`

Podwyżki dla nauczycieli jednak niższe. Coś innego obiecał Tusk i Nowacka. "Jestem wściekła"

3 min. czytania
19.01.2024 23:12
Obserwuj nas na Google

Nauczyciele nie dostali podwyżek w takiej wysokości, jaką obiecał im rząd Donalda Tuska - poinformowała "Gazeta Wyborcza". - Nie jestem rozczarowana, jestem wściekła - powiedziała w rozmowie z dziennikiem wiceprezeska Związku Nauczycielstwa Polskiego Urszula Woźniak.

Donald Tusk i Barbara Nowacka
fot. PAP/Piotr Nowak (ilustracyjne)

Barbara Nowacka mówiła, że po decyzji rządu pensje nauczycieli wzrosną od 2024 roku. W rozmowie z Wirtualną Polską obiecała, że "będzie to pomiędzy 30 a 33 proc.". Jak mówiła, "to jest kwota co najmniej 1500 zł". - Jako że wzrasta wynagrodzenie zasadnicze, wzrastają też poszczególne składowe tego wynagrodzenia, więc ciężko jest powiedzieć, kto dokładnie, ile będzie zarabiał, bo każdy nauczyciel, nauczycielka ma indywidualny tryb - powiedziała ministra edukacji.

"Gazeta Wyborcza" poinformowała, że deklaracje polityków koalicji rządzącej rozmijają się z projektem rozporządzenia ws. podwyżek. "Wynika z niego, że obiecane jeszcze w kampanii wyborczej «nie mniej niż 1,5 tys. zł brutto» nie dotyczy realnych wynagrodzeń, tylko średnich, do których wliczanych jest wszystkich kilkanaście dodatków, jak również odprawy emerytalne" - napisał dziennik.

Redakcja poleca

Podwyżki dla nauczycieli. "Nie ma 1,5 tys. złotych. Jestem wściekła"

Według Związku Nauczycielstwa Polskiego nauczyciel początkujący z przygotowaniem pedagogicznym otrzyma 1218 zł brutto więcej, mianowany - 1167 zł, a dyplomowany – 1365 zł. W konsekwencji wynagrodzenia od marca (z wyrównaniem od stycznia)  wyniosą: dla nauczyciela początkującego 4908 zł brutto (dotychczas to 3690 zł brutto), dla nauczyciela mianowanego 5057 zł brutto (dotychczas to 3890 zł brutto) i dla nauczyciela dyplomowanego 5915 zł brutto (dotychczas to 4550 zł brutto).

Związkowcy nie kryją rozczarowania. - Okazuje się jednak, że 1,5 tys. zł dotyczy mitycznego wynagrodzenia średniego, a nie realnej stawki. Warto przypomnieć, że o 30-procentowej podwyżce rozmawialiśmy jeszcze z byłym ministrem Przemysławem Czarnkiem i mówiliśmy o niej w kontekście rekompensaty inflacyjnej - mówił "Wyborczej" szef oświatowej Solidarności Waldemar Jakubowski.

Z kolei rzeczniczka ZNP Magdalena Kaszulanis tłumaczy, że związek docenia działania rządu, "ale nie jest to spełnienie przedwyborczych obietnic". - Pamiętajmy, od jakiego pułapu naliczamy te 30 proc. Nauczyciele początkujący zarabiają na granicy pensji minimalnej - podkreśliła.

Temat podwyżek dla nauczycieli zostanie podjęty 1 lutego podczas spotkania władz ZNP z resortem edukacji. -  Nie ma 1,5 tys. zł. A druga sprawa: te podwyżki spłaszczają wynagrodzenia nauczycielskie w sposób tragiczny. Nauczyciel mianowany będzie zarabiał zaledwie o 149 zł brutto więcej od początkującego. Nauczycielka z 14-letnim stażem, z czterema kwalifikacjami, o tyle więcej będzie zarabiać od absolwenta po studiach. Nauczyciele mianowani nie zostawili suchej nitki na tym projekcie płacowym. Są po prostu wściekli - powiedziała w rozmowie z dziennikiem wiceprezeska Związku Nauczycielstwa Polskiego Urszula Woźniak.

Do sprawy w piątek wieczorem odniósł się resort edukacji. "Średnie wynagrodzenie nauczycieli brutto wzrośnie o ponad 1500 zł. Zgodnie z zapowiedziami, wynagrodzenia zostały podniesione o 30 proc. dla nauczycieli dyplomowanych i mianowanych oraz 33 proc. dla początkujących" - napisano w serwisie X.

Dodano: "Oznacza to, że średnie wynagrodzenie, wynikające z Karty Nauczyciela, dla n.początkującego wzrasta o 1577 zł, dla mianowanego o 1720 zł, a dyplomowanego o 2198 zł. Wynagrodzenie nauczyciela jest wieloskładnikowe".

Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"/PAP

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET