Skandal we Wrocławiu. Urzędnicy wezwali policję. "To prowokacja osób trzecich"
Pomnik Pomordowanych na Kresach został zdewastowany. Pojawiła się na nim czerwono-czarna flaga i napis "Sława UPA". - Absolutnie nie twierdzę, że to byli jacyś ukraińscy nacjonaliści, którzy nagle dali o sobie znać, choć oczywiście to też nie jest wykluczone. Ale najprawdopodobniej jest to prowokacja osób trzecich - przyznał wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Michał Siekierka w rozmowie z PAP.
Wrocław. Pomnik pomordowanych na Kresach został zdewastowany
Pomnik Pomordowanych na Kresach wzniesiono przy ul. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego we Wrocławiu, widnieje na nim metalowa tablica z napisem: "Obywatelom polskim pomordowanym na kresach południowo-wschodnich w latach 1939-1947 przez organizację ukraińskich nacjonalistów OUN - Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Organizacje kresowe i kombatanckie". W nocy z niedzieli na poniedziałek pomnik został zdewastowany. Dowiedział się o tym wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Michał Siekierka, przeglądając zamieszczane w internecie zdjęcia.
- Niezwłocznie pojechałem pod pomnik, żeby zobaczyć, czy faktycznie są na nim jakieś napisy i nic nie było. Widać było, że wcześniej coś musiało być popisane, bo lekkie ślady po czerwonej farbie tam gdzieniegdzie są - opowiadał Siekierka w rozmowie z PAP. W tej sprawie interweniowali również miejscu urzędnicy. Z relacji dyrektorki wydziału komunikacji społecznej Agaty Dzikowskiej wynika, że po otrzymaniu zgłoszenia na miejscu pojawiła się ekipa, która jest odpowiedzialna za usuwanie mowy nienawiści na terenie miasta. - Niestety preparaty, których użyli, nie zdołały usunąć całości farby nałożonej na pomnik. W związku z tym dzisiaj ekipa Zieleni Miejskiej wróciła na miejsce z odpowiednimi preparatami, które doczyściły wszystkie zabrudzenia - dodała Dzikowska w rozmowie z PAP.
"Tak ohydny czyn musi spotkać się z natychmiastową reakcją"
Do całego incydentu odniosło się również Stowarzyszenie "Wspólnota i Pamięć" w zamieszczonym wpisie. "Pomnik poświęcony ofiarom ukraińskiego ludobójstwa na wrocławskich bulwarach został sprofanowany! W nocy pojawiły się na nim barwy i hasła banderowskie. Relację z miejsca profanacji przesłał nam dr Michał Siekierka, wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. Ślady zostały już zmyte, ale warto podkreślić, że to już kolejna tego typu prowokacja w mieście. Tak ohydny czyn musi spotkać się z natychmiastową reakcją służb" - napisano w poniedziałek na profilu stowarzyszenia.
Urzędnicy miejscy zgłosili sprawę na policję. Agata Dzikowska podkreśliła bowiem, że miasto reaguje na takie sygnały na bieżąco. - My to systemowo usuwamy. Ekipa Wrocławskiego Centrum Integracji realizuje od 2019 r. projekt, w ramach którego osoby skazane na prace społeczne są zaangażowane w usuwanie mowy nienawiści na terenie miasta - podkreśliła. Podobne przypadki, w których na fasadach pojawiały się ukraińskie nacjonalistyczne hasła, było więcej. Zdaniem Michała Siekierki odpowiadać za to mogą niekoniecznie Ukraińcy. - Absolutnie nie twierdzę, że to byli jacyś ukraińscy nacjonaliści, którzy nagle dali o sobie znać, choć oczywiście to też nie jest wykluczone. Ale najprawdopodobniej jest to prowokacja osób trzecich - ocenił. Siekierka uważa, że koło pomnika powinno pojawić się oświetlenie, które utrudni kolejne akty wandalizmu.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET