`

Śmierć 8-letniego Kamila z Częstochowy. Dlaczego nie udało się zapobiec tragedii?

5 min. czytania
12.05.2023 19:28
Obserwuj nas na Google

8-letni Kamil z Częstochowy zmarł po tym, jak znęcał się nad nim jego ojczym. Rodzina była w kręgu zainteresowania opieki społecznej, szkoły, sądu i policji. W domu, w którym skatowano chłopca, oprócz oprawcy i matki, były jeszcze dwie dorosłe osoby. Mimo to nikt nie zapobiegł śmierci 8-latka. Znowu, bo Kamil to nie pierwsza, i niestety nie ostatnia, ofiara przemocy domowej w Polsce.

Kamilek
fot. Facebook/Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka im. św. Jana Pawła II

Do tragedii doszło w Częstochowie na początku kwietnia, tuż przed świętami wielkanocnymi. Po interwencji biologicznego ojca, który ma odebrane prawa rodzicielskie, chłopiec w bardzo ciężkim stanie został zabrany transportem lotniczym do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Po dwóch dniach zatrzymano 27-letniego Dawida B., ojczyma chłopca, i 35-letnią Magdalenę B., matkę Kamila. Jak ustalili śledczy, 29 marca mężczyzna znęcał się na dzieckiem w okrutny sposób. Bił go, przypalał papierosami, aż w końcu oblał wrzątkiem i posadził na rozgrzanym piecu. Miała być to kara dla 8-latka za zrzucenie na ziemię telefonu. Dawid B. usłyszał wówczas zarzut usiłowania pozbawienia życia i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad chłopcem.

Lekarze przez ponad miesiąc walczyli o życie chłopca. Niestety, osłabiony organizm Kamila poddał się nad ranem 8 maja. Chłopiec zmarł, a tuż po tym wybuchła w Polsce dyskusja o tym, kto jest odpowiedzialny za kolejną już śmierć dziecka z rąk zwyrodniałego rodzica i jak zapobiec takim tragediom w przyszłości. Politycy Zjednoczonej Prawicy zaczęli domagać się powrotu kary śmierci i skupili się wyłącznie na pokazowym ukaraniu oprawcy, a ich oponenci wskazywali na brak procedur i wadliwość systemu. 

- Cały czas zastanawiam się, co mamy na myśli mówiąc: system. Bo to jest zdaje się takie wygodne słowo wytrych - ocenia Jolanta Zmarzlik, specjalistka ds. ochrony dzieci przed krzywdzeniem w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Według ekspertki ochrona dziecka nie jest traktowana priorytetowo w obowiązującym systemie prawnym.

- Ochrona dziecka jest zapisana w przepisach różnych instytucji czy Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, a nawet w jakimś sensie w Kodeksie karnym. Nie ma tam jednak podstawowej rzeczy, czyli wypuklenia tego, że ochrona dziecka jest naczelnym hasłem w podejmowaniu różnych działań - mówi Jolanta Zmarzlik.

"Traktujemy dziecko jak przedmiot"

Z przedstawicielką Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zgadza się adwokat Małgorzata Supera, była sędzia i przewodnicząca wydziału rodzinnego. - Jeżeli ktoś w sprawie ochrony dzieci powołuje się na system, to powołuje się na jakiś byt mniej lub bardziej realny. Można wskazać różnego rodzaju instytucje, które mają działać na rzecz ochrony dzieci, ale za tym wszystkim stoi duże "ale".

Adwokat Małgorzata Supera podkreśla, że dziecko w polskim systemie prawnym jest traktowane, jako przedmiot. - Pierwsza rzecz to musimy zrobić to przemeblowanie w głowach i postrzeganie dziecka nie tylko w życiu prywatnym, ale w sferze publicznej. Dziecko jest traktowane cały czas jak przedmiot. To nie jest podmiot, czyli nie ma własnych praw. Jest przytroczony do nogi jednego lub drugiego rodzica. Przepraszam za to określenie, ale obrazuje ono sytuację dziecka. Jeżeli się zajmujemy dzieckiem, to nie myślimy przez pryzmat jego dobra, tylko sytuacji rodziny, którą uważamy za świętość. W domyśle oznacza to, że nie należy wprowadzać porządków, bo rodzice wiedzą, co robią. A to nieprawda, bo nie ma szkoły dla rodziców i na świecie istnieją nie tylko dobrzy, ale też źli ludzie. 

Redakcja poleca

Zdaniem prawniczki trzeba stworzyć odpowiednie ramy prawne, które dadzą gwarancje skutecznej ochrony dziecka. A co z istniejącymi procedurami? Dlaczego nie zadziałały one w sprawie Kamila z Częstochowy?

- Te procedury były nieskuteczne i  pokazywały z całą ostrością, że istnieje brak zaufania jednych instytucji do drugich. Pomoc społeczna wielokrotnie zgłaszała podejrzenia krzywdzenia dziecka, wystąpiła do sądu o zabezpieczenie dzieci, ale sąd nie potraktował tego, jako ważnego dowodu. Potraktował informacje pomocy społecznej tak, jakby pochodziły od kogoś z ulicy. To nie jest dobra współpraca - ocenia Jolanta Zmarzlik.

System działa na zasadzie "gorącego kartofla"

Ekspertka uważa, że system sądów rodzinnych powinien zostać gruntownie przebudowany. Sędziowie nie mogą być jedynymi odpowiedzialnymi osobami za los dziecka. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie systemu, który istnieje w Stanach Zjednoczonych. 

- Obserwowałam w Stanach Zjednoczonych taki tryb pracy sędziów rodzinnych, który polega na działaniu w zespole. Sędzia rodzinny jest przewodniczącym tego zespołu, ma decydujący głos i wydaje ostateczne postanowienie, ale zapada ono przy okrągłym stole. W obecności innych przedstawicieli systemu pomocy dziecku i rodzinie, którzy dokładają potrzebne elementy do tej decyzji. Traktowani są jak równorzędni partnerzy w decydowaniu o losie dziecka. Podkreślam: sędzia przy całej swojej mądrości i wielkości jest tylko prawnikiem - tłumaczy przedstawicielka Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. 

W sprawie Kamila z Częstochowy sąd ocenił, że nie zachodziły przesłanki do podjęcia decyzji o odebraniu dziecka rodzinie. Według wymiaru sprawiedliwości nie dochodziło do przemocy wobec chłopca.

- Sędzia siedzi za biurkiem bądź stołem sędziowskim i podejmuje decyzje na podstawie otrzymanych informacji. Jeżeli zobaczy dziecko, to dopiero na sali, gdy to już właściwie jest finał sprawy. Natomiast wcześniejszy ogląd sytuacji w rodzinie odbywa oczami kuratora. Teraz nie wiadomo, co kurator w tej konkretnej sprawie stwierdził. Była informacja z ośrodka pomocy społecznej, ale też nie wiemy, jak ona dokładnie brzmiała. Ale to właśnie jest przykład na to, jak system działa trochę na zasadzie podawania takiego gorącego kartofla: "ja swoje zrobiłem, proszę bardzo. Teraz do ciebie należy decyzja" - wyjaśnia była sędzia, adwokat Małgorzata Supera.

Przemoc to nie tylko agresja fizyczna

Ekspertki zgodnie twierdzą, że istnieje problematyczny pogląd mówiący, że odebranie dziecka to jest coś, co nie powinno się zdarzyć, bo kto lepiej wychowa dziecko niż rodzic. Winią za to polityków, którzy głoszą takie szkodliwe i nie podparte naukowo teorie.

Redakcja poleca

- To jest taki powszechny mit, którym posługujemy się my, wszyscy, jako społeczeństwo. Mówi on o tym, że najgorsza rzecz, jaka się może dziecku przydarzyć, to odebranie go z rodziny. Tyle że nie pamiętamy o tym, że nie wszystkie rodziny są zdolne do tego, żeby się prawidłowo opiekować dziećmi - podkreśla Zmarzlik.

Dużym problemem jest też właściwe rozumienie, czym jest przemoc wobec dziecka. Jak zauważa specjalistka z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, przemoc to nie tylko fizyczna agresja. - Przemoc to jest również skrajne zaniedbanie dziecka. Jeżeli dziecko jest niedożywione, ma ślady urazów na ciele, czy opuszcza szkołę, to już są to wyraźne sygnały alarmowe, aby przyjrzeć się, jak wygląda opieka nad nim. Zaniedbywanie dziecka może prowadzić do takich samych skutków, jak pobicie - uważa Jolanta Zmarzlik.

Aby skutecznie przeciwdziałać takim tragediom, jak ta z Częstochowy, trzeba opracować system analizy śmiertelnych przypadków pobicia dzieci. Jak się okazuje, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opracowała już taki projekt. Mimo że politycy początkowo byli zainteresowani wdrożeniem go do systemu prawnego, to nagle zapadła cisza w tym temacie.

- Prawnik z Kancelarii Prezydenta, pan Andrzej Dera, był zachwycony projektem ustawy. Sam prezydent miał poprzeć projekt, miał być nawet wprowadzony z jego inicjatywy, ale nagle wszystko ucichło. Sprawę przejął Rzecznik Praw Dziecka, ale chyba tylko po to, żeby utopić tę ustawę. Od lipca 2020 roku nie odpowiedział nam, co zrobi z tym projektem - bulwersuje się przedstawicielka fundacji.

Całą dyskusję dotyczącą sprawy tragicznej śmierci 8-letniego Kamila wysłuchasz w specjalnym wydaniu podcastu kryminalnego "Materiał dowodowy".

"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET