Rok akademicki 2023/2024. Uczelnie zmieniają swoje nazwy. "Dla nauki to dramat"

5 min. czytania
09.10.2023 09:50
Obserwuj nas na Google

Kilkanaście uczelni w ciągu ostatnich miesięcy zmieniło swoje nazwy. Z wyższej szkoły zawodowej na akademię, z akademii na uniwersytet. Według wielu oznacza to większy prestiż i status uczelni. - Ale nie wyższy poziom i jakość kształcenia – zaznacza w rozmowie z RadioZET.pl prof. Bogusław Śliwerski. W pozornie niewielkiej zmianie widzi spore zagrożenie.

Uczelnie
fot. Piotr Molecki/East News

Podhalańska Państwowa Uczelnia Zawodowa w Nowym Targu od października nazywa się już Akademią Nauk Stosowanych w Nowym Targu. Podobnie jak Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna im. ks. Markiewicza w Jarosławiu, która stała się Państwową Akademią Nauk Stosowanych im. ks. Markiewicza.

Z kolei Akademia Nauk Stosowanych w Łomży zmieniła nazwę na Akademia Łomżyńska, a Akademia Nauk Stosowanych w Tarnowie na Akademia Tarnowska. Akademia Bialska Nauk Stosowanych im. Jana Pawła II otrzymała nazwę Akademia Bialska im. Jana Pawła II.

Uniwersytet, wcześniej akademia

To nie koniec zmian, bo Akademia Kaliska im. Prezydenta Stanisława Wojciechowskiego stała się Uniwersytetem Kaliskim (do niedawna była jeszcze Państwową Wyższą Szkołą Zawodową), a Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej jest już Uniwersytetem Bielsko-Bialskim.

Również Akademię Ignatianum w Krakowie zmieniono w Uniwersytet Ignatianum, a Akademię Pomorską w Słupsku w Uniwersytet Pomorski w Słupsku. Wyliczać można dalej, bo np. Uniwersytetem Dolnośląskim DSW stała się dotychczasowa Dolnośląska Szkoła Wyższa, Uniwersytetem WSB Merito - Wyższa Szkoła Bankowa (ma kilka siedzib, m.in. w Poznaniu czy Gdańsku).

W ciągu ostatnich miesięcy zmianę nazwy, wydawałoby się niewielką, przeszły też niektóre uniwersytety. Np. Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach stał się Uniwersytetem w Siedlcach, Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy im. Jana Długosza w Częstochowie otrzymał nazwę Uniwersytet Jana Długosza w Częstochowie, a Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu jest już Uniwersytetem Radomskim im. Kazimierza Pułaskiego (do niedawna był Politechniką Radomską).

Redakcja poleca

Najwięcej dyskusji wywołała zmiana nazwy Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, który początkowo chciał się określać Uniwersytetem Krakowskim, ale zaprotestował przeciwko temu rektor UJ, który stwierdził, że nazwa ta nasuwa skojarzenia z Uniwersytetem Jagiellońskim i jest próbą zawłaszczenia jego tradycji. Ostatecznie nowa nazwa popularnego UP brzmi: Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

Uczelnie. Zmiana nazwy, ale nie jakości edukacji

Przykłady można by wymieniać dalej. Ale z tych wszystkich zmian wyłania się wyraźnie główny schemat: wyższa szkoła zawodowa staje się akademią nauk stosowanych, potem zazwyczaj przeobraża się w akademię, następnie zmienia nazwę na uniwersytet przedmiotowy, by na końcu stać się uniwersytetem klasycznym (bezprzymiotnikowym).

Dlaczego uczelnie tak o to walczą? Nowe nazwy lepiej oddają charakter placówki (tłumaczenie rektora Uniwersytetu w Siedlcach), wyrażają jej uniwersalny profil kształcenia (tak tłumaczy to Uniwersytet DSW Wrocław), albo bardziej odpowiadają ofercie studiów (Uniwersytet WSB Merito). Według rektora Uniwersytetu Radomskiego nie jest to tylko zmiana nazwy, ale też podniesienie statusu uczelni. A w praktyce?

Dr hab. Mikołaj Herbst, ekonomista, badacz systemów edukacyjnych z Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego, widzi tutaj raczej chwyt marketingowy mający przyciągnąć studentów. Zwłaszcza w czasie kryzysu w naborze na uczelnie. - Roczniki, które zdają na studia, tkwią głęboko w niżu demograficznym. W ogóle mniejsza część rocznika niż 10,15 lat temu decyduje się na kontynuowanie nauki po maturze. Więcej studentów niż wcześniej nie idzie też na drugi stopień, kończy edukację np. na licencjacie. Stąd uczelnie są poddane coraz większej konkurencji – wyjaśnia dr hab. Herbst.

Czy za zmianą nazwy uczelni idzie zmiana jakości nauczania? W to ekspert wątpi. - Być może w niektórych wypadkach jest to powiązane, jeśli zmiana jest starannie zaplanowana, ale pewnie w wielu wypadkach nie - stwierdza. - Nie można przekładać zmian statutowych, czyli tego, czy to jest akademia, czy uniwersytet, na jakość kształcenia. Zmiana nazwy uczelni nie jest gwarancją, że będzie lepsza jakość kształcenia – dodaje prof. Bogusław Śliwerski, kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego, były przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Według niego tak liczne zmiany nazw uczelni w ostatnim czasie to nie tylko marketing, ale efekt ręcznego sterowania procesem ewaluacji. A to już duży problem.

"Będzie totalny kryzys w nauce"

Ewaluacja to inaczej ocena czteroletniej działalności naukowej uczelni. Bierze się wtedy pod uwagę m.in. osiągnięcia naukowców, ich badania, publikacje. Z uwagi na pandemię ostatnia ewaluacja objęła lata 2017-2021. Jej wyniki opublikowano w połowie 2022 roku. Potem jeszcze uczelnie miały czas na odwołania od wydanych decyzji. W ramach takiej oceny poszczególnym dyscyplinom naukowym przyznawane są kategorie: A+ (najwyższa), A, B+, B albo C.

Jeśli uczelnia stara się o zmianę nazwy z wyższej szkoły zawodowej na akademię nauk stosowanych, wystarczy głównie odpowiednia liczba studentów, różnorodność kierunków i zatrudnienie określonej liczby wykładowców – wtedy zgodę na zmianę wydaje bez większych przeszkód minister edukacji. Żeby stać się uniwersytetem klasycznym trzeba mieć m.in. sześć dyscyplin naukowych z oceną co najmniej B+. To z kolei daje możliwość nadawania stopni naukowych doktora i doktora habilitowanego. Jeśli uczelnia spełnia wszystkie kryteria, uchwałę przegłosowuje Sejm, ale jest to zazwyczaj tylko formalność. O zmianie nazwy decyduje ostatecznie senat uczelni.

Prof. Śliwerski przypomina, że w wyniku ostatniej ewaluacji nagle kategorię co najmniej B+ otrzymało dużo nowych jednostek. Niektóre z nich wcześniej ubiegały się o uzyskanie prawa do nadawania stopnia doktora i odmówiono im takiego uprawnienia. Po ostatniej ewaluacji mogą już nie tylko nadawać stopień doktora, ale także doktora habilitowanego. Dlatego sama zmiana nazw uczelni nie martwi tak mocno środowiska naukowego, jak jakość badań i stopni naukowych.

- Nawet jeśli wykształci się gorszego ekonomistę czy socjologa, to on w praktyce zawodowej i pod kontrolą przełożonych będzie musiał się nauczyć wykonywać określone czynności. W nauce jeśli będziemy mieli zalew osób ze stopniami doktora i doktora habilitowanego, których poziom będzie poniżej poziomów prac magisterskich i licencjackich, to będzie totalny kryzys w nauce – mówi prof. Śliwerski i dodaje: - Dla nauki to jest dramat.

Czarnek zmienia listę czasopism

Przypomina, że wszystko zaczęło się od ręcznego sterowania listą punktowanych czasopism naukowych. - Jak porównuję niektóre czasopisma o najwyższej punktacji w Polsce w mojej dyscyplinie, z tymi, które są na świecie w renomowanych oficynach, to aż mi się wierzyć nie chce. Pismo, które ma charakter publicystyczny, czasami wręcz reportażowy, nagle jest czasopismem o najwyższej punktacji naukowej w Polsce. To jest fatalne – mówi.

Upraszczając, jeśli naukowiec publikował w czasopiśmie, które miało np. 70 punktów, a po zmianach wprowadzonych przez ministra edukacji Przemysława Czarnka ma 200 punktów (przypadek wydawanych przez KUL „Studiów z Prawa Wyznaniowego"), to osiągnięcia naukowca rosły. W efekcie jego dyscyplina naukowa mogła dostać wyższą kategorię, a potem uczelnia zmienić nazwę. - To jest efekt domina. Jeden element wywrócony przewraca następny – komentuje prof. Śliwerski.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET