Wyniki wyborów 2023. Jak zagłosowali młodzi? Jednak nie na Konfederację i nie na Lewicę
- Dla młodych zapasy Kaczyńskiego i Tuska to pojedynek dinozaurów, osób, które zaczęły karierę polityczną długo przed tym, zanim młodzi wyborcy się urodzili. Wydaje się jednak, że Tusk wyszedł z tego pojedynku lepiej w oczach młodych - mówi w rozmowie z RadioZET.pl prof. Przemysław Sadura, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Aleksandra Pucułek: - W najmłodszej grupie wyborców największe poparcie cztery lata temu miało PiS – ponad 26 proc. Co sprawiło, że w tym roku ludzie od 18 do 29 lat zupełnie zmienili zdanie i PiS było dopiero piątą opcją w kolejności, którą wybierali?
Prof. Przemysław Sadura*, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego: - Nie tylko zmienili preferencje wyborcze, ale też w ogóle zdecydowali się pójść na wybory parlamentarne.
Frekwencja cztery lata temu wśród najmłodszych wyborców wyniosła ponad 46 proc. Teraz – według badania late poll - niespełna 70.
- Jeśli porównać różne grupy wiekowe, to ta frekwencja nie jest powalająca. Starsze pokolenia chętniej szły do urn. 50-latkowie pobili absolutny rekord. Ale przyrost frekwencji jest największy właśnie w grupie najmłodszych głosujących.
Co zadziałało? Moda na głosowanie? Wpływ mediów społecznościowych i znanych osób, które zachęcały „idźcie na wybory”?
- Trochę tak, ale główny powód większej frekwencji i zmiany preferencji to lekcje wychowania obywatelskiego, które młodzież dostała po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego. W Strajku Kobiet uczestniczyły nie tylko młode kobiety w dużych miastach. Protesty organizowano w mniejszych miejscowościach, brali w nich udział także młodzi mężczyźni. To był moment, który wciągnął najmłodszych wyborców w działalność obywatelsko-polityczną.
Pewną rolę odegrały też marsze organizowane przez opozycję i kampanie profrekwencyjne, zwłaszcza te skierowane do kobiet i realizowane przez młode dziewczyny. Prawo i Sprawiedliwość przestało też zabiegać o głos młodych, a wcześniej oferowało np. piątkę dla zwierząt.
A historia i teraźniejszość w szkołach ponadpodstawowych? Miała zmienić myślenie uczniów.
- Akurat młodzież jest bardzo wrażliwa na takie kwestie.
Jak jej się coś narzuca, to robi na odwrót?
- Tak i też dlatego, niezależnie od preferencji partyjnych, młodzi ludzie mają np. alergię na kult Jana Pawła II, który był zbyt nachalnie uprawiany w szkołach i zadziałał w sposób odwrotny od zamierzeń. Próby promowania określonych wartości i postaw przez partię rządzącą i Ministerstwo Edukacji i Nauki spełzły na niczym.
Młodzi socjalizowali się politycznie poza szkołą, w trakcie manifestacji i protestów. Symbol ośmiu gwiazdek, czyli ocenzurowana wersja wulgarnego hasła "J**** PiS", które pojawiało się w mediach społecznościowy, stało się wręcz wyrazem postaw całego pokolenia.
Lekcje edukacji obywatelskiej wszędzie tylko nie w szkole. Smutny ten pierwszy wniosek.
- Ale wzrosła też wiara w to, że jest sens zmobilizować się i głosować. Nastała swoista moda, żeby w tych wyborach wziąć udział. Młodzież trochę w ten sposób działa. Do tej pory żyliśmy w przekonaniu, że wyborcy opozycji, jeśli podejmują decyzje i głosują, to robią to indywidualnie. Głosowanie kolektywne było domeną wyborców PiS-u - całymi rodzinami, społecznościami po mszy szli bezpośrednio do lokali wyborczych i oddawali głos na partię Jarosława Kaczyńskiego.
To, co widzieliśmy w niedzielę, obserwując wielogodzinne kolejki przed lokalami wyborczymi, przyciągało. Młodzi ludzie czekali, by oddać swój głos, w atmosferze karnawału, jako wspólnota, kolektyw. Widać było, że świetnie się bawią, a z drugiej strony czują wagę swojej decyzji, mieli poczucie sprawstwa. To było fenomenalne i może mieć znaczenie na przyszłość. Być może dzięki temu wzrost frekwencji nie będzie jednorazowy i osoby, które już raz się zaktywizowały politycznie, i to jeszcze w tak młodym wieku, pozostaną aktywne.
Wśród najmłodszych wyborców największym poparciem cieszyła się Koalicja Obywatelska - prawie 28 proc. Trzeciej Drodze i Lewicy przypadło po 17,5 proc., Konfederacji niespełna 17 proc, a PiS - prawie 15. To na razie wyniki oparte na badaniu late poll. Co najbardziej zaskakuje w tych decyzjach? Tak słaby wynik Lewicy czy Konfederacji, która była bardzo popularna wśród młodych?
- Wynik Konfederacji jest zaskoczeniem nawet dla samej Konfederacji. Ale rzeczywiście to ugrupowanie zrobiło wiele, żeby młody elektorat stracić. Późną wiosną Konfederacja notowała spektakularny wzrost poparcia w sondażach. Jednocześnie ubyło wtedy osób niezdecydowanych. Czyli to nie byli wyborcy innych partii, którzy przypłynęli do Konfederacji, tylko niezdeklarowani.
Jak wynikało z moich badań wśród elektoratu tej partii, ci nowi wyborcy i wyborczynie oczekiwali głównie niskich podatków. Byli liberalni ekonomicznie, ale byli też liberalni w innych obszarach. Kobiety przedstawiały się raczej jako feministki. Młodzi mężczyźni popierali równouprawnienie kobiet. Wyrażali postawę tolerancyjną wobec osób LGBT, nie mieli ksenofobicznych poglądów. Nie wyobrażali sobie Polski poza UE. Popierali politykę klimatyczną, a walka z tą polityką jest przecież na sztandarach Konfederacji.
Gdy media w związku ze wzrostem sondażowym Konfederacji zaczęły się nią interesować i poświęcać jej więcej miejsca, to młodzi dopiero wtedy usłyszeli, jakie inne postulaty - oprócz niskich podatków - ma Mentzen i inni liderzy tej partii. Zorientowali się, na kogo planują oddać swój głos i Konfederacji poparcie zaczęło spadać. Balon sflaczał, liczba niezdecydowanych znów wzrosła, na co Konfederacja zareagowała paniką i odpaliła swoje tradycyjne, konserwatywne, odrzucające już młodych do reszty hasła. Dokonała rytualnego samozaorania.
Konfederacja czy inna partia populistyczna w tym stylu ma spory potencjał, jeśli chodzi o młodych. Musiałaby tylko skrajnie neoliberalne postulaty czy wręcz darwinizm społeczny łączyć z liberalizmem światopoglądowym. Opakowanie tego w tradycjonalizm, konserwatyzm zawsze zaowocuje niskim wynikiem wyborczym.
Gdzie ci młodzi w takim razie popłynęli?
- Trzeba by to dokładnie zbadać, ale intuicyjnie stawiałbym, że raczej nie do PiS-u, bo młode osoby, które początkowo deklarowały, że poprą Konfederację, byli bardzo anty-PiSowscy. Część zapewne wybrała Trzecią Drogę, część KO, bo uprzedzenia wobec Tuska były większe w przypadku twardego elektoratu Konfederacji. Nie wykluczałbym, że część zagłosowało też na Lewicę.
To pewien paradoks.
- Tak, ale kiedy Lewica przeprowadzała sondaże, okazało się, że pewna grupa wyborców młodego pokolenia waha się między Lewicą a Konfederacją. Wydaje się, że to jest absurd, ale tego typu zjawiska zdarzały się już wcześniej. Gdy zadebiutowała partia Razem i stosunkowo krótko istniała Nowoczesna Ryszarda Petru, to wyborcy Nowoczesnej deklarowali, że partią drugiego wyboru jest dla nich Razem i odwrotnie. Tymczasem ich programy ekonomiczne były absolutne skrajne.
Skąd takie skrajne wahania?
- To efekt nowości, a z drugiej strony pewnej skłonności młodych do głosowania na wyrazistych polityków i polityczki. Do tego najważniejszą wartością dla młodego pokolenia jest wolność. Paradoksalnie i Konfederacja, i Lewica, tylko w inny sposób, tę wartość wyraża. Ona jest też trochę inaczej genderowo odbierana. To znaczy kobiety mówią w tym wypadku najczęściej o prawach reprodukcyjnych. Czyli wolność odbierają osobiście przez swoje ciała. Mężczyźni patrzą na sferę ekonomiczną i gospodarczą. Ale źródłem obu postaw jest przywiązanie do idei wolności.
To co z tą Lewicą nie wyszło? Kampania, media społecznościowe zawiodły?
- Lewica oddała pole Konfederacji na TikToku. Z opóźnieniem i niezbyt skutecznie działała na tym kanale. Przede wszystkim jednak partia, która deklarowała, że najważniejsze są dla niej prawa kobiet, mówiła wręcz, że jest kobietą i chciała apelować przede wszystkim do młodych kobiet...
Na pierwszą linię wystawiła mężczyzn.
- Właśnie i to był błąd. Trzech liderów trzeba było zmienić na jedną liderkę z młodego pokolenia i to by dało znakomity wynik wśród najmłodszych wyborców. Jak spojrzymy wyłącznie na partię Razem, która wystawiła głównie młode polityczki, np. Dorotę Olko w Warszawie, czy Darię Gosek-Popiołek w Krakowie, to one niejednokrotnie wyprzedziły bardziej doświadczonych i znanych polityków.
A dlaczego młodzi nie głosują już tak licznie na PiS?
- Bo nie mają powodów, żeby głosować. Jedyną rzecz, jaką PiS zrobił dla młodych, to likwidacja podatków. Ale akurat likwidacja podatków działa zupełnie inaczej niż 500 plus.
Bo 500 plus to jest coś, co dostają do ręki. Coś namacalnego.
- W dodatku dostają co miesiąc. Można im przypomnieć od kogo dostają. Co do podatków ludzie mają często takie poczucie, że to co zarobili, należy do nich. Podatki traktują jako zło konieczne, więc jak zwolnimy ich z podatku jednorazową decyzją, to niczego nie zyskujemy, bo po prostu postąpiliśmy zgodnie z ich przekonaniem. Przywróciliśmy to, co normalne. Transfery socjalne działają jak obietnica, a po wprowadzeniu kiedy są już wypłacane nawet mocniej.
Odwrócę pytanie, dlaczego wciąż głosują na PiS? Rodzice, środowisko, w którym się wychowują? Czy jednak program?
- Rodzice pewnie mają wpływ na socjalizację polityczną dzieci, bo wspólnie z nimi oglądają programy informacyjne, dyskutują o polityce. Programowo PiS tym razem młodzież sobie odpuścił. Zupełnie nie miał propozycji dla młodych. Przestał o nich walczyć, bo wiedział, że nakłady, które trzeba by ponieść, będą nieadekwatne do potencjalnego efektu. Starał się wycisnąć po raz trzeci tę samą cytrynę i podbić frekwencję wśród najstarszych, co się nie udało.
Dla młodych jest bardziej memiczny?
- Zdecydowanie. Zresztą było ryzyko, że i Tusk może taki być. Dla młodych zapasy Kaczyńskiego i Tuska to pojedynek dinozaurów, osób, które zaczęły karierę polityczną długo przed tym, zanim młodzi wyborcy się urodzili. Wydaje się jednak, że Tusk wyszedł z tego pojedynku lepiej w oczach młodych.
Czego chcą młodzi? Co trzeba zrobić, żeby ich głos utrzymać?
- Nie zawieść ich, czyli zrealizować ich potrzeby, spełnić obietnice skierowane do tej grupy. Oni chcą być częścią normalnego, nowoczesnego, europejskiego społeczeństwa. Są dużo mniej tradycyjni i dużo bardziej poddani sekularyzacji niż starsze pokolenia. Są przywiązani do wolności indywidualnej, do swobody wyboru, decydowania o stylu życia, o tym, kogo kochają.
Dla młodych kobiet istotne są postulaty związane z prawami kobiet, prawami reprodukcyjnym, prawem do antykoncepcji, również tej awaryjnej. Generalnie dla osób młodszych, które nie chorują tak bardzo, którym jeszcze daleko do emerytury, ważne są usługi transportowe, mieszkaniowe, edukacja. Wiadomo, że przy kolejnych wyborach niektórzy najmłodsi wyborcy będą już w starszej grupie, więc będą mieli inne potrzeby. Ale poczucie, że wcześniej byli potraktowani przez określoną siłę polityczną w sposób poważny, może spowodować, że wciąż pozostaną wyborcami danej partii.
*Dr hab. Przemysław Sadura – profesor UW, szef Katedry Socjologii Polityki na Wydziale Socjologii UW, kurator instytutu badawczego „Krytyki Politycznej". Latem nakładem "Krytyki Politycznej" ukazała się jego książka „Społeczeństwo populistów", którą napisał ze Sławomirem Sierakowskim.
- "Trzecia Droga nie przetrwa do kolejnych wyborów." Profesor Kazimierz Kik nie ma złudzeń
- Tusk nie będzie premierem? Pojawił się inny kandydat. "Dogada się ze wszystkimi"
- Oficjalne wyniki wyborów 2023. Konferencja prasowa PKW
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET