Tajemnicza śmierć biznesmena w areszcie. "Domagał się karetki"
Prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci Sławomira C., 44-letniego przedsiębiorcy z Wieliczki. Mężczyzna zmarł w celi aresztu śledczego w Nowym Wiśniczu w Małopolsce. Wcześniej skarżył się na problemy zdrowotne. Sprawę opisała “Gazeta Krakowska”.
Sławomir C. trafił do zakładu karnego w grudniu 2022 roku. Mężczyźnie zarzucono pobicie dłużnika. Biznesmen z Wieliczki miał go uderzyć pięścią w głowę, skopać po całym ciele, a po pobiciu ukraść poszkodowanemu samochód warty 10 tys. złotych i odjechać.
Po dwóch dniach od napaści Sławomir C. został aresztowany w swoim domu przez policję. Sąd zgodził się na trzymiesięczny areszt dla podejrzanego, który na początku marca został wydłużony o kolejne trzy miesiące.
Sławomir C. zmarł w areszcie w Nowym Wiśniczu
“Gazeta Krakowska” podała, że 44-letni mężczyzna chorował na dyskopatię, zwyrodnienie stawów i kręgosłupa. W areszcie jego stan jeszcze się pogorszył po upadku w czasie spaceru w połowie lutego. Jak czytamy, w ostatnich dniach Sławomir C. nie był w stanie wyjść z celi na widzenie z bliskimi. Przed śmiercią porozmawiał jeszcze z adwokatem dzięki pomocy współwięźnia, który przyniósł go z celi.
Sprawa miała tragiczny finał. 18 marca służbę więzienną powiadomiono, że znajdujący się w celi 44-latek nie daje oznak życia. Wezwano karetkę pogotowia. Trwająca kilkadziesiąt minut akcja ratunkowa niestety nie przyniosła skutku. Mężczyzna zmarł.
- Jego pogarszający się stan zdrowia był widoczny dla mnie jako adwokata, nie lekarza, gołym okiem. Jeżeli w czwartek on idzie o własnych siłach, podpierając się o ścianę, a w piątek przynosi go współwięzień spod celi, to jednoznacznie wskazuje, że jego stan zdrowia jest bardzo zły i wymaga pilnej interwencji karetki, której przecież się domagał. Gdyby przyjechała karetka, może człowiek by żył, a to “może” znaczy życie ludzkie - powiedział w rozmowie “Gazetą Krakowską” adwokat 44-latka Paweł Śliz.
Rzeczniczka Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej w Krakowie Anna Margelist-Czajczyk wyjaśniła w rozmowie z gazetą, że osadzeni zgłaszający dolegliwości medyczne są przyjmowani przez lekarza. - W przypadku konieczności wprowadzenia leczenia w pozawięziennej placówce zdrowia osadzonym zlecane są konsultacje lekarskie realizowane przez specjalistów z danej dziedziny, którzy decydują o postępowaniu z pacjentem - dodała Margelist-Czajczyk. Rzeczniczka nie odpowiedziała jednak na pytania “Gazety Krakowskiej” o to, czy ktokolwiek w areszcie poniósł konsekwencje w związku ze śmiercią osadzonego.
Dochodzenie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Bochni. Jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów. Śledczy czekają na wyniki sekcji zwłok.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET