Ocenoza, egzaminoza, korepetycje. Pierwsze dni szkoły pokazały największe bolączki polskiej edukacji
Lekcje na dwie zmiany, czasem nawet do 20. Po drodze kilka zastępstw, okienek, sprawdzianów. A na koniec korepetycje. Co najmniej dwa razy w tygodniu. Już pierwsze dni roku szkolnego 2023/2024 pokazały jak na dłoni patologie naszego systemu edukacji. Na czele z jedną. W polskiej szkole nikt nie chce być. Ani nauczyciele, ani rodzice, ani uczniowie.
- Nauczycielka nie uczy, tylko wymaga – z tego powodu Aneta zapisała na korepetycje z matematyki swoją najstarszą córkę, tegoroczną maturzystkę. Godzina kosztuje 70 zł. Do tego od czasu do czasu dziewczyna bierze dodatkowe lekcje z chemii – 50 zł. Młodsza córka, licealistka w pierwszej klasie, chodzi na hiszpański (50 zł godzina). Miała mieć też korepetycje z matematyki, ale nie było już miejsc.
Biznes ewidentnie się kręci. Według portali z ogłoszeniami o korepetycje najczęściej dzieci chodzą na matematykę, angielski i fizykę. Ceny są zróżnicowane, ale 200 czy 300 zł za godzinę coraz rzadziej dziwi. Nieważne, czy przed maturą, w piątej klasie czy w siódmej. Nieważne też, czy chodzi o nadrobienie braków, wygranie olimpiady, czy świetnie zdane egzaminy. Rodzice zapisują dzieci na dodatkowe lekcje niemal już w każdym wieku.
Brak nauczycieli, więc korepetycje
Zaczęło się od reformy edukacji. O miejsca w szkołach średnich walczyli jednocześnie ostatni absolwenci gimnazjów i pierwsi absolwenci ośmioklasowych podstawówek. Liczył się więc każdy punkt z egzaminu. Gdy podwójny rocznik wypełnił po brzegi licea i technika, nie było gdzie organizować zajęć przygotowujących do konkursów i olimpiad. Uczniowie wciąż chodzili więc na prywatne lekcje. A potem przyszła nauka zdalna i jeszcze większe zapotrzebowanie na korepetycje. Na tym nie koniec, bo do szkół średnich, i tak już przepełnionych, znów zdawały większe roczniki (efekt kolejnej reformy edukacji). Czyli wróciliśmy do walki o każdy punkt przy rekrutacji, a co za tym idzie walki o dodatkowe lekcje.
Rodzice mówią wprost: zaprzeczenie szkoły, patologia, największa porażka polskiej edukacji. Ale dodatkowych lekcji dzieciom nie odmówią. Zwłaszcza, że podstawowych lekcji w szkole uczniowie często nie mają. - Nasza kuzynka z Warszawy rok temu przez niemal cały semestr nie miała polskiego. Polonistka zachorowała., szkole nie udało się znaleźć nowego nauczyciela. Rodzice zapisali więc dziewczynkę na korepetycje, chociaż była dopiero w siódmej klasie – opowiada Aneta.
- Ale np. córka znajomej, świetna z matematyki, automatycznie poszła na korepetycje, gdy zaczęła naukę w liceum – dodaje. Z podobną sytuacją spotkała się Karolina, polonistka i korepetytorka. Niedawno miała uczennicę świetnie piszącą, bardzo dobrą z polskiego. Tłumaczyła mamie nastolatki, że dodatkowe lekcje są niepotrzebne. - Mama uparła się. Nie widziałam sensu mojej pracy, więc ostatecznie odmówiłam udzielania korepetycji. Byłoby to nie fair – wspomina. To pokazuje jedno: brak zaufania rodziców do dziecka i do szkoły. A to gigantyczny problem.
A jeśli o braku nauczycieli mowa to… - Na rok szkolny 2023/2024 musiałam zatrudnić 14 nowych osób. Głównie anglistów – mówi Magdalena Mazur, dyrektorka SP nr 12 w Krakowie. Jeden z nauczycieli wyjechał z granicę, inni znaleźli pracę w zupełnie innych branżach. Kolejni wrócili do rodzinnych miejscowości, bo w Krakowie nie byli w stanie się utrzymać z nauczycielskiej pensji. Obecnie w krakowskiej podstawówce zostały tylko do obsadzenia godziny z edukacji dla bezpieczeństwa. Jak na takie roszady, dyrektorka uważa to za sukces. Inni aż tyle szczęścia nie mieli.
Rok szkolny 2023/2024 bez nauczycieli
To internetowy wpis jednej z mam, której dziecko chodzi do przedszkola. „Pani dyrektor ogłosiła, że brakuje 3 nauczycieli. Jest 5 grup, w każdej musi być 2 wychowawców, więc jest duży problem. Obecnie panie zgodziły się, by zostawać dłużej, by pokryć wakat, ale to wszystko jest na granicy legalności i bezpieczeństwa dzieci, bo jak utrzymać koncentrację przy 25 dzieci przez 8 czy 10 godzin. Teraz pani dyrektor będzie namawiać studentów 5 roku i mieć nadzieje, że kuratorium przymknie oko na niepełne wykształcenie. Jeśli to się nie uda to będzie musiała skrócić czas pracy przedszkola, co będzie gigantycznym problem dla rodziców by wyrobić się z odbiorem dziecka przed 16.”
A to kolejny wpis, tym razem wiadomość od dyrektora liceum do rodziców uczniów: "Jeśli znają państwo jakiegoś nauczyciela matematyki, bardzo proszę skontaktujcie się ze mną tą drogą, jesteśmy w rozpaczliwej sytuacji." Tylko 4 września, w dzień rozpoczęcia roku szkolnego, 900 dyrektorów wystawiło oferty pracy dla nauczycieli na kuratoryjnych stronach. "Po pierwszym tygodniu września mamy 9 tys. aktywnych ofert pracy na stronach 16 kuratoriów" – wyliczają eksperci z edukacyjnej grupy Dealerzy Wiedzy.
Co to oznacza w praktyce, tłumaczył Sławomir Broniarz, prezes ZNP w rozmowie z RadioZET.pl. - Brak jednego nauczyciela np. chemii powoduje, że 20, 40, czy nawet 60 uczniów nie ma chemii z fachowcem - mówił. Wakatów byłoby o wiele więcej, gdyby nie pracowali emeryci, albo nauczyciele nie braliby godzin ponadwymiarowych. Wielu ma 1,5 etatu albo i więcej.
Teraz wyobraźmy sobie, że taki nauczyciel idzie na L4. Zresztą nie musimy sobie wyobrażać, bo szkoły przeżywały to już w zeszłym roku. - Zastępstwo zastępstwem pogania – opowiadała nam zimą Małgorzata Piątkowska, dyrektorka Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 5 w Łodzi.
Zdarzało się, że w tygodniu nie było nawet ośmiu osób z kadry, a dyrekcja musiała zorganizować 50 godzin zastępstw. Rzadko udawało się, by do klasy w razie nieobecności np. biologa przychodził inny biolog. - Gdy nie mieliśmy polonistki, wchodziłam na zastępstwa i prowadziłam polski. Innej możliwości nie było – opowiadała Piątkowska, która na co dzień uczy historii, wosu, woku i plastyki.
Lekcje do godziny 20
Główny powód odchodzenia z pracy nauczycieli to pieniądze, ale też atmosfera i poczucie zrezygnowania – brak na nadziei na zmiany na lepsze. W szkole – z podobnych powodów - nie chcą pracować też dyrektorzy. - Konkurs został rozstrzygnięty w grudniu za pierwszym razem. Zgłosiła się jedna kandydatka i wygrała – mówi Bogusław Olejniczak, były już dyrektor XI LO w Łodzi, który od września przeszedł na emeryturę.
To wcale nie taka oczywista sytuacja, bo w wielu miastach na kilkadziesiąt ogłaszanych konkursów zazwyczaj w co najmniej kilku konkursach nie było żadnego kandydata. Nawet jeśli już ktoś się zgłosił, często był jedynym chętnym. Na tym nie koniec braków, bo w szkołach coraz mniej osób chce też brać wychowawstwa. 300 zł dodatku, dziesięć razy więcej obowiązków - nauczyciele do takiego zadania się nie garną. - Dwie młode nauczycielki zaraz po studiach dostały wychowawstwo, ale innej możliwości nie było – przyznaje Magdalena Mazur. Zdarza się też, że ci, którzy już się na to godzą, dostają dwa wychowawstwa i to w dwóch różnych szkołach.
Przy braku nauczycieli, wychowawców, a czasem i dyrektorów, luki w planach lekcji nie powinny teoretycznie dziwić. Choć ewidentnie o systemie edukacji w Polsce dobrze nie świadczą. "Kiedy w jednej szkole plan był już gotowy, dostałem telefon z drugiej, abym natychmiast powiedział w pierwszej, że nie mogą dawać mi lekcji w środę po południu, gdyż muszę tutaj pracować dłużej" – opisuje Dariusz Chętkowski, nauczyciel polskiego i etyki z Łodzi.
Plan zajęć i tak runął już pierwszego dnia. "Okazało się, że ktoś nie może jednak pracować u nas we wtorek rano, bo musi być w tym czasie na drugim końcu miasta w innej szkole. Przyjedzie do nas dopiero po południu. Dostaliśmy więc nowy plan, gorszy od poprzedniego" – pisze na swoim blogu. Ostatecznie na etykę z nim uczniowie czekają dwie godziny.
Młodzież, ze względu na braki kadrowe i dzielenie się nauczycielami, ale też przez większe roczniki w liceach i technikach, spędzi w szkole niejeden poranek i wieczór. Nie pomogły remonty i przerabianie bibliotek, kuchni na sale, czy radiowęzłów na dodatkowe łazienki. To zresztą również nie świadczy o tym, że do naszych szkół dotarł XXI wiek.
W Zespole Szkół Gastronomicznych w Łodzi, żeby pomieścić wszystkich uczniów, zajęcia zaczynają się od godziny zerowej, czyli 7, a kończą o 18.45. W Zespole Szkół nr 2 we Wrocławiu standardem są lekcje do godz. 16.30. Ostatnie zajęcia kończą się o godz. 20. Niechlubny rekord należy jednak do Zespołu Szkół Technicznych w Rybniku. Ostatni dzwonek dla kilku klas dzwoni tu o 20.20.
Ocenoza, egzaminoza i praca domowa
Po wieczornej zmianie uczeń nieraz powinien jeszcze siąść w domu i uczyć się do klasówki, kartkówki, albo do matury. - Skąd dzieci będą miały motywację do nauki? - usłyszała Aneta Tołoczko-Hordyj, dyrektorka SP nr 28 w Warszawie, gdy zaproponowała rodzicom, żeby nie było ocen. Ocenoza i egzaminoza, spadek po szkole pruskiej, wciąż w polskiej szkole XXI wieku mają się dobrze. Choć nie od dziś wiadomo, że sprawdziany motywują raczej do zdobywania ocen, nie do zdobywania nowych umiejętności.
Nauczyciele widzą to zwłaszcza przy rozdawaniu klasówek, gdy dzieci nie przeglądają, co zrobiły dobrze, co źle, ale ile mają punktów i czy ocena się zgadza. Krążące po sali ściągi w trakcie sprawdzianu i pochowane pod stołami komórki też o czymś świadczą. - Dzieci, które chodzą do szkoły, mają prawo nie wiedzieć. Po to chodzą do szkoły, żeby się dowiedzieć. A w systemie stopni są karane za to, że nie wiedzą – mówi Marzena Kamińska, dyrektorka VI LO w Lublinie, której z trudem, ale udało się wprowadzić system bez ocen. To nie jedyny paradoks.
- Sama po sobie widzę, że zaczynam słabiej uczyć, gdy uczniowie decydują się na maturę z WOS-u – nie ukrywa Aleksandra Dulas, nauczycielka wiedzy o społeczeństwie. - Mam poczucie, że daję im mniejszą wiedzę o świecie, bo przygotowuję ich do egzaminu, a nie uczę ich myślenia, tego jak funkcjonować w społeczeństwie, jak być aktywnym, jak brać odpowiedzialność za swoje otoczenie. Jak zaczynamy się uczyć do egzaminu, to zaczynamy ryć. Sama nudzę się na tych lekcjach, bo chcąc zdążyć z materiałem do matury, trudno jest wyjść poza ramy - tłumaczy.
Co najlepsze Aneta Tołoczko-Hordyj nieraz to samo samo słyszy od rodziców. Podczas wywiadówek przyznają, że gdy siadają w szkolnych ławkach, czują się mali, wręcz stresują się, bo przypomina im się ocenianie i sprawdziany. A jak patrzą na przemęczone dzieci to na myśl o kolejnym roku szkolnym czują się zmęczeni. - Gdy pytam córkę: "co masz dziś zadane", sama mam gęsią skórkę – stwierdza Monika, mama Julii.
Szóstoklasistka w szkole zazwyczaj zapisze temat, krótką notatkę, parę punktów. Reszta do domu. Wraca, pół godziny odpoczynku. I o 16 zaczyna się druga szkoła. Z rodzicami jako nauczycielami, bo zazwyczaj młodsze dzieci same wszystkich zadań nie potrafią zrobić. - 1 września, czyli gdy jeszcze nie zaczęliśmy roku szkolnego, historyczka napisała nam, żebyśmy przypomnieli sobie ostatnie rozdziały, które przerabialiśmy przed wakacjami. We wtorek, 5 września, miała nas z tego pytać - nie ukrywa złości Przemek, licealista. Klasa zbuntowała się, nauczycielka odpuściła. - Ale krwi pod koniec wakacji nam napsuła – podkreśla Przemek.
Edukacja domowa czy szkoła prywatna?
Non stop oceniani, spędzający całe dnie w szkole i nad pracą domową, słyszące tylko o maturze i egzaminie ósmoklasisty uczniowie słabną psychicznie. - Od dzieci, nastolatków często słyszę jeden komunikat: nie mam siły. Mówią to albo ze złością, albo ze łzami w oczach albo z lękiem. Nauczyciele pędzą z materiałem, nie zawsze odpowiednio motywując uczniów. Przez liczbę zajęć dydaktycznych zanika pomoc koleżeńska – zauważa dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
Jak podają psychiatrzy, statystycznie w 25-osobowej klasie połowa ma problemy z samoakceptacją, co piąta osoba doświadcza przemocy rówieśniczej, a nawet dwie, trzy osoby mogą mieć myśli samobójcze. Ratunkiem coraz częściej jest ucieczka do szkół prywatnych albo edukacji domowej - ewidentny znak zapaści w oświacie. Dziś szkoły niepubliczne stanowią już 13 proc. wszystkich szkół. Uczy się w nich prawie 300 tys. osób, czyli ponad 6 proc. wszystkich uczniów. Do tej pory rodzice zapisywali tu dzieci, żeby mieć coś ekstra. Teraz szukają normalności.
Podobnie jest w wypadku edukacji domowej. Zaledwie w 2021 roku z edukacji domowej korzystało 19,9 tys. dzieci. Według danych MEiN pod koniec roku szkolnego 2022/2023 taką formę nauki wybrało ponad 42,3 tys. dzieci w Polsce. Są to uczniowie zarówno podstawówek, jak i szkół średnich.
Ci, którzy zostali, chodzą w kratkę. - Przychodzą później, wychodzą wcześniej. Zwalniają się z lekcji, nawet nie podając przyczyny. Albo tłumaczą się na różne sposoby. Np. zwalają winę na transport – opisuje, co słyszy od uczniów Chętkowski. W ten sposób chcą zaoszczędzić czas na korepetycje, przygotowanie się do olimpiad, matury, albo po prostu na spotkania z rówieśnikami. Czyli na to, co powinni robić w szkole. Od szkoły tymczasem młodzież ma jedno wymaganie: żeby im nie przeszkadzała. W rozwijaniu pasji, w nauce, w życiu. I to chyba najgorsza z możliwych recenzji dla polskiego systemu edukacji.
- Początek roku szkolnego. Nauczycielka Roku 2022: Na system nie mamy wpływu. Ale na atmosferę tak
- Darmowa komunikacja dla uczniów, stypendium dla studentów. Program wyborczy Lewicy a edukacja
- Rok szkolny 2023/2024. Co nowego w szkołach od września?
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET