„Glapinflacja” to już 47,6 procent. To fakty, a nie „narracja Kremla”
- Skumulowana inflacja za prezesury Adama Glapińskiego od czerwca 2016 roku wyniosła do maja 2023 roku 47,6 procent, co oznacza wzrost poziomu cen średnio o 5,7 procent rocznie, podczas gdy cel inflacyjny to 2,5 procent z przedziałem odchyleń ±1 punkt procentowy – wyliczyli ekonomiści Forum Obywatelskiego Rozwoju. Dodali, że „wbrew tezom z kampanii NBP” inflacja była wyższa od celu na długo przed pandemią i inwazją Rosji na Ukrainę.
Inflacja powoli zaczyna być w odwrocie - w lutym 2023 osiągnęła poziom 18,4 procent rok do roku i była najwyższa od ponad 26 lat, w kolejnych miesiącach tempo wzrostu cen zauważalnie spadło. W dalszym ciągu jednak jest bardzo wysokie: w czerwcu inflacja mierzona rok do roku wyniosła 11,5 procent. Narodowy Bank Polski uruchomił specjalną kampanię, w której przekonuje, że kto winą za drożyznę obarcza bank centralny lub rząd, ten „wpisuje się w narrację Kremla”. Ekonomiści policzyli, o ile spadła wartość złotego za kadencji Adama Glapińskiego oraz wyjaśnili, że ceny zaczęły rosnąć szybko na długo przed zdarzeniami wskazywanymi jako przyczyna wysokiej inflacji przez NBP.
Inflacja za prezesury Glapińskiego w NBP to już 47,6 procent
- Inflacja to wróg publiczny numer jeden. Ona niszczy gospodarkę i oszczędności, a to, co już „zjadła”, tego już nie odda. Zapomnieliśmy, że inflacja mierzona jest rok do roku, a przecież ceny rosły już w 2020 roku. Gdybyśmy skumulowali te wzrosty, to łączna inflacja wyniosłaby dziś więcej niż 30 procent. Po wyborach w 2024 roku skumulowana inflacja może wynieść nawet 50 procent. Nasza inflacja to przypudrowany, zamrożony wskaźnik – tłumaczył dr Sławomir Dudek, szef Instytutu Finansów Publicznych, w podcaście „Biznes. Między wierszami”.
- W odpowiedzi na liczne głosy krytyki NBP rozpoczął kampanię „informacyjną” pod hasłem, że „obciążanie NBP i rządu winą za wysoką inflację to narracja Kremla”, w której wskazuje, że głównymi przyczynami inflacji są nie populistyczne decyzje rządu i luźna polityka pieniężna banku centralnego, który dbał o możliwość taniego zadłużania się przez państwo, lecz agresja rosyjska w Ukrainie oraz pandemia i jej skutki. Kampania ta jest kolejnym przypadkiem politycznego zaangażowania prezesa NBP oraz nieuprawnionego wykorzystywania zasobów państwa dla celów kampanii wyborczej – zauważyli Marcin Zieliński i Piotr Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju.
„Wbrew tezom z kampanii NBP inflacja była wyższa od górnego odchylenia od zakładanego celu już przed pandemią COVID-19 – w trzech pierwszych miesiącach 2020 roku przekraczała 4 procent. Po wybuchu pandemii inflacja w Polsce, dzięki spadkowi cen nośników energii na rynkach światowych, na chwilę nieco obniżyła się – do poziomu ok. 2,5 procent na przełomie 2020 i 2021 roku. Przez cały ten czas podwyższona była jednak inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii” – wytłumaczył FOR w komunikacie.
- Mimo wielu niepokojących sygnałów prezes NBP przez długi czas głosił na konferencjach prasowych, że wysoka i stale rosnąca inflacja jest przejściowa, a ewentualne podwyżki stopy referencyjnej byłyby „szkolnym błędem”. Rada Polityki Pieniężnej nie decydowała się na podwyżki stopy referencyjnej aż do października 2021 roku, gdy inflacja osiągnęła poziom 6,8 procent – podkreślili ekonomiści.
- Temu, że jedną z głównych przyczyn wysokiej inflacji jest pandemia i jej skutki, zaprzecza też opublikowany przez NBP w lipcu 2022 roku Raport o inflacji, w którym czytamy, że „inflacja CPI w grudniu 2021 roku wyniosła 8,6 procent, z czego maksymalnie 3,8 punkty procentowe można przypisać efektom zakłóceń sieci podażowych”, czyli przerwanym za sprawą walki rządów z pandemią łańcuchom dostaw. Oznacza to, że w grudniu 2021 roku za ponad połowę inflacji nie odpowiadały zakłócenia w łańcuchach dostaw – nawet bez tych zakłóceń inflacja byłaby niemal dwukrotnie wyższa od celu – dodali Zieliński i Wachowiec.
RadioZET.pl/FOR
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET