`

Joanna odpowiada na konferencję policji. "Polowanie w związku z aborcją"

2 min. czytania
20.07.2023 19:05
Obserwuj nas na Google

Pani Joanna, wobec której funkcjonariusze wykonali upokarzającą kontrolę po zażyciu środków poronnych, skomentowała czwartkową konferencję prasową szefa policji. - Nigdy nie mówiłam, że mój nastrój jest związany z aborcją. Wykonałam ją ponad tydzień przed telefonem do lekarki - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". 

Pani Joanna i gen. Jarosław Szymczyk
fot. "Fakty" TVN (screen), PAP/Radek Pietruszka

Interwencja policji wobec kobiety, która zażyła środki poronne, zbulwersowała całą Polskę. "Fakty" TVN ujawniły, że pod koniec kwietnia pani Joanna zgłosiła się do lekarki po tym, jak zażyła środki przerywające ciążę. Psychiatra zadzwoniła na numer alarmowy 112 i pacjentka trafiła na SOR szpitala wojskowego w Krakowie w asyście czterech policjantów. 

Według relacji pani Joanny funkcjonariusze mieli stosować wobec niej upokarzające praktyki. "Funkcjonariusze zarekwirowali jej laptop, a kiedy lekarze z SOR zaczęli stawać w obronie pacjentki – zostali wylegitymowani i pouczeni o karze, jaka może ich spotkać za nieuzasadnione wezwanie kolejnego patrolu" - przypomniała "Wyborcza". Ostatecznie do kobiety zostali wezwani inni funkcjonariusze.

Redakcja poleca

Pani Joanna komentuje konferencję policji. "Zostałam okłamana"

W czwartek do sprawy odniósł się komendant główny policji gen. Jarosław Szymczyk. Jego zdaniem interwencja wobec pani Joanny dotyczyła możliwości popełnienia przez nią samobójstwa, o czym miała wspomnieć jej lekarka. Opublikowano również dwie rozmowy z telefonu alarmowego, które dotyczyły interwencji wobec kobiety.

- Decyzja o przeszukaniu pani Joanny była podyktowana obawą, że kobieta może mieć przy sobie przedmioty niebezpieczne, które mogłyby jej posłużyć do zrealizowania zamachu samobójczego - twierdził gen. Szymczyk.

Według "Faktów" TVN policjanci kazali pani Joannie rozebrać się, przykucnąć i zakasłać. W rozmowie z "Wyborczą" do czwartkowej konferencji prasowej policjantów odniosła się sama zainteresowana.

- Zostałam okłamana. Nagranie zgłoszenia lekarki potwierdza, że pani doktor mówi do mnie, że rozmawia z pogotowiem, tymczasem rozmawiała z policją. Nie powiedziała mi tego. Sądziłam, że przyjedzie do mnie lekarz, który mi pomoże, bo tak mówiła pani doktor - mówiła. 

Kobieta wyjaśniła: - Oburza mnie też i nie zgadzam się na to, że publicznie podawana jest informacja, że cierpię na jakieś zaburzenia. Teraz cała Polska będzie sobie dopowiadać, zgadywać, diagnozować mnie na własną rękę i analizować, na co choruję. Jakie to ma znaczenie?! Gdzie ochrona pacjenta?

Pani Joanna dodała, że podczas konferencji tylko upewniła się, że "policja urządziła na nią polowanie w związku z aborcją". - Nigdy nie mówiłam, że mój nastrój jest związany z aborcją. Wykonałam ją ponad tydzień przed telefonem do lekarki - dodała. Potwierdziła, że w rozmowie z lekarką padło słowo samobójstwo. - Ale w kontekście tego, że nie zamierzam sobie nic zrobić, ale źle się czuję - wyjaśniła.

"Wyborcza" podkreśliła, że pani Joanna złożyła zażalenie na zatrzymanie przez policjantów jej rzeczy osobistych. "Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy, który badał sprawę, orzekł, że działania policji wobec pani Joanny były niezgodne z prawem" - napisano.

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli masz myśli samobójcze lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, warto poszukać wsparcia i pomocy specjalisty. Pod tymi numerami i adresami można uzyskać pomoc – czekają na ciebie psychologowie:

  • Telefoniczna Pierwsza Pomoc Psychologiczna: 22 425 98 48
  • Telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111
  • Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych: 116 123

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET