Rząd zaproponował podwyżkę dla budżetówki. „Skandaliczny przejaw pogardy”
Rząd zapisał w założeniach budżetu na 2023 rok, że wynagrodzenia w strefie budżetowej mają wzrosnąć o 7,8 procent, o założony na przyszły rok wskaźnik inflacji. - To skandaliczny przejaw pogardy i lekceważenia wobec setek tysięcy pracowników budżetówki – odpowiedział na propozycję Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.
Wynagrodzenia w budżetówce mają wzrosnąć w 2023 roku o 7,8 procent – stwierdziła minister finansów Magdalena Rzeczkowska. W założeniach ustawy budżetowej znalazł się także zapis, że taką właśnie wysokość ma osiągnąć inflacja. To wyraźnie mniej, niż prognozują eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Tempo wzrostu cen w budżecie na 2022 rok zostało przyjęte na 3,3 procent i dopiero ma zostać urealnione do poziomu 9,1 procent. Pensje w budżetówce z tego powodu miały wzrosnąć średnio o 4,4 procent. Pracownicy strefy budżetowej czują się oszukani, gdyż według ekonomistów inflacja w bieżącym roku sięgnie 13,1 procent. Siła nabywcza wynagrodzeń zatrudnionych w budżetówce z tego powodu zmalała – związkowcy obawiają się, że podobnie zostaną potraktowani w roku 2023.
7,8 procent podwyżki dla budżetówki w 2023 roku. Związkowcy procentują
- Rząd przyjął założenia do projektu ustawy budżetowej na 2023 roku - powiedziała we wtorek minister finansów Magdalena Rzeczkowska na konferencji prasowej. - Rząd prowadzi odpowiedzialną politykę gospodarczą, której celem jest zapewnienie bezpieczeństwa, także ekonomicznego. Chcemy chronić polskie rodziny przed zagrożeniami geopolitycznymi z zewnątrz, związanymi z wojną za granicą, a przede wszystkim przed inflacją – dodała Rzeczkowska.
Minister finansów ogłosiła, że planowana na 2023 rok podwyżka dla strefy budżetowej to 7,8 procent – taką propozycję rząd zamierza przedstawić Radzie Dialogu Społecznego. Wzrost wynagrodzenia ma być równy założonej przez rząd na przyszły rok inflacji. PIE uważa, że tempo wzrostu cen będzie wyższe i wyniesie 8,6 procent.
- Z oburzeniem podchodzimy do propozycji rządowych, aby wynagrodzenia w sferze w budżetowej w przyszłym roku wyniosły zaledwie 7,8 procent. To skandaliczny przejaw pogardy i lekceważenia wobec setek tysięcy pracowników budżetówki. Poziom inflacji wynosi już prawie 14 procent, a pod koniec roku może przekroczyć 20 procent. Nie ma też żadnego powodu, by zakładać, że w przyszłym roku wzrost cen będzie niższy. Przypominamy też, że posłowie, senatorowie i wiceministrowie kilka miesięcy temu dostali podwyżki o 60 procent, a ministrowie, premier i prezydent o 40 procent. W tej sytuacji domagamy się podwyżek płac w budżetówce o co najmniej 20 procent w roku bieżącym i 20 procent w 2023 roku – stwierdził Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.
Propozycję podwyżki dla strefy budżetowej w wysokości właśnie 20 procent przedstawił szef PO Donald Tusk. Rząd odpowiedział, że byłoby to działanie nieodpowiedzialne.
- Jeśli władza radykalnie nie zwiększy w tym roku płac w sferze budżetowej i utrzyma plan podwyżki płac w przyszłym roku o 7,8 procent, będziemy przekonywać wszystkie związki zawodowe do przeprowadzenia strajku generalnego. Skoro zaś rząd nie potrafi zarządzać kluczowymi instytucjami, w tym dbać o godne warunki pracy, to powinien w trybie natychmiastowym podać się do dymisji – dodał Piotr Szumlewicz.
RadioZET.pl/PAP/Związkowa Alternatywa
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET