Zakazać telefonów w szkołach? "To nie jest tak, że powiemy nie i problem się skończy"
- Kraje, które do tej pory słynęły z angażowania urządzeń elektronicznych w edukację, odchodzą od tego ze względu na to, że dzieci zapominają, jak korzystać z długopisów, zeszytów. Nam to nie grozi. Nasza szkoła jest jednak szkołą tradycyjną - mówi Radosław Potrac, Nauczyciel Roku 2023. Choć szkoły nie ukrywają, że muszą coraz bardziej kombinować, żeby ciekawie i skutecznie przekazać treści uczniom.
Są zdecydowanie mniej cierpliwi. Lubią krótkie ćwiczenia i najlepiej od razu z rozwiązaniem. Do tego szybko się nudzą, próbują wychodzić z sali pod byle pretekstem. To dwie główne zmiany z ostatnich lat u uczniów, jakie od razu przychodzą na myśl Ewie Wachowicz, matematyczce, wicedyrektorce Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Łodzi.
Jest jeszcze trzeci punkt. W czasie samodzielnych zadań nie potrafią się skupić. Niektórzy pytają, czy mogą wyjąć telefony, słuchawki i włączyć sobie muzykę. - Mam uczniów, którzy bez tego byli rozkojarzeni, nie wiedzieli, od czego zacząć. Gdy pozwalałam zakładać słuchawki, wszystko było dobrze rozwiązane – opowiada Wachowicz.
Niemal identyczne spostrzeżenia ma Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. - Mają bardzo duże problemy z koncentracją. Jeśli się koncentrują to zwykle na chwilę. Zadania muszą być krótkie, musi być chwila przerwy między nimi, czas na rozmowy – wylicza. Powodów tych zmian niektórzy upatrują m.in. w multimediach, a zwłaszcza w telefonach komórkowych.
Szkoły w Europie zakazują telefonów
„Korzystanie [z nich] negatywnie wpływa na samopoczucie i funkcjonowanie w szkole, prowadzi do cyfrowego znęcania się nad innymi, problemów z koncentracją oraz utrudnia prowadzenie zajęć”. To fragment brytyjskich badań, na podstawie których władze w Wielkiej Brytanii zdecydowały się wprowadzić zakaz używania telefonów w szkołach. Na podobne ograniczenia bądź rekomendacje zdecydowała się też m.in. Francja, Portugalia, a ostatnio Holandia i Norwegia. Wraz ze zmianami zasad w tych krajach wraca dyskusja o komórkach w polskich szkołach.
„Uzależnienie od telefonu można porównać do tego od narkotyków, a dostęp do cyfrowego nauczania nie wyrównuje szans wśród uczniów pochodzących z różnych środowisk" - argumentuje Instytut Spraw Obywatelskich w niedawnym apelu do ministerstwa edukacji i oczekuje – wzorem innych państw – zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach już od września 2024 roku. Z zastrzeżeniem, że można byłoby z nich skorzystać jako z pomocy naukowej albo w sytuacjach awaryjnych. W obu przypadkach zgodę na to musiałby wyrazić nauczyciel.
Z drugiej strony niektórzy uczniowie i społecznicy edukacyjni sięgają do prawa oświatowego, z którego wynika, że szkoła nie może zakazać przynoszenia telefonu. Odwołują się też do prawa własności i przypominają, że telefonu nie można nikomu konfiskować.
Telefony tak, ale za zgodą nauczyciela
Wbrew pozorom sytuacja jest prosta. Szkoły znalazły sposób, by wprowadzić jedno i drugie rozwiązanie. Jak to możliwe? - W czasie przerw i lekcji uczniowie mają telefony wyłączone w plecaku. Natomiast nie ma zakazu ich wnoszenia na teren szkoły. Jeśli dziecko chce zadzwonić do rodzica w pilnej sprawie, pyta nauczyciela i taką zgodę otrzymuje. W czasie lekcji, również za zgodą nauczyciela, klasy korzystają z telefonów, kiedy np. rozwiązują testy wymagające różnych aplikacji edukacyjnych. Albo gdy mają zweryfikować jakąś informację – opowiada Dorota Kuchta.
Czyli ograniczenie używania jest, ale zakazu przynoszenia i konfiskaty nie ma. Gdy mowa o konfiskacie, wicedyrektorce ZSO nr 1 w Łodzi od razu przypomina się gimnazjum, w którym wcześniej uczyła. Tam wręcz rodzice prosili, żeby przetrzymać dziecku telefon, bo sami nie mogli sobie już poradzić. - Staraliśmy się jednak tego nie robić – wspomina Wachowicz.
Obecnie w podstawówce należącej do ZSO nr 1 są identyczne zasady jak w szkole w Legionowie. Czyli telefonów nie wolno używa na przerwach i lekcjach, chyba że za zgodą i na wyraźne polecenie nauczyciela. Dzieci to respektują. - Oczywiście są osoby, które próbują wyciągać komórki na przerwach, ale wiedzą, że grozi im za to niższa ocena z zachowania – mówi Wachowicz. Rodzice są również poinformowani o tym, że jeżeli coś się stanie z telefonem, to podstawówka nie ponosi za to odpowiedzialności.
Z nosem w telefonach, ale zakaz nic nie da
Inaczej sytuacja wygląda w liceach, gdzie uczniowie często są już pełnoletni. - Nie używamy telefonów podczas lekcji, chyba, że na polecenie nauczyciela – mówi Wachowicz. Niektórzy stawiają pudełko na pierwszej ławce i proszą o odłożenie tam wyłączonych komórek. Wicedyrektorka stosuje to w czasie klasówek. Ale na niektórych lekcjach prosi uczniów o skorzystanie z komórek. - Na przykład gdy przygotowuję kartę pracy, robię zdjęcie i wysyłam na grupę. Każdy ma przed sobą treść zadania, nie muszę marnować papieru na kserówki – opowiada.
Jak to wygląda na przerwach? Zakazu korzystania już nie ma i są tacy, którzy rozmawiają ze sobą, a są tacy, którzy siedzą z nosami w telefonach. - Niestety, to już jest przedłużenie ręki i odcięcie się od tego z dnia na dzień będzie niemożliwe – uważa Wachowicz. - Uczniowie będą próbowali korzystać z telefonów w szatni, w toalecie, a my przecież nie będziemy chodzili za dzieckiem jak śledczy. To nie jest tak, że powiemy „nie” i problem się skończy.
Poza tym, jak mówi, na jednej matematyce nie odzwyczai dzieci od komórek, słuchawek itd. To musi być proces, który odbywa się też w domu. - Uczniowie biorą przykład z dorosłych, a ci też trzymają w ręku cały czas telefony - przypomina.
"Nasza szkoła wciąż szkołą tradycyjną"
- Możemy pójść w kierunku „telefony to zło”, ale jest to zło, które zastaliśmy i w którym funkcjonujemy – dodaje Radosław Potrac, Nauczyciel Roku 2023, historyk, nauczyciel wspomagający w SP nr 30 im. Powstańców 1863 r. w Warszawie. Dlatego za podstawę uważa ustalenie zasad, granic i dyskusję, w której wezmą udział zarówno nauczyciele, rodzice, jak i przedstawiciele uczniów. - Ostatnio słyszałem o szkole, w której zdecydowano o niekorzystaniu z telefonów, po czym samorząd uczniowski złożył petycję i poprosił o zmianę decyzji. Wchodzimy powoli w etap, w którym trzeba znać prawo, umieć z niego korzystać, ale przede wszystkim trzeba się po prostu dogadać – mówi Potrac.
W szkole, w której uczy, młodzież może przynosić telefony, ale korzysta z nich na przerwie jedynie za zgodą nauczyciela, np. w razie potrzeby kontaktu z rodzicem. Na lekcjach zdarza się, że klasy wykorzystują telefony, gdy mają sprawdzić źródło informacji. Czasem komórka służy jako kalkulator. - Ale to wszystko też odbywa się według określonych zasad. Telefon nie jest schowany pod ławką, leży na stole, jest widoczny - zaznacza Potrac.
Jednocześnie podkreśla, że zakazywanie telefonów w niektórych krajach wynika nie z tego, że ktoś chciał odgórnie zakazać korzystania z takich urządzeń, tylko z tego, że wyniki badań wyraźnie pokazały, że uczniowie tracą umiejętności np. pisania. - Kraje, które do tej pory słynęły z angażowania urządzeń elektronicznych w edukację, odchodzą od nich ze względu na to, że dzieci zapominają, jak korzystać z długopisów, zeszytów. Nam to nie grozi. Nasza szkoła jest jednak wciąż szkołą tradycyjną - uważa.
Odgórnemu narzucaniu zasad jest przeciwny - chyba, że wynikałoby to właśnie z solidnych, rzetelnych badań. - Tu chodzi nie tylko o telefony, ale o samodzielność szkół i ich umiejętność dostosowania do środowiska – mówi Radosław Potrac i podaje przykład: - Inaczej będzie reagować na problem telefonów szkoła wiejska, inaczej szkoła miejska. Inaczej szkoła w Warszawie, inaczej szkoła w małym mieście powiatowym.
Trzeba kombinować
- Jestem za rozsądkiem – odpowiada Wachowicz na pytanie o to, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze. A co znaczy rozsądek w tej kwestii? - Nie nagrywamy, nie robimy zdjęć bez zgody koleżankom, kolegom, nauczycielom, bo zdarzały się takie sytuacje. Z telefonu korzystamy, gdy jest naprawdę potrzebny na zajęciach – mówi.
Podstawą dla niej jest uwrażliwianie dzieci i przypominanie im, że podczas przerw należy odpocząć, zjeść coś, porozmawiać ze znajomymi na żywo, bez komórek w rękach. - To są naprawdę rozsądni młodzi ludzie, z nimi można się dogadać. Tylko trzeba wytłumaczyć im, dlaczego są takie a nie inne zasady, a nie po prostu zakazać im czegoś – mówi. - I wprowadzić alternatywy – dodaje Dorota Kuchta.
Przetestowała to w praktyce, bo w ZSP nr 2 w Legionowie po nauce zdalnej pozwolono używać telefonów w szkole. Wnioskował o to samorząd uczniowski i nauczyciele, którzy nie dawali rady na przerwach ścigać kolejnych nastolatków wyjmujących komórki. Efekt? Cisza na korytarzach i zwieszone głowy nad komórkami. O zmianę apelowali sami rodzice. - Młodzież walczyła, żeby chociaż na długiej przerwie można było korzystać z komórek, ale szybko o tym zapomniała, bo w czasie tej przerwy w sali gimnastycznej zorganizowaliśmy zajęcia sportowe i możliwość grania w planszówki. I okazało się, że bez telefonów daje się żyć – opowiada.
Na lekcjach szkoła stawia na pracę projektową. Starsze klasy mają np. teraz tydzień kultury antycznej. Nauczyciele przemycają wiedzę, organizując pokazy mody, zabawy w poszukiwanie znaczenia słów łacińskich i ich konotacji z językiem polskim. Do tego robią quizy, testy. - Staramy się, żeby to było ciekawe, aktywne, a jednocześnie niosło w sobie maksimum treść do zapamiętania. Trzeba kombinować, takie czasy - stwierdza Kuchta.
Zgodnie z prawem oświatowym szkoły w swoich statutach i regulaminach określają warunki wnoszenia i korzystania z urządzeń elektronicznych. Każda robi to w swoim zakresie. Ministerstwo Edukacji nie planuje na razie zmieniać odgórnie tych regulacji.
Źródło: Radio ZET
- Smutne i samotne. Co się dzieje z ukraińskimi dziećmi w Polsce?
- Zmiany w szkołach. Lekcje od godz. 9, na biologii nauka o zdrowiu psychicznym
- Polonista o kanonie lektur: Może być obszerny, gdyby uczeń z niego wybierał jak z pudełka czekoladek
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET