opozycyjnej, jeśli nie chce łamać prawa. A dziś wszyscy wiemy, że ważniejszy jest tweet premiera Donalda Tuska niż prawo - dodał.
Wskazał, że “polityka Donalda Tuska zmierza do tego, żeby kampania prezydencka nie była równa, by partia opozycyjna nie miała wystarczająco środków, by te kampanię prowadzić”.
Pytany o to, że rząd nie uznaje Izby za sąd, zgodnie z unijnymi wyrokami, odpowiadał, że “ta sama izba orzekała w sprawie wyborów do parlamentu, potwierdzała wybór między innymi Tuska, czy Hołowni. Marszałek Hołownia, kierował do niego zapytania i wtedy była izba legalna, i dobrze, że orzekała, nie jest sądem, kiedy orzeka nie po myśli rządzących”.
- To jest psucie demokracji, a że są autorytety, które mówią, że izba jest nielegalna, to świadczy o ich upolitycznieniu - dodał.
Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uznała za zasadną skargę PiS na decyzję PKW o odrzuceniu sprawozdania finansowego tej partii za 2023 rok. To już druga decyzja w sprawie milionów dla Prawa i Sprawiedliwości.
Przydacz w Radiu ZET: Zabiegać, a nie straszyć Polaków deportacjami z USA
- Polska akurat ma tutaj pewien handicap jako państwo przyjazne, mogłaby polska dyplomacja zacząć zabiegać o to, aby nie straszyć Polaków - tłumaczył odnosząc się do obaw amerykańskiej Polonii dotyczących deportacji przebywający w Stanach Zjednoczonych Marcin Przydacz, poseł PiS, były wiceszef resortu spraw zagranicznych oraz były szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej w "Popołudniowym Gościu Radia ZET".
Donald Trump zapowiada masowe deportacje nielegalnych migrantów z USA. - Nie wiem, czy one się już rozpoczęły, czy jeszcze się nie rozpoczęły - mówiła prowadząca Beata Lubecka - Patrzę za okno, jeszcze się nie rozpoczęły - wtrącił Przydacz
- Mam wrażenie, że tutaj rząd Polski dość cynicznie próbuje wykorzystać te sprawy - dodał Przydacz nawiązując do słów premiera Donalda Tuska, że konsulaty są gotowe do pomocy Polonii.
Wskazał, że wolałby, “żeby polska dyplomacja zaczęła aktywnie działać i rozmawiać z Białym Domem, czy z Departamentem Stanu, tymi odpowiedzialnymi za sprawy wewnętrzne, aby takie działania nie dotykały Polaków”.
- W pierwszej kolejności Trump mówił o sytuacji na granicy meksykańskiej, o konieczności uszczelnienia granic i deportacji raczej tych pochodzących z Ameryki Łacińskiej nielegalnych migrantów - wyjaśniał Przydacz. Ocenił, że “Polska akurat ma tutaj pewien handicap jako państwo przyjazne, mogłaby polska dyplomacja zacząć zabiegać o to, aby nie straszyć Polaków”.
Uznał, że “Donald Tusk widać ewidentnie, że idzie w kierunku z jednej strony straszenia Polaków, z drugiej strony, trochę obrażania Donalda Trumpa, tak jak to miał w zwyczaju w poprzednich miesiącach, pokazując także i niemoc swoją dyplomatyczną”.
- Czego przejawem była obecność pana Bogdana Klicha, nie ambasadora, tylko kierownika placówki, gdzieś w ostatnim rzędzie podczas wczorajszych wydarzeń, to nie buduje prestiżu państwa polskiego - wskazał.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET