Przełomowy wyrok sądu ws. skandalicznych słów Kai Godek. "Szczucie na innych ludzi"
Sąd okręgowy będzie musiał jeszcze raz zająć się sprawą skandalicznych wypowiedzi aktywistki Fundacji Życie i Rodzina Kai Godek na temat mniejszości seksualnych – zdecydował 10 lutego Sąd Apelacyjny w Warszawie. Chodzi o serię wypowiedzi Godek sprzed lat – w mediach przyrównywała homoseksualizm do zboczenia, mówiła też, że "geje chcą adoptować dzieci, bo chcą je molestować i gwałcić".
Kaja Godek będzie sądzona za trzy różne wypowiedzi uznane za mowę nienawiści wobec osób LGBT. PAP przypomina, że pierwsza z nich padła w 2018 roku na antenie Polsat News. W kontekście referendum ws. złagodzenia prawa aborcyjnego w Irlandii Godek mówiła: "Irlandia nie może być określana jako kraj katolicki, jeżeli tam premierem jest zadeklarowany gej, który obnosi się ze swoją dziwną orientacją" - powiedziała Godek. Dopytywana, czy jeśli ktoś jest osobą homoseksualną, to jest "zboczeńcem", odparła: "To jest zboczony, tak".
Rok później w innych audycjach stwierdziła wprost, że "homoseksualizm bardzo często idzie w parze z pedofilią" oraz że "geje chcą adoptować dzieci, bo chcą je molestować i gwałcić". Po tych słowach proces cywilny (o naruszenie dóbr osobistych) wytoczyło jej 16 działaczy środowisk LGBT, w tym wiceszef klubu Lewicy Krzysztof Śmiszek. Sąd I instancji oddalił powództwa w całości, uznając, że przedstawiciele mniejszości seksualnych "nie mają w tej sprawie legitymacji czynnej", bo Godek nie odnosiła się bezpośrednio do nich.
"Szczucie na innych ludzi". Sąd o skandalicznych słowach Kai Godek
W czwartek 10 lutego Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wcześniejszy wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia w niższej instancji. Sędzia Małgorzata Kuracka uznała, że powodowie mają legitymację w tej sprawie, a sąd I instancji nie rozpoznał jej istoty.
"Pozwaliśmy Kaję Godek o ochronę dóbr osobistych za posługiwanie się mową nienawiści. Dziś Sąd Apelacyjny uznał, że mamy prawo się procesować. Do tej pory sądy odmawiały pojedynczym osobom ochrony, gdy obrażana była cała społeczność" – skomentował Krzysztof Śmiszek, poseł Lewicy.
"Pani pozwana kieruje wypowiedzi w stosunku do określonej grupy. Nie można powiedzieć, że ta grupa nie jest zdefiniowana […] Owszem, nie wiemy, ile ta grupa liczy osób, ale jest to określony zbiór" – mówiła. – Nie może być tak, że jak ktoś obraża 3 czy 5 osób, to może odpowiadać, a jak większą liczbę osób, to nie – mówiła sędzia SA w Warszawie. – W tej sytuacji, skoro sąd nie rozpoznał istoty sprawy, to winien rozpoznać ją jeszcze raz – podkreśliła sędzia.
Słowa Kai Godek określiła wprost jako mowę nienawiści. – Jest to mowa nienawiści, która powoduje, mówiąc kolokwialnie, szczucie na innych ludzi - oceniła sędzia. Jak podkreśliła, zarówno w sprawie homoseksualizmu, jak i pedofilii należy oddać głos lekarzom – a ci zajęli stanowisko, że nie ma powiązania między tymi dwiema kwestiami.
Pełnomocnik Kai Godek twierdził, że w sprawie nie doszło do złamania żadnego przepisu. – W przypadku wypowiedzi o charakterze abstrakcyjnym nie możemy mówić o naruszeniu dóbr osobistych poszczególnych osób – przekonywał. Kuriozalnie dowodził, że "orientację homoseksualną ma ledwie kilka procent społeczeństwa", wobec czego jest "ona odstępstwem od normy, zbaczaniem z niej".
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET