`

Nowe doniesienia o tragedii na Bałtyku. Świadek zobaczył kartkę, mnożą się spekulacje

3 min. czytania
03.07.2023 12:32
Obserwuj nas na Google

Nie milkną echa tragedii, do której doszło na promie na Bałtyku, gdzie śmierć poniosła 36-letnia kobieta i jej 7-letni syn. Do mediów trafiają szokujące relacje świadków. Jeden z nich twierdzi, że gdy trwała akcja ratunkowa, zauważył w wodzie kartkę papieru. Pojawiają się spekulacje, że mógł to być list pożegnalny.

Tragedia na Bałtyku
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

W miniony czwartek na Bałtyku doszło do ogromnej tragedii. 36-letnia Polka i jej 7-letni syn znaleźli się za burtą promu Stena Spirit, który płynął z Gdyni do Karlskrony. Po około 30 minutach poszkodowanych udało się wydobyć z wody, niestety, zmarli dzień później w szpitalu. 

Tragedia na Bałtyku. Świadek zauważył kartkę papieru

W tej sprawie wciąż jest wiele niewiadomych. Początkowo polscy śledczy zakwalifikowali tę sprawę jako nieumyślne spowodowanie śmierci. W sobotę Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zmieniała kwalifikację czynu na zabójstwo dziecka i targnięcie się na życie przez matkę. 

"Fakt" dotarł do świadków, którzy widzieli akcję ratunkową. Jak czytamy, "jedna z uczestniczek rejsu zwróciła uwagę na coś nietypowego tuż po zdarzeniu". - Partner zauważył kartkę papieru w wodzie. Wtedy szalupa krążyła już daleko od promu. Kartka była formatu A5. Od razu zapytał mnie, czy to może list pożegnalny. Nie wiem, czy wyłowiono ten papier, nawet nie wiem, czy mój partner miał rację - powiedziała kobieta.

"Z promu bardzo trudno wypaść przez przypadek"

Wiele wątków w tej sprawie prowadzi do wniosku, że do tej tragedii doprowadziło celowe działanie 36-latki. Wciąż są to jednak doniesienia niepotwierdzone. Michał Mieczkowski z Akademii Ratownictwa w Kołobrzegu powiedział "Faktowi", że bardzo trudno przypadkiem wypaść z promu. - Barierki są umieszczone dość wysoko. Aby wpaść do wody, trzeba to zrobić z premedytacją - stwierdził Mieczkowski.

Redakcja poleca

Z kolei jedna z kobiet, która była na pokładzie promu powiedziała, że 36-latka wyglądała na przygnębioną. Matka siedziała na ławce pod ścianą, wyglądała na zmęczoną i przygnębioną - dodała rozmówczyni “Aftonbladet”. Beata powiedziała, że była na pokładzie tylko przez krótki czas, bo nie miała kurtki i zmarzła. Gdy chwilę później weszła do stołówki, na promie rozległ się alarm, że ktoś wypadł za burtę. 

Obecnie wiemy, że 36-latka pochodziła z Grudziądza, a jej 7-letni syn był zameldowany w Trójmieście. Ojciec chłopca mieszka za granicą i nie utrzymywał kontaktu z bliskimi. Z medialnych doniesień wynika też, że 7-latek był najpewniej osobą niepełnosprawną. 

Trwa prokuratorskie śledztwo

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.- W wyniku czynności w sprawie dotyczącej śmierci dwojga polkich obywateli, podjętych przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, prowadzone jest śledztwo w sprawie zabójstwa dziecka i targnięcia się na życie przez matkę - przekazała PAP w sobotę, 1 lipca rzeczniczka prok. Grażyna Wawryniuk.

Komunikat prokuratury jednoznacznie obalił pierwszą wersję zdarzeń, która trafiła do mediów. Początkowo mówiono o tym, że 7-latek wypadł za burtę, a matka rzuciła mu się na ratunek.

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli masz myśli samobójcze lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, warto poszukać wsparcia i pomocy specjalisty. Pod tymi numerami i adresami można uzyskać pomoc – czekają na ciebie psychologowie:

  • Telefoniczna Pierwsza Pomoc Psychologiczna: 22 425 98 48
  • Telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111
  • Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych: 116 123.
Redakcja poleca

RadioZET.pl/"Fakt"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET