Co knuje Putin i Łukaszenka? „Grupa Wagnera to zagrożenie skalowane”
Rosja zawsze będzie zagrożeniem nie z powodu okupacji, ale destabilizacji naszego kraju. Może wywołać konflikt, który zaburzy nasz dobrobyt i rozwój cywilizacyjny – alarmuje w podcaście „Współrzędne Świata” ppłk. rez. Maciej Korowaj, były oficer Wojska Polskiego.
W ciągu ostatnich miesięcy Grupa Wagnera przestała być formacją znaną tylko ekspertom od wojskowości. Władze Polski i państw bałtyckich obawiają się, że kilka tysięcy najemników stacjonujących na Białorusi może zostać wykorzystanych przez Kreml do groźnych prowokacji.
- Wagnerowcy na Białorusi to nie jest ta sama grupa, która walczyła w Ukrainie. Większość bojowa, która walczyła pod Bachmutem, przeszła do Rosgwardii. Natomiast pod Jewgienijem Prigożynem została tylko ta część, która odpowiada za działania zewnętrzne, czyli w Afryce i Bliskim Wschodzie – tłumaczy ppłk. rez. Maciej Korowaj, ekspert od wschodniej obronności.
Grupa Wagnera na Białorusi. „Zabezpieczenie dla Łukaszenki”
Jego zdaniem wagnerowcy traktują Białoruś jako bazę dla operacji w Afryce i Bliskim Wschodzie, gdzie poza Ukrainą wykonywali swoje główne działania. Ppłk. Korowaj mówi również o dodatkowym powodzie ich „przeprowadzki”.
- Grupa Wagnera ma kilka celów do realizacji. Wśród nich zabezpieczenie Białorusi przed oddziaływaniem Ukrainy, która posiada jednostki z Białorusinami zdolne do wpływania na tereny przy granicy. Łukaszenka miał z tym duży problem. Nie do końca wiedział, czy będzie w stanie odeprzeć takie wojska. Grupa Wagnera ma więc stanowić dla nich przeciwwagę.
Gość podcastu „Współrzędne Świata” jest przekonany, że przed buntem Prigożyn składał Łukaszence propozycje, aby stacjonowali na Białorusi. Dyktator jednak mocno się od tego odżegnywał. - Traktowałby ich jako kolejną rosyjską bazę wojskową, której Mińsk w pełni by nie kontrolował. Powtarzam - reżim Łukaszenki nie był gotowy na przygraniczne rajdy, dlatego wagnerowcy dali mu pewną przeciwwagę – ocenia.
Przesmyk suwalski to mit?
W przypadku Polski i państw bałtyckich wagnerowcy są wykorzystywani do wojny informacyjnej. - Przede wszystkim chodzi o dążenie do większej polaryzacji i poczucia zagrożenia. Na razie to daje im efekt, bo polskie władze podejmują „dialog” z tym wyzwaniem – komentuje były oficer Wojska Polskiego.
- Może być jakaś prowokacja, jak wysadzenie muru granicznego, czy ostrzelanie patroli. Ale to bardzo mocno podkręci sytuację i spowoduje reakcję NATO. Też nie jesteśmy bezbronni - możemy zamknąć całkowicie granicę z Białorusią wraz z państwami bałtyckimi. Wymiana handlowa to przecież duża część przychodów reżimu Łukaszenki.
Przesmyk suwalski? - Dla mnie to mit – opowiada były wojskowy. Dodaje: - Zwłaszcza teraz, kiedy obszar Królewca przestał być problemem dla NATO. Po akcesji Finlandii i zbliżającym się członkostwie Szwecji ten obszar przestanie być dla Rosji projekcją siły, ale problemem, również z utrzymaniem przewagi morskiej i powietrznej.
Ekspert wyjaśnia, że przesmyk suwalski po stronie polskiej jest trudnym obszarem do prowadzenia działań wojennych. - Od strony Litwy jest trochę łatwiejszy i znacznie ważniejszy, bo przez niego przebiega linia kolejowa do Królewca. Mit przesmyku suwalskiego nadal będzie wykorzystywany w tej wojnie informacyjnej, ale on stracił na znaczeniu, kiedy Bałtyk stał się w zasadzie morzem NATO, a Rosja straciła tutaj projekcję siły – dodaje.
Nie ukrywa, że odcięcie drogi lądowej między Polską i państwami bałtyckimi byłoby problemem, ale nie negowałoby pomocy operacyjnej dla Litwy, Łotwy i Estonii przez Bałtyk. - Wizyta fregat francuskich i włoskich pokazuje Rosji, że to nasz teren i gramy tutaj według naszych zasad – ocenia.
Inwazja Rosji na Polskę? „Fantastyka”
Ppłk. Korowaj rozwiewa wszelkie wątpliwości: Federacja Rosyjska i Białoruś nie mają szans na symetryczną wojnę z NATO. - Nie mają zasobów, amunicji, ledwo walczą z Ukraińcami na granicy wytrzymałości. Zaatakowanie Polski przez Rosję to fantastyka. Kreml zdaje sobie z tego sprawę, że w symetrycznym konflikcie nie jest w stanie wygrać z NATO, ale inne elementy – jak wojna informacyjna, działania wywiadowcze, uderzenia na infrastrukturę krytyczną i wojna cybernetyczna – będą na pewno wykorzystywać.
- Elementy oddziaływania strony rosyjskiej są bardzo szerokie. W tym nawet prowokacje przy granicy, aby zmusić władze Polski do wprowadzenia stanu wyjątkowego i przesunięcia terminu wyborów.
Jego zdaniem Rosja zawsze będzie zagrożeniem dla Polski nie z powodu ewentualnej okupacji, ale ryzyka destabilizacji. - Może wywołać konflikt, który zaburzy nasz dobrobyt i rozwój cywilizacyjny. To już może być dla nas niebezpieczne. Jak wojna na Ukrainie się skończy, Rosja wyciągnie wnioski. Już planuje modernizację wojska i zmienia strategię prowadzenia konfliktów. Kreml zdaje sobie sprawę, że wchodzi w permanentny konflikt z Zachodem, który będzie nie tylko militarny, ale także absorbował wszystkie aspekty funkcjonowania tego państwa – podsumowuje.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET