Agnieszka Holland nagrodzona przez Szkołę Filmową w Łodzi. Reżyserki zabrakło na uroczystości

4 min. czytania
12.10.2023 14:35
Obserwuj nas na Google

- Odwaga, wolność i odpowiedzialność sztuki i artysty. Te wartości musimy sobie przypominać raz za razem, żeby nie zostały nam odebrane, zdeformowane i sfałszowane – powiedziała dr hab. Milenia Fiedler, rektorka Szkoły Filmowej w Łodzi tuż przed wręczeniem tytułu Doktora Honoris Causa Agnieszce Holland. Reżyserki zabrakło na uroczystości. - Atmosfera nagonki, lawina wypowiedzi godzących w jej dobre imię jest przyczyną jej nieobecności - nie ukrywała rektorka.

Agnieszka Holland
fot. Aleksandra Pucułek

Czterem kobietom Szkoła Filmowa w Łodzi postanowiła nadać tytuł Doktora Honoris Causa. Podczas oficjalnej inauguracji roku akademickiego 2023/2024 otrzymały je: reżyserka Agnieszka Holland, aktorka Maja Komorowska, producentka Ewa Puszczyńska i fotografka Ewa Rubinstein. Tej pierwszej na uroczystości zabrakło.

- Przyczyną nieobecności Agnieszki Holland jest atmosfera nagonki, lawina wypowiedzi godzących w jej dobre imię i kierowanych do niej bezpośrednio gróźb – wyjaśniła na początku rektorka Szkoły Filmowej w Łodzi dr hab. Milenia Fiedler. Odniosła się też do tego w swoim dalszym przemówieniu. - Wolność twórcza, wierność wartościom, szczerość i odpowiedzialność ma swoją cenę w życiu artysty i w życiu człowieka – mówiła. Przypomniała, że 75. jubileusz powstania szkoły przypada w momencie, który szczególnie zmusza do refleksji dotyczących pojęć odwagi, wolności i odpowiedzialności sztuki i artysty.

- Wydaje się, że wartości z tym związane są sprawą tak oczywistą, że nie wymagają rozmowy czy namysłu. Ale tak nie jest – mówiła dr hab. Fiedler, wskazując pusty fotel, który pozostawiono na scenie. Jak wytłumaczyła, to znak, żeby przypominać sobie wciąż o konkretnych wartościach, by nie zostały nam odebrane, zdeformowane i sfałszowane.

- Jesteśmy świadkami przywracania groźnej perspektywy, w której sztuka postrzegana ma być jedynie jako narzędzie politycznej agitacji. Wartość dzieła i intencje twórców oceniane są w kategoriach użyteczności lub szkodliwości dla osiągnięcia celu, którym jest forsowanie określonego sposobu widzenia świata. Na to nigdy nie było w tych murach zgody – zaznaczała w przemówieniu dr hab. Fiedler.

Agnieszka Holland: Jesteśmy dumni i szczęśliwi, że to zrobiliśmy

Przypomniała, że filmy realizowane przez studentów i absolwentów szkoły nigdy nie wpisywały się w oczekiwania polityków czy ideologów, bo nie miały być narzędziem wywierania wpływu, lecz narzędziem poznania. - Posłannictwem sztuki jest dociekliwa analiza i stawianie pytań. Sztuka nie dostarcza rozstrzygnięć, lecz zadaje pytania, na które każdy z nas powinien odpowiedzieć sam – skończyła rektorka.

Reżyser Filip Bajon odczytując laudację tytułu dla Holland przyznanego „za wybitną fabularną twórczość filmową, pracę pedagogiczną i postawę obywatelską”, stwierdził: - Reżyserka była „gorącym kartoflem” w państwach komunistycznych i pozostała nim do teraz, w Polsce wzmożonego nacjonalizmu. Nie lubiła być kneblowana i protestowała przeciwko cenzurze, raz stosowanej w imię ideologii, a teraz używanej w imię fałszywie pojmowanej dumy narodowej.

Redakcja poleca

Agnieszka Holland w nagraniu przyznała, że planowała być w Polsce do 15 października, do wyborów, ale „tsunami hejtu i kampania, jaką zorganizowały władze przeciwko jej filmowi „Zielona granica”, spowodował, że wyjechała, by nie narażać się na bezpośrednie ataki. - To konsekwencja tego, jaki film zrobiliśmy, ale jesteśmy dumni i szczęśliwi, że to zrobiliśmy – podkreśliła.

W krótkim przemówieniu zwróciła się też do studentów „Szkoły Filmowej w Łodzi”, by nie lękali się. - To papieskie przesłanie, a ja nie jestem osobą bardzo religijną, ale głęboko wierzę, że twórca powinien być odważny. Nie tylko politycznie, ale również wtedy kiedy sięgamy głęboko w siebie, kiedy szukamy nowych środków wyrazów. Mam nadzieję, że polskie kino i absolwenci szkół filmowych stworzą polskie kino, które będzie silne i nie ulegnie burzom i naporom – powiedziała.

Maja Komorowska: Nie traćmy nadziei

Tytuł Doktora Honoris Causa otrzymała także wybitna aktorka Maja Komorowska, która, jak sama stwierdziła, jest ostatnim żyjącym świadkiem Teatru 13 Rzędów w Opolu Jerzego Grotowskiego. - Co dla mnie jest ważne? Słowo. Teatr bez słowa traci siłę. Chciałoby się je wydobyć, uwypuklić, żeby dawało porozumienie, łagodziło konflikty – powiedziała i również nawiązała do „Zielonej granicy”. – Ten film stawia pytanie w każdym z nas o człowieczeństwo. Nie traćmy nadziei, zwłaszcza teraz przez te ostatnie dni – powiedziała, co wzbudziło owacje na stojąco.

Ewa Puszczyńska, producentka światowej sławy filmów takich jak „Ida” czy „Zimna wojna” odbierając tytuł, odniosła się do swojej pracy. - Nie potrafię grać, śpiewać, pisać, reżyserować. Ale jestem wyposażona w pewien rodzaj wrażliwości. Czuję, mam intuicję, którą drogą iść. Producent zarządza także emocjami, a emocje to delikatna tkanka, łatwo kogoś zranić – powiedziała. Tytuł Doktora Honoris Causa otrzymała również Ewa Rubinstein, autorka zdjęć określanych mianem fotografii osobistej, intymnej, metaforycznej.

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET