"Tam była kamerka, jakieś napisy cyrylicą". Nowy wątek ws. drona na Lubelszczyźnie
Choć MON i polskie służby twierdzą, że tajemniczy obiekt, który spadł w sobotę na Lubelszczyźnie to najprawdopodobniej dron przemytniczy, "nienoszący żadnych cech wojskowych", relacja właściciela pola, na którym znaleziono maszynę, zdaje się stać w sprzeczności z tymi ustaleniami. - Ja bym z tym dyskutował. Tam były takie elementy... jakby kamerka jakaś, coś takiego, może być szpiegowski - stwierdził pan Roman w rozmowie z Polsat News.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są wstępne ustalenia dotyczące niezidentyfikowanego obiektu w Majdan-Sielec.
- Dlaczego mieszkańcy miejscowości obawiają się, że obiekt mógł być szpiegowski.
- Co mówi rzecznik MON o charakterze rozbitego drona i jego przeznaczeniu.
- Które instytucje prowadzą dochodzenie w sprawie rozbitego obiektu w woj. lubelskim.
Niezidentyfikowany obiekt rozbił się w woj. lubelskim
Niezidentyfikowany obiekt rozbił się w sobotę po południu w miejscowości Majdan-Sielec na Lubelszczyźnie. To wieś zamieszkiwana przez ok. 200 mieszkańców i położonej ok. 50 km od granicy z Ukrainą. Służby poinformowały o wstępnych ustaleniach w sprawie zdarzenia. Zgłoszenie o znalezieniu szczątków policja otrzymała ok. godz. 17:30. Nikt nie ucierpiał. O tym, jak to wyglądało, opowiedział w rozmowie z Polsat News właściciel pola, na którym wylądowała maszyna.
- Pojechałem po siano i on już tam leżał, ale musiał w nocy spaść - relacjonował pan Roman, dodając, że kilkanaście godzin wcześniej, ok. godz. 2 w nocy z piątku na sobotę, jego samego oraz pozostałych członków rodziny obudził dziwny hałas. Gdy następnego dnia odkrył obiekt na należącym do siebie terenie, natychmiast wezwał służby. W międzyczasie zdążył się przyjrzeć urządzeniu, które - według jego relacji - niekoniecznie było dronem przemytniczym, jak sugerowały do tej pory służby.
- Ja bym z tym dyskutował. Tam były takie elementy... jakby kamerka jakaś, coś takiego, może być szpiegowski - stwierdził mężczyzna, zaznaczając, że dostrzegł również "jakieś napisy cyrylicą". - Duża było części styropianowych, ale były i metalowe - silnik, jakieś układy scalone - opowiadał rolnik z Lubelszczyzny. Zaznaczył, że "wojsko i Straż Graniczna przeszukiwały cały rejon".
MON: to najprawdopodobniej dron przemytniczy
Przypomnijmy, że rzecznik prasowy MON Janusz Sejmej przyznał w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że na Lubelszczyźnie rozbił się dron "nienoszący żadnych cech wojskowych" i że "jest to najprawdopodobniej dron przemytniczy". Według wstępnych ustaleń znaleziona w sobotę maszyna była lekkiej konstrukcji, z tworzywa przypominającego styropian.
- Dron został zabezpieczony, będzie przedmiotem badań przez biegłych specjalistów. Na miejscu nie stwierdzono śladów eksplozji. Jedną z wersji braną pod uwagę jest to, że przyczyną rozbicia się maszyny był brak paliwa - przekazał z kolei rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec. Sprawę bada na ten moment Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Lubelskim. Prawdopodobnie w poniedziałek śledztwo przejmie zamojska prokuratura.
Źródło: Radio ZET/Polsat News/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET