`

Zmiany na lekcjach historii w szkole. Oto pomysł MEN, jak uczyć patriotyzmu

4 min. czytania
18.02.2024 17:27
Obserwuj nas na Google

Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiedziało zmiany w programie nauczania m.in. historii. Co czeka uczniów? Współautor proponowanej podstawy programowej wyjaśnił w rozmowie z Wirtualną Polską, jaki jest cel i zakres zmian. Odparł też zarzuty odnośnie do szargania polskiej tożsamości narodowej.

Zmiany na lekcjach historii w szkole
fot. Lukasz Gdak/East News

Szkołę czekają nie lada zmiany. Ministerstwo Edukacji Narodowej proponuje odchudzenie podstaw programowych z 17 przedmiotów. Duże emocje budzą szczególnie zapowiadane zmiany odnośnie do nauczania historii.

Rzecznik MEN przekonywał w rozmowie z Wirtualną Polską, że proponowane zmiany "nie oznaczają wystawiania poza nawias edukacji postaci czy wydarzeń historycznych ani nie mają na celu wprowadzania sztywnych regulacji. - Wręcz przeciwnie, celem zmian jest danie większej autonomii nauczycielom w realizowaniu tematów - mówił Piotr Otrębski.

Współautor korekty podstawy programowej z tego przedmiotu opracowanej na zlecenie MEN, Aleksander Pawlicki, przekazał w rozmowie z WP, jakie zmiany czekają uczniów.

Zmiany w nauczaniu historii w szkołach

Siły prawicowe grzmią, że zmiany w nauczaniu historii to "programowe oduczanie myślenia" i "zamach na tożsamość polskich dzieci". - Zapewniam, że nikogo nie zamierzamy wynarodowić czy tworzyć nowej tożsamości narodowej - mówił Pawlicki, dodając, że to, co trzeba zrobić, to posprzątać i uporządkować podstawę programową po ministrach Przemysławie Czarnku i Annie Zalewskiej. - To, co odziedziczyliśmy po nich, to był de facto "Centralny Program Nauczania" - ocenił.

- Był wypełniony olbrzymią ilością nazwisk, faktów i dat. Gdyby ktoś chciał punkt po punkcie wszystko zrealizować, to i tak by nie zdążył, bo autorzy, zdaje się, nie brali pod uwagę liczby godzin, którą przyznano na dany temat - dodał.

Emocje wywołało m.in. zniknięcie zapisu "uczeń podaje przykłady szczególnego bohaterstwa Polaków, np. obrona poczty w Gdańsku, walki o Westerplatte, obrona wieży spadochronowej w Katowicach, bitwy pod Mokrą i Wizną, bitwa nad Bzurą, obrona Warszawy, obrona Grodna, bitwa pod Kockiem".

Redakcja poleca

- Teraz jest tak, że nauczyciel ma nauczyć dzieci, żeby opisały kolejne etapy i kluczowe wydarzenia wojny obronnej Polski w 1939 roku, a dodatkowo - żeby pokazały na mapie położenie stron walczących w poszczególnych etapach, a oprócz tego, żeby jeszcze wiedziały coś o Westerplatte, o Poczcie Polskiej, o wieży spadochronowej w Katowicach, o Mokrej, Wiznie, Bzurze, Warszawie, Grodnie i Kocku - tłumaczył współautor korekty podstawy programowej na łamach Wirtualnej Polski.

- W dwie godziny nauczyciel to omówi, to mamy gotowych polskich patriotów, którzy 20 lat później, zapytani o Wiznę, poproszą o mapę i pokażą, gdzie poruszały się armie polskie, a gdzie Wehrmacht?  Nie, to złudzenie! Podstawa programowa nie jest cudownym pyłkiem, którym jak się dmuchnie w główki dzieci, to one się staną patriotami - twierdzi Aleksander Pawlicki.

Spór o nauczanie polskiej tożsamości narodowej

Ekspert przekonywał, że nowa ekipa nie chce, by polska tożsamość była zapisana jedynie na papierze i w dziennikach lekcyjnych. - My chcemy, żeby była autentycznie zapisana w głowach i sercach dzieci. Chcielibyśmy też, aby rozwinęły ważne kompetencje takie, jak myślenie naukowe, umiejętności wykonawcze czy sprawność we współdziałaniu - wyjaśniał. - Aby tak się stało, nauczyciele muszą mieć więcej czasu i więcej autonomii - dodał.

- Podstawa programowa powinna dawać tylko zarys tego, czego dzieci mają się uczyć. Na tym poziomie ogólności państwo może ustalić, że dzieci mają poznać np. problematykę germanizacji albo formy oporu Polaków wobec komunizmu po roku 1945. A całą resztę oddajemy nauczycielom i nauczycielkom.  Dziś program nauczania jest szeroki na dziesiątki kilometrów i obejmuje wszystko, co się da. Ale głęboki jest na palec. My chcemy, żeby program nauczania był szeroki na kilometr, ale też głęboki na kilometr - mówił Pawlicki.

- Jest bardzo wątpliwe, że dzieci te wszystkie bitwy, dowódców i położenie wojsk zapamiętają. Ale wyobraźmy sobie, że tak jest. Czy satysfakcjonuje nas to, że ktoś to wszystko pamięta, ale tego w istocie nie rozumie? Czy uczeń zapytany, co Jan Paweł II ma na myśli, gdy mówi, że każdy z nas ma swoje Westerplatte, będzie umiał na to odpowiedzieć po takiej lekcji - wyliczance? Pędząc przez te wszystkie bitwy i walki, zrobiliśmy dziecku taki slajd, na którym jest major Sucharski i pancernik Schleswig-Holstein, wśród wielu innych.  Po tym wszystkim dziecko, czytając słowa Jana Pawła II, pomyśli może, że każdy z nas ma szansę spotkać się w życiu z niemieckim pancernikiem… - rozwinął specjalista w rozmowie z WP.

Inka nie dla czwartoklasistów

Aleksander Pawlicki tłumaczył też, dlaczego nowa podstawa nie przewiduje nauczania o Ince w 4. klasie szkoły podstawowej. - Wydało się to nam nieadekwatne do wieku dzieci.  Można oczywiście opowiedzieć dziesięciolatkom historię śmierci Danuty Siedzikówny, ale nie jestem pewien czy dla 10-latka to jest akurat ten wzór patriotyzmu, od którego warto zaczynać edukację. Myślę, że jest parę lepszych pomysłów, jak uczyć patriotyzmu 10-latki, niż epatowanie okrucieństwem UB. Zwłaszcza w kontekście, który nie jest dla nich do końca zrozumiały - ocenił

- Historię musimy opowiadać tak, żeby dzieci ją zrozumiały. Bo one są jeszcze dziećmi. Dorośli walczą o duszę narodu, a w szkole - przypomnę - są dzieci. I tam, gdzie są dzieci, trzeba być ostrożnym, bo można im niechcący zrobić krzywdę - przekonywał ekspert.

Źródło: Radio ZET/Wirtualna Polska

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET