`

To nie był pierwszy wypadek Sebastiana Majtczaka? W tle serwis i tajemnicze badanie

3 min. czytania
03.10.2023 23:52
Obserwuj nas na Google

Wypadek na A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, nie było pierwszym, w którym uczestniczyło auto prowadzonego przez Sebastiana Majtczaka. Z ustaleń Onetu wynika, że bmw, które Majtczak feralnego wrześniowego wieczoru rozpędził do ponad 250 km/h, trzy lata temu brało już udział w wypadku, po którym musiało przejść "dodatkowe badania techniczne". Trudno jednak ustalić szczegóły tego zdarzenia, wiadomo jednak, że w tej historii ważną rolę odgrywać może serwis, który tuningował samochód 31-latka jesienią 2020 roku.

Majtczak
fot. Policja

Śmiertelny wypadek na autostradzie A1 to najgłośniejsza tragedia drogowa ostatnich tygodni. 16 września w Sierosławiu niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego śmierć poniosła trzyosobowa rodzina - rodzice oraz ich 5-letnie dziecko. Ich samochód stanął w płomieniach po tym, jak uderzyło w niego bmw, rozpędzone do co najmniej 253 km/h.

Kierowcą tego drugiego pojazdu był Sebastian Majtczak. 31-latek nie został zatrzymany w dniu wypadku. Dopiero 1,5 tygodnia później postawiono mu zarzuty, a pod koniec września wystawiono za nim list gończy oraz Europejski Nakaz Aresztowania. Dodatkowo mężczyzna poszukiwany jest czerwoną notą Interpolu. Nie wiadomo jednak, gdzie się ukrywa -  jedna z najpoważniej rozważanych hipotez mówi o tym, że uciekł na Dominikanę.

Wypadek na A1. Auto Majtczaka uczestniczyło już w innym zdarzeniu?

Jak jednak informuje Onet, wypadek z 16 września nie był jedynym, w którym uczestniczyło bmw kierowanego przez Majtczaka. Tak przynajmniej wynika z bazy Ministerstwa Cyfryzacji zwanej "Historią pojazdów", opartej na Centralnej Ewidencji Pojazdów. By skorzystać z zasobów rządowego rejestru, trzeba dysponować danymi auta. Jak podał portal, rzeczone bmw trafiło do swojego obecnego właściciela we wrześniu 2020 roku. Zostało zarejestrowane, a termin badania technicznego wyznaczono na 29 września 2023 roku.

Redakcja poleca

W listopadzie 2020 miała miejsce kontrola drogowa, ale już 18 grudnia w raporcie pojawia się adnotacja o "dodatkowym badaniu technicznym" oraz dopisek "po uczestniczeniu w wypadku". Wynik przeglądu określono jako "pozytywny". W "Historii pojazdów" nie znajdziemy jednak dokładnych informacji o zdarzeniu, które spowodowało konieczność przeprowadzenia badań.

Dziennikarze Onetu skontaktowali się z Komendą Główną Policji w celu uzyskania bardziej szczegółowych informacji na temat wypadku z 2020 roku. KGP administruje bowiem Systemem Ewidencji Wypadków i Kolizji (SEWIK), który zbiera dane o zdarzeniach drogowych. Kontakt z komendą był konieczny, ponieważ w internecie nie istnieje wyszukiwarka z otwartym dostępem, oparta na SEWIK. KGP jednak nie odpowiedziało na pytania redakcji.

"Podkręcali" moc bmw? Tuning i "narzędzie śmierci"

W artykule pojawia się wątek serwisu tuningującego, któremu auto zostało poddane. Tuning - zmiana parametrów pojazdu, celem m.in. zwiększenia jego mocy - był zresztą wspominany przez mec. Łukasza Kowalskiego, który reprezentuje krewnych zmarłej rodziny i który w jej imieniu domagał się zmiany kwalifikacji czynu, o który podejrzany jest Majtczak. Jego zdaniem bmw można określić mianem "narzędzia śmierci".

Serwis, który tuningował auto Majtczaka, w 2020 roku pochwalił się na swoim profilu na Facebooku filmikiem, na którym samochód rozpędza się do ponad 300 km/h. Nagranie już usunięto. Reprezentant serwisu w rozmowie z Onetem, choć nie pamiętał dokładnie tego modelu, bo "takich robili kilkadziesiąt", zapewniał, że mają zasadę, iż nie tuningują "mechanicznie bądź blacharsko" uszkodzonych pojazdów. Rzeczone bmw musiało więc być "całe".

Data usuniętego wpisu wskazywała jednak, że stało się to przed "dodatkowym badaniem technicznym" z grudnia 2020 i najpewniej przez owianym tajemnicą wypadkiem. Onet relacjonuje również rozmowę z przedstawicielem jednej z łódzkich stacji kontroli pojazdów, która badała bmw Majtczaka w tamtym okresie. Rozmówca portalu również nie pamiętał, czy auto miało jakieś uszkodzenia, podkreślając jednocześnie, że kontroli dokonywał "inny pracownik".

Wypadek na A1. Sprawa nagłośniona przez internautów

Przypomnijmy, że śledztwo ws. wypadku na A1 mogłoby pójść w zupełnie innym kierunku, gdyby nie internauci. To oni publikowali w sieci nagrania, z których wynikało, że w kię, którą jechała trzyosobowa rodzina, wjechało rozpędzone bmw. Wcześniejsze komunikaty policji wspominały jedynie o kii, która zjechała z jezdni i rozbiła się o barierki.

Dopiero po tym, jak sprawa została nagłośniona, zainteresowało się nią także Ministerstwo Sprawiedliwości. Szef MS Zbigniew Ziobro ogłosił, że postawieniu zarzutów będzie towarzyszyła publikacja wizerunku i personaliów sprawcy. Tak też się stało - wkrótce okazało się, że feralnego wieczoru bmw prowadził 31-letni Sebastian Majtczak, pochodzący ze znanej łódzkiej rodziny przedsiębiorców.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET