Długopisy 3D, roboty. To wszystko w publicznym przedszkolu. "Tylko wszyscy muszą chcieć"

5 min. czytania
12.10.2023 08:15
Obserwuj nas na Google

- Na początku słyszałam krytyczne opinie, że np. przedszkole powinno być kolorowe. A my starałyśmy się stworzyć spokojną, stonowaną przestrzeń. Zmieniłyśmy aranżacje, przemalowałyśmy ściany, niektóre meble. Dzieci chętnie tu przychodzą, potrafią się skoncentrować. To przekonało rodziców - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Aleksandra Janicka, laureatka konkursu Nauczyciel Jutr@.

Aleksandra Janicka
fot. Piotr Molecki/East News

Gdy odbierała pani tytuł Nauczycielki Jutr@, w sali było słychać głosy: „bardzo dobrze, że nauczycielka z przedszkola”. Jest tak, że grupa nauczycieli pracująca z najmłodszymi dziećmi jest trochę niedoceniana?

Aleksandra Janicka, Nauczycielka Jutr@*: - Tak mi się wydaje, a przedszkole to jeden z najważniejszych etapów w życiu dziecka. Musimy zrobić wszystko, żeby maluchy były przygotowane do późniejszego życia i zdobyły niezbędne kompetencje do funkcjonowania w XXI wieku.

Często słyszę, że dzieci, które uwielbiały przedszkole, z każdym kolejnym rokiem w szkole utwierdzają się w przekonaniu, że jej nienawidzą. O co chodzi?

- Mam akurat to szczęście, że pracuję w zespole szkolno-przedszkolnym w Strzyżowicach i wszystkie nasze działania są kontynuowane w kolejnych latach edukacji. Podążamy za dzieckiem i jego potrzebami. Wsłuchujemy się w głos dzieci i uczymy się od siebie wzajemnie. Zarówno w podstawówce, jak i w przedszkolu.

Niestety, w niektórych szkołach często wyszukuje się u ucznia słabych stron. Chociażby przy sprawdzaniu kartkówek, testów koncentruje się na tym, gdzie dziecko popełniło błąd. To wzmacnia w nim postawę, że jest słabe. Gdy bazujemy na tych mocnych stronach, to pokazujemy mu, co w nim jest dobrego. Dlatego według mnie odejście od ocen cyfrowych jest zasadne. Oceny demotywują. Można je zastąpić pozytywnymi wzmocnieniami. Mniej kontroli, więcej wsparcia. I dzieci będą uwielbiać szkołę. Nasze dzieci tak mają.

Życie w XXI wieku i XXI wiek w przedszkolu. W pracy wykorzystuje pani nowoczesne technologie, rozszerzoną rzeczywistość, roboty. I to wszystko z kilkuletnimi dziećmi.

- Pracujemy też na długopisach 3D. Czasem korzystamy z gotowych szablonów. Tak na przykład tworzyliśmy godło czy flagę Polski. Ale niedawno dzieci komponowały własne projekty dotyczące jesiennych symboli. Same projektowały na kartce obrazek i potem przy pomocy długopisów 3D je drukowaliśmy. Ich radość, że to co narysowały na papierze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki można za chwilę wziąć do ręki, to było coś fantastycznego.

W przedszkolu mamy też magiczny dywan, czyli urządzenie interaktywne wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość. Jest on podwieszony pod sufitem. Na podłodze wyświetla różne obrazy działające na ruch. Na przykład akwarium, po którym dzieci muszą biegać i schylać się, żeby dotknąć pływających ryb. Dzięki magicznemu dywanowi mogą też zagrać w piłkę nożną. W zabawach i nauce wykorzystujemy również roboty edukacyjne, na przykład BeeBota. Dzieci muszą nim odpowiednio sterować, dzięki temu uczą się orientacji przestrzennej, przewidywania skutków, logicznego myślenia.

Co na to rodzice?

- Na początku słyszałam krytyczne opinie, że na przykład przedszkole powinno być kolorowe, a my starałyśmy się stworzyć spokojną, stonowaną przestrzeń. Zmieniłyśmy aranżacje, przemalowałyśmy ściany, niektóre meble. Efekt naszej pracy szybko było widać. Dzieci chętnie tu przychodzą, potrafią się skoncentrować, to przekonało rodziców. Dużo o tym z nimi rozmawiałyśmy. Jest wiele cudownych rozwiązań, które sprawiają, że uczenie się jest atrakcyjne. A to co jest atrakcyjne, zapada w pamięć.

Skąd czerpie pani wiedzę, co można nowego wprowadzić, bo nie są to oczywiste pomoce dydaktyczne.

- Jeżdżę na szkolenia, kongresy, na których są prezentowane innowacje w edukacji. Przeglądam też w internecie katalogi z takimi urządzeniami. Jeśli znajdę coś godnego uwagi, to szukamy na to pieniędzy.

Redakcja poleca

Skąd pieniądze na szkolenia, interaktywne urządzenia?

- Z projektów, konkursów unijnych, albo z budżetu gminy. Organ prowadzący finansuje nam szkolenia, konferencje, które dużo wnoszą do naszej pracy. Nawet jak kupimy interaktywne urządzenie, to musimy jeszcze nauczyć się z niego właściwie korzystać. Z Radą Rodziców zrobiliśmy też festyn, na którym udało się uzbierać 18 tys. zł. Za to kupiliśmy magiczny dywan i monitor interaktywny. Poza tym jesteśmy certyfikowaną placówką daltońską, więc dzięki współpracy z fundacją Plan Daltoński.pl prowadzoną przez Annę i Roberta Sowińskich dużo się szkoliłyśmy i konsultowałyśmy problematyczne kwestie.

Wspomniała pani o planie daltońskim. Wyjaśnijmy, na czym polega.

- To jest najcudowniejsza rzecz, która mogła nam się przydarzyć - mnie i naszym dzieciom w przedszkolu. Chodzi o to, żeby potrzeby przedszkolaków były na pierwszym miejscu, żeby ich słuchać, pytać, czego potrzebują, co powinno się zmienić w edukacji. A dzieci są szczere i pięknie swoje potrzeby potrafią komunikować. Trzeba im tylko na to pozwolić. Plan daltoński wprowadzałyśmy małymi krokami. Jak zobaczyłyśmy, że pierwsze elementy działają, to szłyśmy dalej.

Były głosy przeciwne wprowadzaniu planu daltońskiego? To już popularna metoda pracy.

- Staramy się tę ideę promować wśród społeczności lokalnej i na portalach społecznościowych dla nauczycieli. Udostępniamy zdjęcia, filmy, które prezentują sposób naszej pracy. Zresztą dzieci dużo opowiadają w domu o tym, co robiły, jak poznają świat wszystkimi zmysłami. Zadowolone, szczęśliwe dziecko, które może doświadczać, badać, działać - to przekonuje rodziców. Niedawno zorganizowałyśmy też spotkanie dla innych dyrektorów szkół, przedszkoli i dla przedstawicieli gminy. Wszyscy mieli możliwość obserwowania naszych zajęć.

Wspierający organ prowadzący, zaangażowani rodzice, chętni nauczyciele. Tak wiele i tak niewiele.

- Tak, to są naczynia połączone, wszyscy muszą chcieć. Jeśli jest przychylny organ prowadzący i fantastyczni rodzice, którzy rozumieją nasze potrzeby i potrzeby dzieci – tak jak u nas - to możemy zrobić niesamowite rzeczy. To służy jednemu celowi, żeby dzieciom było dobrze.

Zainicjowała też pani Radę Dziecięcą w przedszkolu. Jak ona działa?

- Spotkania rady odbywają się raz w miesiącu. Bierze w nich udział po dwoje reprezentantów z każdej grupy. Na początku mają ślubowanie, potem tłumaczymy, za co reprezentant jest odpowiedzialny i jakie ma zadania. Przed spotkaniem każda para w swojej grupie zbiera pomysły i potem przedstawia je na radzie. Czasem w formie rysunków, czasem przychodzą z księgą postulatów. My pytamy, co chciałyby zmienić, co lubią, co im się podobało, co chciałyby powtórzyć.

Dzieci zabierają głos w takich tematach jak: zakup zabawek, jadłospis. Podejmują decyzje o organizacji ciekawych dni tematycznych. Mówią o lodach, dmuchańcach, wybierają wymarzone zabawki. Ich prośby staramy się spełnić, żeby czuły, że to co mówią, jest dla nas ważne i że mają decydujący głos w przedszkolu. Bo przedszkole jest dla nich.

A pani marzenia zawodowe jeszcze jakieś są?

- Czuję się odpowiedzialna za budowanie u dzieci poczucia własnej wartości i za pracę nad ich emocjami. Chciałabym, żebyśmy jeszcze bardziej w tym kierunku się doskonaliły, żebyśmy mogły zapewnić dzieciom wsparcie w tym zakresie i wprowadziły porozumienie bez przemocy. To są moje marzenia na tę chwilę.

Zawsze pani chciała być nauczycielką?

- Zawsze i zawsze myślałam o pracy w przedszkolu. To moje miejsce na ziemi. Bardzo się cieszę, że zostałam nauczycielką.

*Aleksandra Janicka - nauczycielka wychowania przedszkolnego w Przedszkolu Publicznym im. Misia Uszatka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 1 w Strzyżowicach. Pracuje z dziećmi w oparciu o edukację planu daltońskiego, wprowadza dzieci do kodowania i programowania przez zabawy z użyciem robotów. Laureatka nagrody przyznawanej od trzech lat przez "Głos Nauczycielski" i fundację Orange Nauczyciel Jutr@.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET