Od kiedy kary za patostreaming w internecie? Padł konkretny termin
- Nie ma zgody na to, żeby kogoś poniżać, kazać pić mocz, dręczyć, stosować przemoc. Jeśli nie będzie żadnej groźby i kary dla osób, które takie treści wprowadzają, to nadal takie rzeczy będą się działy - mówi Dorota Łoboda, posłanka Koalicji Obywatelskiej o sprawie Krzysztofa Kononowicza. Podaje też termin, kiedy przepisy dotyczące karania za patostreaming mogą zostać uchwalone przez Sejm.
- Dlaczego projekt ustawy o karaniu patostreamerów ma szansę na szybkie przyjęcie.
- Jakie patotreści mają być karane według projektu ustawy KO.
- Jak autorzy kanału o Kononowiczu odpowiadają na zarzuty o znęcanie.
- Naszą rolą jest praca nad skutecznymi rozwiązaniami prawnymi, żeby niepotrzebne były interwencje polityków w konkretnych sprawach. Nie chodzi o to, żeby media alarmowały, zwracały uwagę, tylko żeby wymiar sprawiedliwości systemowo rozwiązywał te problemy i żeby miał jasną podstawę prawną, żeby takie treści karać - tak o sprawie znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem oraz propozycji karania patostreamerów mówi Łoboda.
Prokuratura Krajowa analizuje decyzję o umorzeniu śledztwa w sprawie znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem. Wkrótce po interwencji RadioZET.pl sprawą patostreamingów w sieci zajęli się politycy Koalicji Obywatelskiej. Do marszałka Sejmu trafił projekt zmian w Kodeksie Karnym. Według nich osoby publikujące patostreamy, czyli filmy o wulgarnej, szokującej czy też brutalnej treści oraz aktywnie w nich uczestniczące, a przy tym łamiące prawo mają być karane.
Ustawa u prezydenta przed wakacjami. Będzie podpis?
To kolejne podejście do problemu. Wcześniej swoją propozycję złożyli politycy PiS. Jak na razie działania te nie przyniosły rezultatów. RadioZET.pl dowiedziało się, że tym razem może być inaczej. Politycy KO przygotowali krótki, bo mający niecałą stronę projekt zmian, które mogą dość szybko przejść procedurę legislacyjną. Rzeczniczka klubu parlamentarnego Dorota Łoboda w podcaście "Podejrzani Politycy" podała nawet termin, kiedy gotowa ustawa mogłaby trafić na biuro prezydenta Karola Nawrockiego.
- To krótki projekt, pewnie będzie wymagał doprecyzowania, teraz trafi do komisji kodyfikacyjnej. Myślę, że do wakacji możemy zakończyć ścieżkę legislacyjną i przekazać ustawę do podpisu panu prezydentowi - przekonuje Dorota Łodoba.
Jej zdaniem Karol Nawrocki powinien podpisać ustawę. Jak tłumaczy autorzy nie wpisali do niej odpowiedzialności platform cyfrowych, tylko osób, które "wytwarzają treści i dokonują aktów przemocy". Także żona prezydenta Marta Nawrocka mówiła niedawno, że chciałaby walczyć z hejtem i szkodliwymi treściami w internecie. Według polityków KO projekt ustawy wpisuje się w ten nurt.
Posłanka KO: Liczymy na szerokie poparcie naszego projektu
Według projektu ustawy przygotowanego przez posłanki i posłów KO karane ma być publiczne rozpowszechnianie treści, za które grozi dziś od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Chodzi m.in. o przestępstwa zagrażające życiu, zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece lub popełnione przy użyciu przemocy. Ma za to grozić od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. A także nielegalną promocję hazardu przez influencerów.
Karane ma być też znęcanie się nad zwierzętami, głowonogami (np. ośmiornicami), naruszanie nietykalności osobistej czy upokarzanie innej osoby. Wyłączeniem mają być działania podejmowane w ramach twórczości artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej czy naukowej. Dorota Łoboda tłumaczy, że ten ostatni przepis może dotyczyć np. aktorów odgrywających role w spektaklach, które są później publikowane w sieci. - Być może ten zapis będzie wymagał doprecyzowania, może zmian. Będziemy o tym rozmawiali na komisjach. Liczymy też na szerokie poparcie naszego projektu, zarówno w ramach koalicji, jak i opozycji - dodaje posłanka KO.
Posłankę KO pytaliśmy też o sprawę Krzysztofa Kononowicza. Nie ma ona wątpliwości, że mężczyzna był bohaterem patostreamingów. Dlaczego więc nikt nie zareagował? - Trudno mi odpowiadać za innych polityków. Natomiast nie ma naszej zgody, żeby kogoś poniżać, żeby kazać mu pić mocz, dręczyć, stosować przemoc. Gdybyśmy widzieli to w życiu realnym to byśmy reagowali, tymczasem działo się to w internecie. Duży szacunek dla RadioZET.pl, że nie odpuściło sprawy. Te treści widziało wiele osób, nadal są dostępne. Ktoś czerpał z tego zysk. Dobrze, że toczy się postępowanie i sprawa będzie zbadana. Natomiast jeśli nie będzie żadnej groźby i kary dla osób, które takie treści wprowadzają, to nadal będzie się tak działo – mówi Łoboda.
Twórcy kanału o Kononowiczu grożą sądem aktywistom i dziennikarzom
Tymczasem administratorzy kanału "Krzysztof Kononowicz archiwum Mleczny Człowiek" na YouTube po tekstach RadioZET.pl wydali oświadczenie. Przekonują w nim, że nie są zaskoczeni działaniami prokuratury, które uznają za "logiczne i przewidywalne działanie w sprawie medialnej, a nie żaden "przełom" ani potwierdzenie narracji pojawiających się w przestrzeni publicznej." Piszą też, że choć nie mają wiedzy o toczącym się postępowaniu, to według nich do obecnej sprawy włączono akta z poprzedniego śledztwa, które było prowadzone po zawiadomieniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
"My - jako osoby prowadzące kanał - stanowczo zaprzeczamy jakimkolwiek zarzutom znęcania się. Podkreślamy też, że wynik postępowania Prokuratury Rejonowej nie potwierdził tezy o "znęcaniu", a my w toku sprawy przedstawiliśmy szeroki materiał dowodowy." - przekonują administratorzy kanału.
Z oświadczenia wynika, że Krzysztof Kononowicz był "doskonale świadomy", a ich relacje były koleżeńskie. Twórcy kanału zapewniają też, że wielokrotnie pomagali mężczyźnie, choć nie byli jego "opiekunami prawnymi".
Nie odpowiadają jednak na kluczowe pytanie. Skoro nie byli formalnymi opiekunami ani pracodawcami (Krzysztof Kononowicz nie był przez nich zatrudniany na podstawie jakiejkolwiek umowy), to co przez tyle lat robili w jego domu z pełnym zapleczem filmowym?
W piśmie pojawia się też zapowiedź podjęcia działań prawnych, m.in. wobec Łukasza Wójcika oraz dwóch innych osób (dziennikarzy). Chodzi najprawdopodobniej o dziennikarzy RadioZET.pl.
"Panikę aż czuć przez ekran w tym oświadczeniu. Masa kłamstw, które prokurator powinien z dziecinną łatwością obalić na podstawie posiadanych dowodów. Dziwny ruch jak na osoby które twierdzą, że prokuratura krajowa potwierdzi, że nie było żadnego znęcania. Nie mogło zabraknąć straszenia dziennikarzy sądami, co jest już znakiem firmowym tych ludzi." - komentuje w sieci Łukasz Wójcik, aktywista, który walczy o sprawiedliwość dla Krzysztofa Kononowicza.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET