Prawie 1000 strażaków zdobyło Śnieżkę, promując ważną ideę. Weszliśmy razem z nimi
Blisko tysiąc strażaków i strażaczek z całej Polski w ten weekend - w pełnym ekwipunku i umundurowaniu - zdobyło szczyt Śnieżki. Wszystko po to, by wspomóc chorych na nowotwory krwi i promować ideę dawstwa szpiku kostnego. W planach były dwie wyprawy: 6 i 7 lipca. Portal RadioZET.pl towarzyszył strażakom podczas sobotniego wejścia. - Robimy to, bo chcemy pomagać - mówili nam uczestnicy akcji.
- 7 zdjęć Zobacz galerię
Ruszyliśmy ze strażakami na Śnieżkę. Cel był szczytny
Tłum rozlewający się po hotelowym parkingu w Karpaczu rzucał się w oczy już z daleka. Przestrzeń mieniła się czerwienią, bielą i neonową żółcią. Zbiórkę zaplanowano na godzinę 5:00. 6 lipca przy ul. Karkonoskiej zgromadziła się kilkusetosobowa grupa, by w pełnym umundurowaniu i ekwipunku ruszyć na Śnieżkę i szerzyć ideę dawstwa szpiku. Postanowiliśmy towarzyszyć strażakom w tej wędrówce - jednej z dwóch. Kolejne kilkaset osób wspięło się na szczyt w niedzielę 7 lipca.
Do Karpacza zjechali się strażacy PSP i OSP z całej Polski. Okazuje się, że chętnych na wejście była cała masa. - Lista zamknęła się w niespełna dwa dni. Gdyby nie było limitu 1000 miejsc, najpewniej zgłosiłoby się dużo więcej osób - mówiła nam pani Patrycja z Fundacji DKSM. To międzynarodowa organizacja non-profit zajmująca się walką z nowotworami krwi i innymi chorobami układu krwiotwórczego. Misją fundacji jest jest znalezienie dawcy dla każdego pacjenta na świecie, który potrzebuje przeszczepienia komórek macierzystych szpiku. Właśnie tę ideę wspierali wchodzący na Śnieżkę strażacy. Co ciekawe, to nie pierwsza taka inicjatywa - łącznie odbyły się już cztery edycje zdobywania górskich szczytów, jednak tegoroczne wejście pobiło rekord pod względem frekwencji. Dla porównania - w pierwszej edycji brało udział mniej niż 20 osób, a w czwartej - ok. 1000.
Wchodzę, bo...
Podczas kilkugodzinnego marszu rozmawialiśmy z pracownikami i wolontariuszami Fundacji DKMS, by dowiedzieć się, jak wygląda praca w takiej organizacji. - To jest coś niesamowitego; móc pracować w miejscu z misją, każdego dnia wiedząc, że czyni się dobro i że każde działanie fundacji przekłada się na ratowanie życia ludzkiego. To jest ogromne szczęście i motywacja do dalszego działania - opowiadała nam pani Agnieszka Wodzińska, wiceprezes Fundacji DKMS. Podobnego zdania jest pan Kamil zajmujący się pracą z organizacjami, które wspierają pacjentów. - Co 40 minut ktoś w Polsce dowiaduje się, że choruje na nowotwór krwi, dlatego tak ważne jest, by baza dawców się powiększała. My o to walczymy. Walczymy również z mitami, które narosły wokół samego procesu oddawania szpiku. Na szczęście wszystkie kampanie reklamowe i akcje takie, jak ta, powodują, że coraz więcej osób ma świadomość, że to nic strasznego, a może uratować komuś życie.
Mimo zmęczenia przez całą trasę wśród wchodzących na Śnieżkę strażaków i strażaczek panował ogromny entuzjazm. - To jest moje trzecie wejście, wcześniej brałem udział w wyprawie na Giewont i Świnicę. Myślę, że ten nasz wysiłek związany z wchodzeniem na szczyt z obciążeniem jest niczym w porównaniu z tym, z czym borykają się osoby chore na nowotwory krwi. Dlaczego tu jestem? Chyba lepiej odpowiedzieć hasłem: Bogu na chwałę, bliźniemu na ratunek - powiedział nam jeden z uczestników wyprawy.
- Nie jest mi obca działalność Fundacji DKMS, od trzech lat jestem jej wolontariuszem. W zeszłym roku również brałem udział w wejściu na Giewont. Można w tej akcji połączyć przyjemne z pożytecznym - kocham chodzić po górach, a w tym wypadku można jeszcze zrobić coś dobrego i szerzyć ideę dawstwa szpiku, więc myślę, że jest to bardzo dobre połączenie i dobry sposób na zachęcenie innych do działania i zarejestrowania się do bazy potencjalnych dawców - powiedział nam pan Kamil, uczestnik wyprawy.
Rejestracja jedyna w swoim rodzaju
Po około pięciu godzinach marszu dotarliśmy na najwyższy szczyt Karkonoszy. Strażacy, którzy wspinali się z ok. 20 kg obciążeniem, uśmiechali się i klepali po plecach, prawie zapominając o zmęczeniu. Na Śnieżce zapanowała niezwykła atmosfera poprzedzająca uroczyste wydarzenie - rejestrację na szczycie. Na ochotnika zgłosił się pan Dominik, jeden ze strażaków Państwowej Straży Pożarnej. Na samej górze wypełnił stosowne dokumenty i pobrał wymaz z policzków, oficjalnie dołączając do bazy potencjalnych dawców szpiku. - Bardzo się cieszę, bo już od dawna planowałem to zrobić. Nie sądziłem jednak, że przyjdzie mi się zarejestrować w tak niezwykłych okolicznościach - powiedział pan Dominik. Punkt rejestracji działał również nieco niżej, w Domu Śląskim pod Śnieżką. Na miejscu obecni byli pracownicy i wolontariusze fundacji.
- Jestem bardzo dumna z siebie i z nas wszystkich, bo daliśmy radę wejść. Łatwo nie było, to ogromny wysiłek. Zapisanie się do bazy potencjalnych dawców szpiku jest dużo prostsze, a może uratować komuś życie. Weszliśmy tu po to, żeby pomóc w zwracaniu na to uwagi - powiedziała nam pani Monika, jedna z uczestniczek wyprawy tuż po zdobyciu Śnieżki. Warto podkreślić, że dla wielu pacjentów często jedyną szansą na wyleczenie jest przeszczepienie szpiku lub krwiotwórczych komórek macierzystych od niespokrewnionego dawcy, tzw. "bliźniaka genetycznego". Dlatego rejestracja w bazie jest tak ważna. Misję tę realizuje Fundacja DKMS, która działa w Polsce od 2008 roku jako niezależna organizacja non-profit. W ciągu ponad 15 lat Fundacja zarejestrowała w Polsce ponad 1 900 000 potencjalnych dawców.
Źródło: Radio ZET