`

Oświadczenie ws. zatrutej galarety z Nowej Dęby. Wydano też specjalne zalecenia

3 min. czytania
20.02.2024 13:41
Obserwuj nas na Google

Małżeństwo sprzedawało galaretę garmażeryjną poza terenem targowiska w Nowej Dębie - poinformował zarządca obiektu w oświadczeniu przekazanym Wirtualnej Polsce. Jak czytamy, para prowadziła handel na terenie przyległym i nie uiściła opłaty targowej za sprzedaż swoich wyrobów. Natomiast Główny Lekarz Weterynarii we wtorkowym komunikacie podał, że działalność małżeństwa była nielegalna oraz wydał zalecenia w celu uniknięcia podobnych incydentów.

Galareta garmażeryjna, policja
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News, Karol Porwich/East News

Galaretą garmażeryjną, którą sprzedawano w Nowej Dębie, zatruło się kilka osób. W sobotę w szpitalu zmarł 56-letni mężczyzna, wciąż hospitalizowane są dwie kobiety, które przyjęto na oddział z objawami ostrego zatrucia pokarmowego. Wciąż nie jest znany los jednej z osób, która również dokonała zakupu.

Policja zatrzymała w niedzielę małżeństwo: 55-letnią kobietę i 56-letniego mężczyznę. W ich domu w powiecie mieleckim funkcjonariusze znaleźli 20 kg wyrobów mięsnych. W poniedziałek prokuratura postawiła małżeństwu zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Redakcja poleca

Zatruta galareta w Nowej Dębie. Targowisko wydało oświadczenie

Początkowo informowano, że para sprzedawała wyroby garmażeryjne własnej produkcji na targowisku. Wirtualna Polska skontaktowała się z zarządcą obiektu, SPOŁEM Powszechną Spółdzielnią Spożywców w Nowej Dębie, który w przesłanym oświadczeniu stwierdził, że małżeństwo handlowało na terenie przyległym.  

“Warunkiem sprzedaży jakichkolwiek produktów na targowisku jest uiszczenie przez sprzedawcę opłaty targowej dziennej [...]. Osoby, co do których aktualnie toczy się postępowanie, nie uiściły takiej opłaty, nie sprzedawały swoich produktów na terenie targowiska" - podano w oświadczeniu przekazanym Wirtualnej Polsce. 

Jak podał “Fakt” medycy przypuszczają, że powodem zatrucia mógł być jad kiełbasiany, ale dokładne przyczyny ustali sanepid. Próbki produktów mają jeszcze we wtorek trafić do Państwowego Instytutu Weterynaryjnego - Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach. Według WP będą poddane badaniom toksykologicznym i mikrobiologicznym.

Zatrute wyroby mięsne. Komunikat i zalecenia Głównego Lekarza Weterynarii

We wtorek Główny Lekarz Weterynarii stwierdził, że działalność małżeństwa była nielegalna. "Osoby prowadzące gospodarstwo nie widnieją w żadnym rejestrze prowadzonym przez Inspekcję Weterynaryjną w zakresie produkcji czy pośrednictwa w obrocie żywnością pochodzenia zwierzęcego. Działalność, która doprowadziła do zatrucia, była prowadzona nielegalnie. Osoby prowadzące tę działalność nie zgłosiły jej do właściwego powiatowego lekarza weterynarii, przez co prowadziły ją poza nadzorem organów Inspekcji Weterynaryjnej" - podano w komunikacie.

ZOBACZ TAKŻE:  Jak rozpoznać zatrucie jadem kiełbasianym? Objawy

W celu uniknięcia podobnych incydentów Inspekcja Weterynaryjna zaleca zakupy mięsa tylko w zaufanych źródłach, a także: 

  • Preferowanie mięsa pochodzącego od sprawdzonych dostawców lub hodowców, którzy przestrzegają standardów higieny i bezpieczeństwa żywności;  
  • Upewnienie się, że mięso posiada odpowiednie oznaczenia i certyfikaty, takie jak numer weterynaryjny świadczący o objęciu działalności związanej z produkcją żywności nadzorem Inspekcji Weterynaryjnej; 
  • Unikanie spożywania mięsa niewiadomego pochodzenia;  
  • Nie kupowanie mięsa o wątpliwym pochodzeniu, które może być oferowane na nielegalnym rynku lub przez nieuczciwych handlarzy. Trzeba też zachować ostrożność przy zakupie mięsa na ulicy lub na rynkach, gdzie pochodzenie i warunki przechowywania mogą być nieznane. 
  • Mięso powinno być przechowywane w odpowiedniej temperaturze, zgodnie z zaleceniami producenta lub przepisami sanitarnym; 
  • Należy również unikać krzyżowego zanieczyszczenia poprzez zachowanie separacji między surowym mięsem a gotowymi produktami spożywczymi;
  • Trzeba też staranne myć ręce, narzędzia kuchenne i powierzchnie robocze po kontakcie z surowym mięsem, aby zapobiec przeniesieniu bakterii na inne produkty spożywcze. 

Zdaniem prezesa Związku Polskie Mięso Witolda Choińskiego żywność sprzedawana przez małżeństwo nie została skontrolowana. - Zabrakło higieny, warunków chłodniczych i odpowiedniego zabezpieczenia produktów, które zostały wytworzone - powiedział w rozmowie z WP Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. - Mieliśmy tu produkcję bez żadnej kontroli zewnętrznej, czyli m.in. Inspekcji Weterynaryjnej. Kluczowe jest bowiem sprawdzanie jakości i warunków już na poziomie hodowli, jeśli to mięso pochodzi właśnie z hodowli domowej - zaznaczył.

Źródło: Radio ZET/Wirtualna Polska/PAP/"Fakt"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET