`

Widmo katastrofy jądrowej w Zaporożu. "Wytrzymamy 72 godziny"

3 min. czytania
10.07.2023 11:53
Obserwuj nas na Google

Mimo obaw społeczności międzynarodowej i widma możliwej katastrofy w elektrowni jądrowej w Zaporożu, wielu okolicznych mieszkańców decyduje się na pozostanie w domach. - W razie wypadku zostaniemy w domu przez 72 godziny. Otrzymaliśmy instrukcję i szkolenia. Jesteśmy raczej przygotowani - powiedziała w rozmowie z Onetem Olena Antonowa, mieszkanka Nikopola.

Elektrownia jądrowa w Zaporożu
fot. Smoliyenko Dmytro/Ukrinform/ABACA/Abaca/East News

Elektrownia jądrowa w Zaporożu jest na ustach całego świata niemalże od początku bezprawnej inwazji na Ukrainę. Od 24 lutego 2022 roku Rosjanie udowodnili bowiem dwie rzeczy: Po pierwsze, wyobrażenie o drugiej armii świata, która podbije Kijów w zaledwie dwa dni, było mrzonką. Po drugie, wojska Władimira Putina charakteryzują się wyjątkowym bestialstwem i brakiem poszanowania dla życia cywilów. 

Obawy o eksplozję w elektrowni w Zaporożu. Mieszkańcy są gotowi?

Nie dziwi więc, że w ostatnim czasie obawy społeczności międzynarodowej w kontekście elektrowni jądrowej w Zaporożu nasilają się. Wizja katastrofy w Energodarze jest przerażająca, zwłaszcza dla osób, które mieszkają w jej bezpośrednim sąsiedztwie. Onet rozmawiał z Oleną Antonową, dziennikarką i mieszkanką Nikopola - miasta położonego najbliżej elektrowni, które pozostaje pod ukraińską kontrolą. Opowiedziała o tym, jak ludzie przygotowują się na ewentualną katastrofę. 

Antonowa pytana o to, jak lokalna społeczność reaguje na doniesienia o ewentualnym wysadzeniu Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej odpowiedziała: - Mogę mówić za siebie, moją rodzinę i przyjaciół. Jak dotąd nikt nie zamierza opuszczać Nikopola. Myślę, że po prostu przyzwyczailiśmy się do niebezpieczeństwa. 

- W Energodarze nie ma paniki, więc na razie i my jesteśmy spokojni. Uważamy, że to tylko szantaż i Rosjanie nie odważą się zorganizować ataku terrorystycznego na elektrownię. Nie wierzymy, że coś takiego może się wydarzyć - powiedziała dziennikarka. 

Redakcja poleca

Jeśli dojdzie do wybuchu, zostaniemy w domu. "Wytrzymamy 72 godziny"

Jednak decyzja o pozostaniu w domu oznacza, że trzeba być przygotowanym na ewentualną katastrofę. Jak robią to mieszkańcy Nikopola? - W domu jest zapas wody i taśma do uszczelniania okiem. Mokre ręczniki będą musiały zasłaniać pęknięcia - wyjaśniła Antonowa. 

- W razie wypadku zamkniemy się w domu na 72 godziny. Mamy bandaże z gazy, którymi można zakryć twarz. Mój mąż pracuje w fabryce. Otrzymali tam instrukcje, jak postępować w przypadku wybuchu. Według wskazówek należy niezwłocznie udać się do domu - mówiła. 

"Gdzie będzie bezpieczniej niż w domu"?

Antonowa wyjaśniła, że jej rodzina nie ma samochodu. - Nie damy więc rady szybko ewakuować się z miasta i nie jest to koniecznie. Człowiek nigdy nie będzie mógł się poruszać szybciej niż powietrze. Plan jest taki, żeby zostać w domu, a po tych 72 godzinach zobaczymy, jak będzie. W końcu nikt nie jest w stanie przewidzieć, w którą stronę będzie wiał wiatr i gdzie będzie bezpieczniej niż w domu - powiedziała. - Mamy konserwy, makarony, pasztety. Kupiłam też butelkę czerwonego wina, więc wytrzymamy 72 godziny - dodała. 

Dziennikarka poinformowała też, że rząd przeprowadził specjalne szkolenie i "raczej wszyscy jesteśmy przygotowani". Z pewnością nie dostajemy respiratorów za darmo. Maski można kupić. Tabletki dostaliśmy za darmo w zeszłym roku - mówiła. 

Elektrownia jądrowa w Zaprożu. "Ciągle jest w nas obawa"

Pytana o to, czy jej znajomi również nie planują wyjechać, Antonowa odpowiedziała, że "ci, którzy chcieli to zrobić, już dawno to zrobili". - Ci, którzy postanowili zostać, zostali. Mam tylko jednego znajomego, który ma dziecko i wyjechał z miasta z rodziną na dwa tygodnie. Ciągle jest w nas obawa, że tej nocy na pewno dojdzie do wypadku - stwierdziła. 

Wyjaśniła też, że na początku konfliktu "nikt nie myślał, że w elektrowni może się coś stać". - Jednak po wysadzeniu przez okupantów elektrowni wodnej w Kachowce nasza pewność została nieco zachwiana. Ale eksperci twierdzą, że w razie wypadku w elektrowni jądrowej nie będzie takiej katastrofy, jak w Czarnobylu - powiedziała.

- Ogólnie rzecz biorąc, ludzie nie spieszą się z wyjazdem. Wszyscy są w mieście. Nawet gdzieś wychodzimy, żeby spędzić czas z przyjaciółmi. Myślę, że napięcie w mieście może powstać, jeśli Rosjanie zabiorą swoich ludzi ze stacji - dodała Antonowa. 

Ludzie, którzy nie mieszkają w Nikopolu, dużo bardziej panikują

Dziennikarka stwierdziła też, że mieszkańcy wierzą, że "Rosjanie mogą przeprowadzić prowokację w elektrowni tylko wtedy, gdy armia ukraińska otoczy ich w ramach kontrofensywy. A na koniec mogą coś wysadzić w powietrze. A jak dotąd to był tylko szantaż".

- Ludzie, którzy nie mieszkają w Nikopolu, dużo bardziej panikują. Dzwonią, pytają o jakieś niepokojące rzeczy, martwią się. Z daleka sytuacja wygląda poważniej. Dlatego częściej ja ich uspokajam niż oni mnie - oceniła dziennikarka. Dodała, że w mieście wciąż trwają eksplozje, jednak mieszkańcy zdążyli się już do tego przyzwyczaić.

Redakcja poleca

RadioZET.pl/Onet.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET