`

"Jasia nie będzie, wyjechał na wczasy". Rodzice robią dzieciom wakacje w środku roku szkolnego

4 min. czytania
12.06.2024 06:13
Obserwuj nas na Google

Zazwyczaj rodzice piszą tylko: „proszę o usprawiedliwienie nieobecności dziecka” i w trakcie roku szkolnego zabierają je na wakacje. Nauczyciele potem dwoją się i troją, żeby nadrobić zaległości, a uczniowie zastanawiają się: skoro rodzice przymykają oko na sumienność i obowiązkowość, to może też się tym nie przejmować?

Dziecko na wakacjach
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Gdy Adaś poszedł do pierwszej klasy we wrześniu. Ewa ogłosiła w domu: "teraz w trakcie roku szkolnego nigdzie nie wyjeżdżamy. Tylko w wakacje". Rodzina wróciła właśnie z tygodniowego urlopu w Grecji. - To nasz trzeci wyjazd w roku szkolnym – przyznaje Ewa. Wcześniej byli w Hiszpanii, a zimą w Tajlandii. Adaś nie jest jedyny. Nauczycieli nawet już ten temat nie dziwi, choć wciąż mocno irytuje.

Bo super tanie, okazyjne bilety lotnicze, bo nie ma tłumów, bo akurat luźniejszy czas w pracy, bo u nas szaro i ponuro, a tam słońce. To najczęstsze tłumaczenia rodziców. Z podobnych powodów na wyjazdy decydowała się Ewa z rodziną. - W Hiszpanii byliśmy, bo natrafiliśmy na tani lot. W Tajlandii, którą uwielbiamy, latem jest pora deszczowa, więc kiepsko wtedy tam jechać. A teraz do Grecji pojechaliśmy, bo znajomi zaproponowali nam wspólny wyjazd i akurat w pracy skończyliśmy duży projekt – wylicza powody Ewa, dla których jednak ulegała, pakowała walizki i wyjeżdżała z rodziną.

Rok szkolny i zdjęcie z wakacji

Co nie znaczy, że rodzice muszą podawać powód. Zazwyczaj piszą tylko: „proszę o usprawiedliwienie nieobecności dziecka”. - Jeśli rodzic usprawiedliwia nieobecności, to nie mamy nic do gadania. Chociaż zdarzają się tacy uczniowie, którzy namiętnie w piątki i poniedziałki nie przychodzą do szkoły, bo podróżują. Ale skoro mają te dni usprawiedliwione, to nie możemy pytać o powód – mówi Maria Włodarczyk, dyrektorka III LO w Łodzi. Doskonale widzi też, jak zimą po tygodniu nieobecności, przychodzi opalona uczennica. Ale oficjalnie dyrektorka nic nie wie.

Redakcja poleca

- Najczęściej dowiadujemy się od dzieci z klasy. Przy sprawdzaniu listy obecności przekazują nam np. że Jasia nie będzie, bo wyjechał na wakacje. Albo pokazują zdjęcie, które im przesłał Jaś, a tam plaża i morze - opowiada Jolanta Gajęcka, dyrektorka SP nr 2 w Krakowie. Zresztą nawet jeśli rodzice oficjalnie przyznają, że zabierają dziecko na wczasy w trakcie roku szkolnego, to nauczyciel za wiele zrobić nie może.

Dlatego zdaniem Gajęckiej absolutnie powinniśmy pod tym względem iść w kierunku państw, które regulują kwestie wyjazdów w trakcie nauki. Np. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Austrii za bezpodstawne opuszczanie lekcji przez ucznia rodzicom grozi grzywna. - Jeśli jest obowiązek szkolny to jest obowiązek. Traktujmy się poważnie. Dzieci mają urlop w ferie i w wakacje, a nie kiedy kto chce. Tak potem traktowana jest szkoła. Wszyscy mogą, ale nie muszą, a musimy nauczyć - mówi stanowczo Gajęcka.

Dlaczego uczeń ma pisać sprawdzian?

Przyznaje, że złagodziłaby stanowisko, gdyby zauważyła pokorę ze strony rodziców, którzy pilnowaliby dziecko, by nadrobiło wszystkie zaległości. Niestety, to rzadkość. - Nas nie było, więc jakim prawem moje dziecko ma teraz pisać zaległy sprawdzian. Albo jakim prawem pani oczekuje odrobionej pracy domowej i rozwiązanych zadań, skoro wylądowaliśmy późno i on nie zdążył się wyspać – z taką postawą rodziców najczęściej spotyka się Gajęcka. - Znowu jesteśmy pod pręgierzem, bo dziecko czegoś nie umie z winy rodziców, a to nas rozlicza się za efekty – dodaje.

Które to przez takie nieobecności mogą być znacznie gorsze. Nauczyciele muszą się więc dwoić się i troić, by z jednym przerabiać bieżący materiał, a z drugimi nadrabiać zaległości. Przede wszystkim jednak chodzi o sumienność i obowiązkowość. Skoro przymykają na to oczy rodzice, to jak mają się tego nauczyć dzieci? Więcej pracy ma też przez to szkolna administracja.

Redakcja poleca

Najczęściej uczniów brakuje po wakacjach i przed wakacjami. - We wrześniu obdzwaniamy więc rodziny i pytamy, co się dzieje, gdzie jest dziecko, bo przecież jest obowiązek szkolny. Najczęściej słyszymy: „ale jesteśmy jeszcze na wakacjach” – opowiada dyrektorka SP nr 2 w Krakowie.

W czerwcu z kolei w sekretariacie zalegają sterty nieodebranych świadectw, po które dzieci zgłaszają się przez całe wakacje. - Czasem dopiero we wrześniu je odbierają, albo w ogóle zapominają i chodzimy za nimi, przypominamy - mówi Gajęcka. Dodaje też, że przez takie nieobecności kadra zajmuje się klasyfikacją i rozliczaniem frekwencji kilka razy w ciągu roku, zamiast załatwić to na jednej radzie.

Bardziej zamożne rodziny, częstsze wakacje

W liceum nieobecności w trakcie roku szkolnego zdarzają się rzadziej niż w podstawówkach, bo też nauczyciele inaczej podchodzą do uczniów. - W szkole średniej młody człowiek bierze więcej odpowiedzialności za swoje wyniki – mówi Włodarczyk. Co nie znaczy, że do takich sytuacji nie dochodzi.

Mnogość ich występowania, jak zauważa Małgorzata Katarzyńska, nauczycielka matematyki w SP nr 26 w Łodzi, zależy też od sytuacji materialnej rodziny. - U nas to są pojedyncze przypadki – mówi. Szkoła leży w dzielnicy, gdzie rodziny nie są zbyt zamożne. Zdarzają się takie, które nie wyjeżdżają nawet w wakacje, więc w trakcie roku szkolnego również. - Jeśli już ktoś wyjeżdża, to prosi o przesłanie tego, co było na lekcji i dziecko wraca po tygodniu przygotowane – zapewnia Katarzyńska. Jej zdaniem wiele zależy od postawy rodzica.

Zdarza się, że i głos decydujący może mieć dziecko. Adaś, gdy rodzice planowali jeszcze jeden wyjazd wiosną, stanowczo zaprotestował. Drużyna piłkarska, do której należy, miała wtedy zaplanowany turniej wojewódzki. Mama pojechała sama z młodszą córką, tata został z Adasiem, by mógł normalnie chodzić do szkoły i pojechać na turniej.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET