Atrakcja, która przyciąga tłumy. Wzięliśmy udział we wrocławskim Runmageddonie
W sobotę we Wrocławiu wystartował Runmageddon - jeden z najpopularniejszych biegów z przeszkodami. Wrocławski Tor Wyścigów Konnych Partynice zamienił się w miejsce sportowych wyzwań. Postanowiliśmy wziąć udział w słynnym biegu i sprawdzić, z jakimi wyzwaniami muszą się zmierzyć uczestnicy na trasie. Tor był wymagający pod kątem fizycznym, jednak wrażenia - bezcenne.
- 4 zdjęć Zobacz galerię
- 12 i 13 kwietnia we Wrocławiu startuje popularny bieg z przeszkodami - Runmageddon
- Można wziąć udział w zawodach w różnych formułach, które różnią się od siebie poziomem zaawansowania
- Portal RadioZET.pl postanowił wziąć udział w biegu. Niektóre przeszkody szczególnie zapadły nam w pamięć
Runmageddon we Wrocławiu - atrakcja, która przyciągnęła tłumy
Runmageddon to jedno z największych i najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń sportowych w Polsce, organizowane w różnych zakątkach kraju. We Wrocławiu impreza po raz pierwszy odbyła się w 2016 roku i od tej pory wzbudza ogromne zainteresowanie wśród miłośników aktywności fizycznej. Jak poinformowano w informacji prasowej, "każda edycja przyciąga tysiące osób gotowych na ekstremalne wyzwania, udowadniając, że mieszkańcy Dolnego Śląska nie boją się przekraczać własnych granic". Tym razem bieg odbył się na Torze Wyścigów Konnych Partynice, który jest idealnie przystosowany do tego typu wydarzeń.
Jak zapewnił Piotr Bałchanowski, prezes Runmageddon, udział w wydarzeniu mogą wziąć udział nie tylko profesjonalni sportowcy. - Każdy, nawet bez regularnych treningów, może bezpiecznie zmierzyć się z torem przeszkód. Dla debiutantów przygotowaliśmy formułę Intro, czyli 3-kilometrową trasę z kilkunastoma przeszkodami. Osoby lubiące rywalizację mogą spróbować swoich sił w formule Games - dynamicznych wyścigach na 100-metrowym torze przeszkód, gdzie liczy się technika i szybkość - stwierdził Bałchanowski. 12 kilometrów, ponad 50 przeszkód - oto klasyczna formuła Runmageddonu, która jest przypisana zdeterminowanym uczestnikom. Dostępna jest również formuła Rekrut, czyli połowa klasycznego dystansu. - To 6 kilometrów z ponad 30 przeszkodami, które sprawdzą zarówno siłę, jak i determinację uczestników. We Wrocławiu można ją pokonać również wieczorem, co stanowi idealną propozycję dla nocnych marków i miłośników dodatkowej adrenaliny - dodał prezes Runmageddon. Zdecydowaliśmy się zatem na formułę Rekrut.
W śniegu, błocie i trawie. "Uwielbiam"
Start biegu w formule Rekrut (połowa klasycznego dystansu Runmegeddon) zaplanowano na godzinę 12:00. Po kilku minutach rozgrzewki ruszyliśmy. Pierwsza przeszkoda czekała już po kilkunastu metrach od startu - bele siana do przeskoczenia. Nic trudnego, podobnie jak dalsze "atrakcje", takie jak fikołki na drążku, spacer w wodzie po kostki czy przeskakiwanie stosunkowo niewielkiej ściany. Z czasem zaczęło się jednak robić coraz trudniej. Po pokonaniu 2 kilometrów z workiem ziemi na plecach czekało na nas m.in. wyciąganie masywnej opony z wody, czołganie się pod drutem kolczastym i poręcze, na których należało się przemieszczać za pomocą rąk, jednocześnie wisząc nad ziemią. - Runmageddon ma coś specyficznego w sobie. Po każdym biegu mówię sobie, że "to już ostatni raz", po czym dwa dni później sprawdzam, w jakim mieście jest kolejny start. Zachęciłam też córkę, mam nadzieję, że też się zarazi, bo atmosfera jest naprawdę wyjątkowa podczas tego biegu - mówi nam Malwina.
Rzeczywiście, mimo konieczności przebiegnięcia 6 kilometrów i wymagających przeszkód po drodze większość uczestników biegnie z szerokim uśmiechem. Na trasie wzajemnie sobie pomagamy w razie trudności z daną przeszkodą, dzielimy wskazówkami. Niecenione jest również wsparcie kibiców, a także sama różnorodność trasy. Po przejściu przez strumień i czołganiu w śniegu, wybiegamy na zarośnięty, zalesiony rejon, by po chwili stąpać po grząskiej ziemi i błocie. Dodatkowo przeszkody zostały opracowane tak, by angażować różne części ciała oraz wykorzystywać całą gamę umiejętności.
W pokonywaniu równoważni liczy się zachowanie balansu, we wspinaniu po linie na ścianę - siła rąk i pleców, a w czołganiu pod rzędem opon - spryt i zwinność. Przenoszenie opon to raj dla osób podnoszących ciężary, a próba trafienia 5- lub 10-kilogramową piłką lekarską do otworu tuż przed metą - piekło dla tych, których ręce drżą ze zmęczenie po całej trasie. - Uwielbiam szczególnie te wszystkie błotno-wodno-śnieżne przeszkody. Człowiek dosłownie tarza się w tej ziemi w totalnej beztrosce, zaspakaja potrzeby wewnętrznego dziecka, które potrzebuje takiej rozrywki - mówi nam na trasie Monika, która przyjechała na wrocławski Runmageddon aż z Górnego Śląska.
"Chwile grozy" na trasie. "Serce mi stanęło"
Po około godzinnym biegu - tuż przed metą - znajdował się, naszym zdaniem, najtrudniejszy fragment trasy. Najpierw wysoka na kilka metrów ściana, na którą trzeba było się wspiąć za pomocą zwisającej ze szczytu liny. Biorąc pod uwagę zmęczenie rąk po poprzednich przeszkodach, było to spore wyzwanie. - Serce mi stanęło w pewnym momencie, bo byłem już prawie na szczycie, gdy poczułem, jak drżą mi ręce ze zmęczenia. Miałem w głowie tylko jedną wizję: zaraz spadnę, z kilku metrów - i to nie będzie przyjemne. Na szczęście odpaliła się adrenalina i dałem radę wejść, ale to bez wątpienia najtrudniejsza przeszkoda - słyszymy od Marka, 28-latka z Wrocławia, który w Runmageddonie brał udział po raz pierwszy.
Tego typu przeszkody rzeczywiście były dodatkowym zastrzykiem adrenaliny. Podczas wspinania się po dwóch metalowych rurkach wizja stracenia równowagi i upadku nie jest przyjemna. Podobnie jak pokonywanie kolejnych stopni ruchomej drabiny, wiedząc, że na szczycie należy jeszcze oderwać jedną dłoń od liny i zadzwonić w dzwonek - dopiero wtedy przeszkoda uznawana jest za pokonaną. Na szczęście o bezpieczeństwo uczestników biegu na miejscu dba wykwalifikowany zespół.
- Wszystkie trasy są starannie przygotowane, tak, aby zapewnić bezpieczeństwo każdej osobie biorącej udział wydarzeniu. Co ważne, na poszczególnych etapach współpracujemy z lokalnymi władzami, dbamy o środowisko i nie niszczymy przyrody, a po imprezie sportowej wszystko wraca do swojego naturalnego stanu. Bawimy się na pełnych obrotach, ale pozostawiamy po sobie tylko dobre wspomnienia - zapewnia Patrycja Hornig, dyrektor techniczny Runmageddonu. Dodatkowo, z myślą o osobach startujących uruchomiono cykl treningów, które wzmacniają wytrzymałość i doskonalą techniki pokonywania przeszkód, umożliwiając jeszcze lepsze przygotowanie do wyzwania.
Runmageddon niczym "narkotyk". "Jak raz spróbujesz, to koniec"
W sobotę na linii startu słynnego biegu pojawiło się sporo osób z Wrocławia, ale nie tylko. Monika przyjechała z Górnego Śląska, Mateusz z Gdańska, a Edyta zabrała na wyścig całą rodzinę aż z Warszawy. - Runmageddon trochę jest jak narkotyk, jak raz spróbujesz, to koniec. Zdarza się, że biegniemy całą rodziną - ja z mężem i brat z żoną i dziećmi. To też dobra okazja, żeby po prostu pozwiedzać. My przyjechaliśmy na Runmageddon z Warszawy, ale zostajemy we Wrocławiu do poniedziałku, żeby lepiej poznać miasto. Taki specyficzny rodzaj turystyki - wyjaśnia Edyta.
- Budząca się do życia natura i świeże powietrze sprawiają, że wiosna to najlepszy moment na rozpoczęcie aktywności fizycznej. Czasem jednak trudno znaleźć motywację i zrobić pierwszy krok, a takie wydarzenie jak Runmageddon to doskonała okazja, by złapać sportowego bakcyla, przeżyć niezapomnianą przygodę i poznać nowych ludzi - twierdzi Adam Ryszczyk, dyrektor eventu. - Pierwsza edycja we Wrocławiu odbyła się w 2016 roku i od tego czasu każde kolejne wydarzenie cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem uczestników. Na wrocławskich wydarzeniach w ubiegłych latach startowały całe rodziny, pary, małżeństwa, grupy przyjaciół, a także reprezentanci różnych firm.
W tym roku było podobnie. W trakcie biegu pytamy biegnącą razem grupę przyjaciół, dlaczego zdecydowali się na wspólny start. - Sama bym się na to w życiu nie zapisała, nie miałabym odwagi. Razem jakoś raźniej, zawsze jest ktoś, kto może wesprzeć i pomóc przy danej przeszkodzie albo zrobić wspólnie karne burpeesy za niewykonanie czegoś. To lepsze niż zwykłe wyjście do baru czy klubu, zwłaszcza że my akurat lubimy sport, więc nikogo jakoś szczególnie nie trzeba było przekonywać do udziału w imprezie. Sobota idealna - słyszymy w odpowiedzi. Warto również zaznaczyć, że Runmageddon wraca do Wrocławia 18 i 19 października jako finał sezonu, ale również jako Finał Ligi Runmageddon - ostateczne rozstrzygnięcie Superligi Runmageddon i Mistrzostwa Polski Runmageddonu.
Źródło: Radio ZET