Jerzy S. skazany. Sąd w Krakowie wymierzył mu karę

4 min. czytania
01.03.2023 12:21
Obserwuj nas na Google

Jerzy S. ma zapłacić 12 tys. zł grzywny oraz wpłacić 6 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym. Ma też zakaz prowadzenia pojazdów przez trzy lata. Tak zdecydował w środę sąd w Krakowie. W połowie października aktor po pijanemu potrącił motocyklistę. Sąd odczytał wyjaśnienia nieobecnego na rozprawie S., w których sprawca kolizji przyznał się do winy i wyraził skruchę.

Jerzy S. skazany
fot. LUKASZ SZELAG/REPORTER

Jerzy S. pod koniec grudnia został oskarżony o prowadzenie samochodu po pijanemu. Pierwsza rozprawa odbyła się w środę i trwała niecałą godzinę. Obrona wnosiła o wyłączenie jawności rozprawy z uwagi na ważny interes oskarżonego, ale wycofała wniosek ponieważ S. nie stawił się w sądzie.

- Sąd odczytał jego wyjaśnienia, w których przyznał się do winy i wyraził skruchę - relacjonował przed wygłoszeniem wyroku reporter Radia ZET Przemysław Taranek. Obrońca Jerzego S. wnioskował o 12 tysięcy złotych grzywny, trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i wpłatę pięciu tysięcy złotych na Fundusz Pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwem. Sąd wymierzył oskarżonemu karę zbliżoną do zaproponowanej przez obrońcę - 12 tys. zł grzywny, nałożył na niego zakaz prowadzenia pojazdów na trzy lata i nakazał wpłacenie sześciu tys. na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym.

Redakcja poleca

Jerzy S. skazany za jazdę po pijanemu. Jest wyrok

- Prokuratura chciała kary grzywny w wysokości 45 tys. złotych i 25 tys. na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym - z uwagi na wysoki stopień szkodliwości społecznej czynu. A był najwyżej średni - ocenił sędzia Tomasz Rutkowski zwracając uwagę na okoliczności łagodzące. - W szczególności dotychczasowa niekaralność oraz niskie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego w przeszłości - mówił Rutkowski.

Prokurator Bartłomiej Legutko zgodził się z obroną, co do nieposzlakowanej opinii aktora, ale - uzasadniając wniosek o wyższą karę - podkreślił, że nawet osoby znane o nieposzlakowanej opinii muszą ponieść karę. Prokurator nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy odwoła się od wyroku.

W połowie października potrącił na al. Mickiewicza w Krakowie 44-letniego motocyklistę. Jechał dalej, bo - jak tłumaczył potem na miejscu policji - nie zauważył kolizji. Kiedy został zatrzymany, badanie wykazało, że ma 0,7 promila alkoholu w organizmie.

S. w wyjaśnieniach odczytanych przez sędziego Tomasza Rutkowskiego stwierdził m.in., że 17 października wypił trzy, cztery lampki wina do obiadu. Zapomniał, że miał umówiony tego dnia wywiad z dziennikarzem. Czując się dobrze i w przekonaniu, że alkoholu nie ma w organizmie, wyjechał bocznymi drogami - z powodu remontu ul. Królowej Jadwigi - na spotkanie z dziennikarzem.

Aktor tłumaczył, że najpierw odjechał z miejsca zdarzenia, ponieważ nie poczuł, aby spowodował kolizję i zranił motocyklistę, który - według aktora - krzyczał i nie wyglądał na poszkodowanego. Jak podkreślił, miał wrażenie, że krzyczący obcy mężczyzna może go zaatakować. Jerzy S. zaznaczył, że żałuje tamtego zdarzenia i nigdy wcześniej nie prowadził pod wpływem alkoholu. Zauważył też, że miał rozładowany aparat słuchowy w prawym uchu, co dodatkowo sprawiło, że nie widział, o co dokładnie chodziło na początku po zdarzeniu 17 października.

Z dziennikarzami w sądzie rozmawiał motocyklista potrącony przez aktora. - Mam paraliż w lewej dłoni, w ostatnich miesiącach funkcjonuję tylko dzięki antydepresantom - powiedział Onetowi pan Sławomir. W rozmowie z mediami twierdził też, że nagranie przekazane śledczym zostało zmanipulowane i nie ma na nim samego momentu kolizji. Twierdził też, że wycięta została ścieżka dźwiękowa, na której słychać moment uderzenia.

Śledztwo ws. kolizji spowodowanej przez S.

Prokuratura w listopadzie postawiła aktorowi zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. S. został przesłuchany w charakterze podejrzanego i złożył wyjaśnienia.

- Przede wszystkim przyznał się do tego, że prowadził pojazd, będąc pod wpływem alkoholu. Wynikało to z faktu, że był wcześniej umówiony z pewną osobą, która przypomniała mu o tym spotkaniu nagle, on zapomniał o tym spotkaniu, w związku z tym, czując się dobrze po kilku godzinach od spożycia alkoholu, wsiadł do samochodu i jechał na to spotkanie - przekazał wówczas podczas konferencji prasowej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko.

Prokurator wyjaśnił również, dlaczego S. nie postawiono zarzutu spowodowania wypadku. - Zasięgnęliśmy opinii biegłych lekarzy, którzy stwierdzili, że obrażenia, których doznał kierujący motocyklem, nie naruszyły czynności narządów ciała i nie doprowadziły do rozstroju zdrowia trwającego powyżej siedmiu dni. W takiej sytuacji nie można mówić o spowodowaniu wypadku drogowego - powiedział Hnatko, cytowany przez portal Gazeta.pl. 

Gdy sprawa z kolizją wyszła na jaw, aktor opublikował przeprosiny. "Bardzo żałuję i przepraszam, że wczoraj podjąłem tę najgorszą w moim życiu decyzję o prowadzeniu samochodu. Deklaruję pełną współpracę z organami powołanymi do wyjaśnienia wczorajszego incydentu. Jednocześnie chciałem zapewnić, że wbrew doniesieniom medialnym, nie zbiegłem z miejsca zdarzenia, lecz zatrzymałem się na życzenie jego uczestnika (motocyklisty - red.) i razem oczekiwaliśmy na przyjazd policji" - napisał S w opublikowanym dzień później oświadczeniu. Za prowadzenie po pijanemu Jerzemu S. grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/PAP/Gazeta.pl/Onet.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET