"Rosjanie zemszczą się na naszych dyplomatach". Fala komentarzy po oblaniu ambasadora

3 min. czytania
09.05.2022 17:21
Obserwuj nas na Google

"Rosjanie zemszczą się co najmniej na naszych dyplomatach" - napisał na Twitterze były szef MSZ Radosław Sikorski po oblaniu czerwoną farbą ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa w Warszawie. Głos zabrali też inni polscy politycy i członkowie rządu.

Oblanie ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa czerwoną farbą podczas próby złożenia wieńca na Cmentarzu-Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie w Dniu Zwycięstwa jest szeroko komentowane w kraju i za granicą. Wiadomość o zdarzeniu dotarła także na Kreml. Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa napisała o "reinkarnacji faszyzmu", a z oświadczenia rosyjskiej ambasady dowiadujemy się, że o incydencie został poinformowany szef tamtejszego resortu Siergiej Ławrow. Przewiduje się, że konsekwencje tego incydentu mogą ponieść polscy dyplomaci w Moskwie.

Ambasada Rosji nie miała zgody na organizację oficjalnych obchodów Dnia Zwycięstwa w Warszawie. Happening z udziałem grupy ok. 200 osób, głównie Ukraińców, w trakcie którego doszło do oblania Andriejewa, był legalny. Po tych wydarzeniach w polskim internecie zawrzało, a dwugłos pojawił się nawet w polskim rządzie.

Ambasador oblany farbą. Dwugłos w rządzie

Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau w oświadczeniu napisał o "godnym ubolewania incydencie", natomiast szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Kamiński stanął w obronie manifestujących. "Zgromadzenie przeciwników rosyjskiej agresji na Ukrainę, gdzie każdego dnia dochodzi do zbrodni ludobójstwa, było legalne. Emocje ukraińskich kobiet, biorących udział w manifestacji, których mężowie dzielnie walczą w obronie ojczyzny, są zrozumiałe. Polskie władze nie rekomendowały ambasadorowi Rosji składania kwiatów 9 maja w Warszawie. Policja umożliwiła ambasadorowi bezpieczny odjazd z miejsca zdarzenia" - napisał na Twitterze. Podobną opinię wyraził Jacek Sasin.

Redakcja poleca

"Nie jest dobrze, jeśli jest to atak na przedstawiciela innego państwa jak Rosja, która prowadzi politykę tragicznej agresji wobec swoich sąsiadów; niezależnie, rozumiem te emocje osób, które ten atak przeprowadziły" - podkreślił wicepremier, minister aktywów państwowych.

Ambasador oblany farbą: komentarze polityków opozycji

Inny ton panuje w wypowiedziach członków opozycji. W ich ocenie można było przewidzieć, że Siergiej Andriejew nie odpuści i mimo zakazu stołecznych władz oraz rekomendacji administracji państwowej będzie chciał uczcić jeden z najważniejszych dni w Rosji. Piszą o udanej prowokacji, za którą winę ponosi rząd Zjednoczonej Prawicy.

"Gość jest propagandystą Kremla, ale za bezpieczeństwo ambasad odpowiada państwo przyjmujące. Rosyjska kurwizja będzie miała używanie" - ocenił były szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski. "Jeśli to nie prowokacja to nasze służby porządkowe zawiodły. Rosjanie zemszczą się co najmniej na naszych dyplomatach" - dodał.

"Ambasador Rosji powinien dawno wyjechać do Rosji. Jego obecność w Warszawie to tylko źródło kłopotów. Nie ma co utrzymywać fikcji" - zauważył Paweł Kowal. "Ambasador zbrodniarza właśnie tego oczekiwał. Nie należało dawać mu satysfakcji, a bilet w jedną stronę. Pisowska ekipa wolała jednak rękami swoich oficerów prasowych robić z nim wywiady niż wydalić z Polski" - podkreślił były szef NBP Marek Belka.

Niemal identyczne zdanie wyraził były wicepremier w rządzie PiS Roman Giertych: "Zamiast wydalić ambasadora zaraz po wybuchu wojny, rząd pozwolił mu na prowokacje u Karnowskich i na cmentarzu. Teraz przez nieudolność MSW mamy poważny problem. Naszym dyplomatom grozi niebezpieczeństwo, a Rosja zyskała wdzięczny temat do swojej propagandy".

"Może to mało przyjemne, ale wolę demokrację, w której obywatele oblewają znienawidzonych polityków sztuczną krwią niż Rosję, gdzie władza znienawidzonych przez siebie polityków po prostu zabija" - zaznaczył odważnie poseł Lewicy Maciej Gdula.

Były premier Leszek Miller zwrócił uwagę na zapisy konwencji wiedeńskiej z 1961 roku: "Osoba przedstawiciela dyplomatycznego jest nietykalna [...] Państwo przyjmujące będzie traktować go z należytym szacunkiem i przedsięweźmie wszelkie odpowiednie kroki, aby zapobiec wszelkiemu zamachowi na jego osobę, wolność lub godność". Jasno z tego wynika, że państwo polskie nie stanęło na wysokości zadania - rozwiązaniem mogło być wydalenie ambasadora z Polski. Takiej decyzji nie podjęto, w związku z tym teraz należy respektować zasady stosowane w stosunku do wszystkich dyplomatów, bez żadnych wyjątków.

Wojna w Ukrainie na żywo:

RadioZET.pl/Twitter/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET