Fetor na internie, chirurgia bez windy. Pacjenci skazani na szpitale jak z horroru

6 min. czytania
03.08.2026 06:22
Obserwuj nas na Google

Papier toaletowy, papierowe ręczniki, wentylatory. Politycy przywożą wszystko, by łatać braki w węgierskich szpitalach. - Nierzadko pacjenci proszeni są o przynoszenie pieluch, a nawet własnych leków - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Waldemar Chomiak, polski lekarz rodzinny, który na Węgrzech pracuje od 27 lat. Jak system działa od środka? I czy tańczący minister go uzdrowi?

Szpital na Węgrzech (zdjęcie ilustracyjne)
fot. TOMASZ JODLOWSKI/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Politycy na Węgrzech muszą dostarczać podstawowe środki do szpitali.
  • Odpadające tynki, dziurawe podłogi i grzyb to nadal codzienność w węgierskich szpitalach.
  • Niedofinansowane placówki i braki personelu pogłębiają kryzys.

Podobnie jak Polska Węgry borykają się z aferami w ochronie zdrowia. To jednak przede wszystkim skandale korupcyjne. Jeden z ostatnich dotyczył np. wyłudzania pieniędzy z państwowego funduszu zdrowia NEAK (odpowiednik polskiego NFZ). W proceder zamieszanych było 60 osób. Jaki był mechanizm? Firmy zajmujące się dystrybucją sprzętu medycznego namawiały lub opłacały medyków, by ci wypisywali na receptach kosztowne obuwie ortopedyczne i ortezy. Pacjenci albo ich nie potrzebowali, albo w ogóle nie istnieli. Klasyczne martwe dusze. Następnie firmy żądały zwrotu kosztów od państwa. Mowa jest łącznie nawet o ok. 4 mld forintów (ponad 46,7 mln zł). 

Na fatalny stan publicznej służby zdrowia wskazywali podczas kampanii wyborczej też sympatycy Petera Magyara. W portalach społecznościowych publikowali zdjęcia zapuszczonych szpitali. On sam jeździł od  szpitala do szpitala z termometrem i pokazywał, że na sali operacyjnej temperatura nierzadko przekraczała 35 st. C. (Rząd przekonywał, że mierzono ją np. na oszklonej klatce schodowej. Później Magyarowi zakazano wstępu do placówek z kamerą i dyktafonem).

Quiz: Co wiesz o słynnych dyktatorach? Spróbuj zdobyć przynajmniej połowę punktów

1/15 Dyktator Związku Radzieckiego w latach 1925-1953, wg. źródeł odpowiedzialny za powszechny terror i śmierć około 20 milionów ludzi.

Węgry. W szpitalach brakuje dosłownie wszystkiego 

Dr Waldemar Chomiak, polski lekarz rodzinny, który na Węgrzech pracuje od 27 lat portalowi RadioZET.pl opowiada, jak system wygląda od środka.

- Do polskich mediów przebiło się, że lider węgierskiej opozycji wysłużonym fordem transitem, w kolorach węgierskiej flagi, woził do szpitali m.in. papier toaletowy, papierowe ręcznik i wentylatory - zagajamy.

- Żeby tylko. Brakuje też np. płynów do zmywania podłogi czy środków dezynfekujących. Nierzadko pacjenci proszeni są o przynoszenie pieluch, a nawet leków - odpowiada dr Chomiak. Braki próbuje łatać sam ordynator. Jeśli nie on, to samorząd, a nawet firmy prywatne. W ostateczności zrzucają się mieszkańcy.

Redakcja poleca

Mimo to nasz rozmówca zapewnia, że ze sprzętem medycznym nie jest tak źle. Najgorzej wygląda infrastruktura. - Odpadające tynki, dziurawe podłogi, cieknące dachy, grzyb na ścianach, nieszczelne okna, dziurawe przejścia między budynkami - tak faktycznie wyglądają szpitale nie tylko w małych miejscowościach, ale też główne publiczne placówki w komitatach (odpowiednik polskich województw – przyp. red.). Choć są wyjątki - opisuje.

Wspomina, że kiedy był radnym w mieście Szentes (od 2010 do 2019 roku), gdzie teraz pracuje, to ordynator interny poprosił o pomoc w wymalowaniu oddziału. - Fetor kału był tak silny, że nie dało się wytrzymać. A nie było kasy ani na farbę, ani pracowników do odmalowania sal - mówi. (Problem pozostał, o czym świadczą zdjęcia nadsyłane przez pacjentów do Węgierskiej Izby Lekarskiej). Na innych oddziałach nie było lepiej. I tak np. chirurgia działała bez windy. Pacjentów trzeba było albo wnosić na pierwsze piętro, albo musieli wchodzić o własnych siłach.

- Do tego krany popsute, woda nie leci, choć jest tuż po remoncie. Ciekło, nie umieli naprawić, to zakręcili - dr Chomiak wskazuje kolejne przykłady. Przypomina też sobie, że kiedy dwa lata temu ktoś z jego rodziny leżał na internie, po tym jak podłączyli tlen, zaczął się dusić. Zorientował się, że "coś leci". Ale nie tlen. A zwykłe powietrze, bo przewody, który wychodziły ze ściany okazały się popsute.

Z badania OECD wynika, że Węgry na ochronę zdrowia wydają ok. 3,3 tys. dolarów na osobę (dla porównania Polska ponad 4,2 tys. dol.), co plasuje ich na końcu stawki. To ok. 6,5 proc. PKB Węgier, czyli mniej niż w latach 2022 r. (6,7 proc.), 2021 r. (7,4 proc.) i 2020 r. (7,3 proc.). Do niedawna na Węgrzech nie było nawet resortu zdrowia - sprawy związane z polityką zdrowotną podlegały Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.

Niedofinansowane szpitale, emigrujący lekarze

Za niedofinansowanymi szpitalami (na milion mieszkańców Węgier przypada 18 tomografów komputerowych, aparatów MRI i skanerów PET; w Polsce 38, a średnia OECD wynosi 51) idą coraz większe braki personelu. Jak wskazuje dr Chomiak w okolicznym szpitalu nie udało się obstawić dyżurów i zamknięto odział położniczy. Teraz kobiety muszą jeździć 60-70 km do innego miasta.

Redakcja poleca

Tyle, że brakuje nie tylko ginekologów, ale też anestezjologów i chirurgów czy np. lekarzy rodzinnych. Tych ostatnich potrzeba sześć tysięcy, jest pięć tysięcy. To oznacza, że co szósta-siódma osoba nie ma dostępu do lekarza rodzinnego.

- Młodzi lekarze i pielęgniarki emigrują przede wszystkim do Austrii, Niemiec, Skandynawii i Wielkiej Brytanii. Przed wyjazdem nie powstrzymało ich nawet wprowadzenie nakazu pracy w państwowej ochronie zdrowia po ukończeniu studiów, tak by nie opłacać kosztów nauki - zastrzega polski medyk.

Redakcja poleca

Główny powód? Za granicą zarobią więcej, bo na Węgrzech obowiązuje sztywna, ustawowa tabela płac zasadniczych. Lekarz bez specjalizacji dostaje ok. 687 tys. forintów miesięcznie (ok. 8,1 tys. zł), medyk ze specjalizacją (do trzech lat stażu) - ok. 1,2 mln forintów (14,2 tys. zł), a lekarz z długim stażem (np. 40 lat praktyki) - ok. 2,4 mln forintów (28,4 tys. zł). To baza, do której dolicza się dodatki za dyżury nocne czy np. pracę w święta. - Niby dużo, ale początkujący informatyk może liczyć na ok. 1 mln forintów (ok. 12 tys. zł red.) - przyznaje dr Chomiak. Minimalna pensja krajowa to 215 tys. forintów (2,5 tys. zł), czyli tyle, ile miesięczne koszty życia. 

Jaki jest węgierski lekarz? Bogaty i obcesowy

W ostatnich latach na Węgrzech rozrosła się prywatna służba zdrowia. Przybywa klinik, laboratoriów i centrów diagnostycznych. Ceny? Średnio za konsultację u lekarza trzeba płacić 25-35 tys. forintów (300-400 zł). W stolicy stawki są dwu-trzykrotnie wyższe. Przegląd i konsultacja u stomatologa kosztuje 15-25 tys. forintów (200-300 zł), plomba - 25-40 tys. forintów (300-500 zł), a wszczepienie implantu (bez korony) 180-250 tys. forintów (2-3 tys. zł). USG to wydatek rzędu 25-35 tys. forintów (300-400 zł), a tomografia komputerowa 50-70 tys. forintów (560-800 zł).

- Węgra po kieszeni to bardzo nie uderza, ale i tak powszechne jest korzystanie z prywatnych ubezpieczeń opłacanych przez pracodawcę, albo ze składek tzw. kas zdrowia - zapewnia dr Chomiak. Głównie dlatego, że umożliwia to odliczanie kosztów leczenia od podatku dochodowego.

Redakcja poleca

- A jaki jest w ogóle wizerunek lekarza na Węgrzech? - dopytujemy.

- Na ogół dobry, ale poprzedni rząd dużo popsuł. Często odciągał uwagę od problemów i przerzucał ją na skorumpowanych lekarzy - odpowiada dr Chomiak.

Dziś nadal powszechne jest wyobrażenie, że lekarz jest nie tylko bogaty, ale też obcesowy. Ciężko się z nim rozmawia. Traktuje pacjentów i pielęgniarki z góry. Krzyczy. Rodzinie ciężko o uzyskanie informacji. 

Rząd Magyara zapowiada wielką reformę służby zdrowia

Po kwietniowej wygranej TISZY, Węgry stoją przed wielkimi zmianami. Także w ochronie zdrowia. Jak na razie powołano ministerstwo zdrowia, a jego szefem został Zsolt Hegedűs, zwany też tańczącym ministrem. Węgrzy dużo sobie po nim obiecują. Najważniejsze postulaty? Gwarancja wzrostu państwowych nakładów na ochronę zdrowia do 7 proc. PKB do 2030 r. Z budżetu centralnego na ten cel ma być przeznaczonych dodatkowe 500 mld forintów rocznie (blisko 5,5 mld zł). Utworzenie niezależnego Urzędu Kontroli Jakości w Ochronie Zdrowia ("zakażenia po operacji są bardzo częste"). Dalej: podwyżka pensji dla medyków, budowa nowoczesnych superszpitali i dofinansowanie mniejszych placówek. Ale też np. reforma pogotowia ratunkowego (czas dojazdu ma się skrócić do ok. 15 min.).

- 16. lat zaniedbań poprzedniego rządu nie da się odrobić w dwa-trzy miesiące, a i zmienić ochronę zdrowia w cztery lata to za mało, Hegedűs ma czas - przekonuje dr Chomiak.

Redakcja poleca

Polski medyk przyrównuje zapowiadane działania do innej wielkiej reformy. W styczniu 2021 r. węgierski rząd zdelegalizował hálapénz, czyli koperty dla lekarza (hála - wdzięczność, pénz - pieniądze). Przyjmowanie i wręczanie pieniędzy w szpitalach stało się przestępstwem. Lekarzowi grozi do trzech lat pozbawienia wolności, pacjentowi - do roku więzienia. W ślad za tym poszły historyczne podwyżki - do 300 proc. w zależności od stażu pracy. Lekarze zyskali też nowy status i… zakaz dorabiania. Co do zasady muszą wybrać: albo etat w państwowym szpitalu albo prywatna praktyka. Powołano też specjalną jednostkę - Krajową Służbę Ochrony (NVSZ), czyli wewnętrzną policję antykorupcyjną. Może organizować prowokacje (tzw. testy rzetelności) i stosować podsłuchy.

- Dozwolone są jedynie drobne upominki, wyłącznie po zakończeniu leczenia. Ich wartość nie może przekraczać 5 proc. minimalnego wynagrodzenia, czyli równowartości około 100 zł - zastrzega dr Chomiak.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET