Emocjonalne wyznanie matki pięcioraczków. "Na początku powiedzieliśmy o trójce"

2 min. czytania
14.02.2023 13:27
Obserwuj nas na Google

Dzieci nie od razu wiedziały, że będzie pięcioro nowego rodzeństwa. Na początku powiedzieliśmy im o trójce. Nie chcieliśmy ich przerażać – powiedziała na konferencji matka pięcioraczków, które przyszły na świat w niedzielę 12 lutego w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. To kolejne "krakowskie pięcioraczki", które przyszły na świat w tej lecznicy.

Pięcioraczki w Krakowie
fot. Beata Zawrzel/REPORTER, screen: PAP/Łukasz Gągulski

Pięcioraczki urodziły się 12 lutego w krakowskim szpitalu w 28 tygodniu ciąży. Przez cesarskie cięcie na świat przyszły trzy dziewczynki i dwóch chłopców. Mają brytyjskie imiona: Charles Patrick, Henry James, Elizabeth May, Evangeline Rose oraz Arianna Daisy.

Jak informowaliśmy w poniedziałek, pięcioraczki dołączą do licznej rodziny – poza rodzicami stanowi ją jeszcze siedmioro starszego rodzeństwa – w wieku 12 lat, 10 lat, 7-letnie i 4-letnie bliźnięta oraz najmłodsze 10-miesięcznie niemowlę.

Pięcioraczki w Krakowie. Mama: "Zdarzył się cud"

Mama pięcioraczków opowiedziała Polsat News o trudach porodu oraz nastrojach panujących w rodzinie. Para niecałe 6 lat temu wróciła do Polski z Anglii. Rodzice siedmiorga rodzeństwa początkowo powiedzieli im, że urodzi się jedynie trójka dzieci. 

Redakcja poleca

- Na początku powiedzieliśmy im o trójce. Nie chcieliśmy ich przerażać, że aż pięcioro naraz przyjdzie. Nie chcieliśmy też, żeby poszły do szkoły i zaczęły rozpowiadać takie nowiny – opowiadała na konferencji prasowej kobieta. Gdy już dowiedziały się o dodatkowej dwójce, to "bardzo się ucieszyły". Noworodki ważą od 710 do 1400 gramów. Na Oddział Położnictwa i Perinatologii pod kierownictwem profesora Huberta Hurasa ciężarna mama trafiła ponad 10 tygodni temu.

Krakowskie pięcioraczki pozostają w inkubatorach

- Zdarzył się cud. Zaszłam w ciążę, gdy planowaliśmy ósme dziecko. Okazało się, że będzie ich więcej - powiedziała matka pięcioraczków. Dodała, że poszukując informacji, dowiedziała się, że Szpital Uniwersytecki w Krakowie zajmował się takim przypadkami. - Skontaktowaliśmy się z profesorem, czy zająłby się ciążą i doprowadził ją do szczęśliwego finału - wyjaśniała kobieta.

- Początkowo trójka - trzy dziewczynki - wentylowała się z niewielką pomocą tzw. formy nieinwazyjnego wsparcia oddechowego, natomiast dwóch gentelmenów musiało być wentylowanych przy pomocy mechanicznej wentylacji. W tej chwili wszystkie dzieci pozostają na wentylacji nieinwazyjnej, a to daje nam większe nadzieje, że ich płuca będą się rozwijać coraz lepiej i szybciej - wyjaśnił profesor Ryszard Lauterbach. Dodał, że pięcioraczki znajdą się wkrótce w inkubatorach na jednym oddziale, by mogły przebywać wspólnie jak najbliżej matki.

RadioZET.pl/Polsatnews.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET