Cisza przed burzą na Kremlu. „Elity tracą zaufanie do Putina”
Rosjanie nie mają szansy uczyć się na błędach, bo każdy, kto krytykuje władze, jest uciszany, a w skrajnych przypadkach likwidowany – mówi w podcaście „Współrzędne Świata” Marcin Strzyżewski, youtuber i autor książki „Rosja. Mocarstwo absurdu i nonsensu”. Podkreśla, że śmierć Prigożyna nie zatrzyma gwałtownego końca systemu putinowskiego.
Katastrofa lotnicza w obwodzie twerskim, dokładnie dwa miesiące po buncie Grupy Wagnera, i śmierć Jewgienija Prigożyna miała być jasnym sygnałem dla społeczeństwa Rosji i kremlowskiej wierchuszki.
- Tego nie da się przeoczyć. Wielu z członków elity wyciągnęło zapewne wniosek: „tak kończą zdrajcy, ja nie chcę być w tym samolocie”, ale część pewnie zgoła odwrotny: „Prigożyn tak zrobił, popełnił błąd, ja zrobię to lepiej”. Ale to są tylko domysły – mówi Marcin Strzyżewski, youtuber i filolog rosyjski.
Co oznacza śmierć Prigożyna?
Ekspert przypomina, że głównym czynnikiem, który doprowadził do „likwidacji” Prigożyna, była jego krytyka pod adresem Kremla. - Na froncie w Ukrainie nie mógł zarabiać takich pieniędzy, jak w Afryce, i stracił poczucie, że walczy ze słabszym przeciwnikiem, jakim było dla niego na przykład tak zwane Państwo Islamskie – wyjaśnia.
- Prigożyn, który stanął przed obliczem wszystkich rosyjskich niepowodzeń, miał świadomość, że ministerstwo obrony działa niekompetentnie. Żołnierze w szeregach wagnerowców widzieli, jak ta wojna jest prowadzona, zaczęli o tym mówić Prigożynowi, a on przekazywał to dalej. Najpierw stracił kilka miesięcy temu bezpośredni kontakt do Putina. Potem dalej krytykował Kreml, aż doszło do otwartego konfliktu.
Strzyżewski podkreśla, że śmierć kierownictwa Grupy Wagnera to kolejny przykład, że „Federacja Rosyjska usuwa wszystkich, którzy mają odwagę ich otwarcie krytykować”. - Rosjanie nie mają szansy uczyć się na błędach, bo każdy, kto krytykuje, jest uciszany, a w skrajnych przypadkach likwidowany – dodaje.
„90 proc. poparcia dla Putina to mit”
Gość podcastu „Współrzędne Świata” poświęca w swojej analizie dużo miejsca rosyjskiemu społeczeństwu. Podkreśla, że zarówno czerwcowy bunt, jak i sierpniowa „likwidacja” Prigożyna, spotkała się z bierną reakcją Rosjan. - Większość z nich postrzega te wydarzenia jako odległe, które nie mają na nich bezpośredniego wpływu. To społeczeństwo zatomizowane, bardzo podzielone, nieczujące więzi między sobą – komentuje.
- Nie ma żadnych 90 czy 70 proc. zwolenników Putina, którzy dadzą się za niego pokroić. Naprzeciwko kolumny Wagnera nikt nie stawał. Nie było mitingów poparcia dla Putina z napisami „Wagner won”. Ludzie po prostu obojętnie patrzyli w telewizor i zastanawiali się, co się za chwilę wydarzy. Rosjanie, kiedy przyjdzie moment krytyczny – a on będzie prędzej, czy później – w większości zachowają bierność.
W stosunku do poprzednich kryzysów władzy na Kremlu zdaniem Strzyżewskiego nowością jest fakt, że „wystarczy 5 tys. żołnierzy z bronią na ciężarówkach, aby zagrozić Moskwie”. To pokazuje, że pozycja Putina jest jednak słabsza, bo elita i społeczeństwo od ponad 20 lat było przekonane, że jakakolwiek zmiana nie jest możliwa – komentuje.
Trzy czynniki, które doprowadzą do zmian w Rosji
Strzyżewski tłumaczy, że współczesna Rosja zmaga się z dwoma rodzajami procesów, które muszą w końcu doprowadzić do jeszcze większego kryzysu – długofalowe, jak zacofanie technologiczne i brak inwestycji, jak i te bieżące. Te ostatnie dzieli na trzy kategorie.
- Po pierwsze Putin jest coraz starszy i otacza się bańką informacyjną, jak każdy dyktator. Do tego jest to człowiek dawnych służb. Podobno, o czym świadczą przykłady z ostatnich lat, ma problemy z korzystaniem z mediów elektronicznych. Być może obawia się internetu przed zbieraniem o nim danych. Ponadto otacza się ludźmi, którzy przekazują tylko pozytywne informacje. Jest coraz bardziej przytłaczany kolejnymi porażkami, starzeje się i traci zaufanie społeczeństwa oraz elit – podkreśla ekspert.
Kolejnym procesem jest słabnięcie armii. Wyjaśnia, że „rosyjscy żołnierze z mobilizacji nie wiedzą, po co są na wojnie”. - Jeden z komandosów w rozmowie z kanałem na Telegramie Speckurs został zapytany, jak rozumie cele wojny i o co ona się toczy. W odpowiedzi padło 20 sekund milczenia, zanim ten żołnierz powiedział coś w stylu, że zwycięstwo wyobraża sobie tak, że „siedzi na powalonej Statuę Wolności w Nowym Jorku i z kolegami piją sok jabłkowy”. Czysty absurd. Ci ludzie nie wiedzą, o co się biją. Dodatkowo sprzęt na froncie jest zastępowany na coraz starszy – dodaje.
W końcu gospodarka. - Wielu wieszczyło, że sankcje będą miały efekt piorunujący. Już widać, że tak się nie dzieje, bo państwo dorzuca pieniądze do budżetów firm. Jednak to tylko może powstrzymywać problemy przez jakiś czas. Teraz ogromnym wyzwaniem dla Rosji jest brak rąk do pracy i wysoka cena dolara wobec rubla. To jest wynik tego, że Rosjanie za mało eksportują i za dużo importują – komentuje.
Strzyżewski przekonuje, że te wszystkie trzy procesy doprowadzą do przesilenia. - Możemy być pewni, że będą to wydarzenia gwałtowne. Jak może to wyglądać, pokazał czerwcowy bunt Prigożyna – podsumowuje.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET