Piontkowski w Radiu ZET: nie ma potrzeby wprowadzenia stanu wyjątkowego

Redakcja
21.03.2020 09:30
Dariusz Piontkowski

Minister Edukacji Narodowej w rozmowie z Radiem ZET powiedział, że nie widzi powodu, by „zamykać miasta”, czy wprowadzać ograniczenia w poruszaniu się po kraju. Wczoraj wprowadzono w Polsce stan epidemii w związku z licznymi przypadkami zarażenia koronawirusem.

Łukasz Konarski: Gościem Radia ZET jest minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Dzień dobry, panie ministrze.

Dariusz Piontkowski: Dzień dobry, witam państwa.

Łączymy się przez Skype’a, więc zapytam, czy mnie pan dobrze słyszy i widzi.

Tak, dobrze słyszę i widzę.

Jesteśmy na Facebooku Radia ZET także. Pan premier wprowadził stan epidemii. Teraz mamy 425 przypadków koronawirusa w Polsce. Do świąt Wielkiejnocy nie będzie lekcji w szkołach. Na ile procent pan szacuje możliwy powrót do szkoły po świętach?

Czas pokaże. To będzie zależało od tego, jak epidemia w Polsce się rozwija. Na pewno będziemy dyskutowali, rozmawiali z ministrem finansów, głównym inspektorem sanitarnym i wraz z rządem podejmiemy kolejną decyzję, tak jak teraz podjęliśmy decyzję o przedłużeniu ograniczenia zajęć dydaktycznych i wychowawczych, oraz opiekuńczych w szkołach i placówkach oświatowych.

A to jest wariant optymistyczny, ten powrót do szkoły po świętach?

Zobaczymy. Na razie trzeba wyraźnie powiedzieć, że te ograniczenia, które wprowadził polski rząd, przynoszą efekty. Liczba osób zarażonych jest zdecydowanie mniejsza niż w innych porównywalnej wielkości krajach. Gdy popatrzymy na to, co się dzieje we Francji, Hiszpanii czy we Włoszech, to jednak widać, że rozszerzanie się epidemii w Polsce ma zdecydowanie bardziej ograniczony charakter.

Bo jaki jest ten wariant pesymistyczny? Bo tutaj pojawiają się głosy lekarzy, by izolować najmłodszych nawet do końca roku szkolnego.

Nie wiemy, jak będzie sytuacja wyglądała. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu przynajmniej lat zderzamy się z podobną epidemią, więc każda z nich ma troszeczkę inny charakter. Na szczęście wydaje się na razie ta epidemia mniej groźna niż np. epidemia hiszpanki po I wojnie światowej. Natomiast nie wiemy, jak się ona będzie rozwijała, i przecież minister edukacji nie jest specjalistą od chorób zakaźnych. I bez konsultacji z ministrem zdrowia, epidemiologami trudno nam będzie podjąć decyzję. Na razie wydaje nam się, że kolej… potrzebne jest kolejne przedłużenie zawieszenia zajęć i to właśnie wczoraj ogłosiliśmy. Podpisałem rozporządzenia, które to umożliwiają oraz wprowadzają inną formę nauki, tą inną od tradycyjnej, którą kojarzymy z obecnością nauczyciela, uczniów w jednej klasie.

Zasiłek dla rodziców będzie wydłużony. Czy trzeba będzie składać kolejne dokumenty czy to będzie automatycznie przedłużone?

Nie wiem, nie widziałem, jak wygląda to rozporządzenie ZUS, ale wydaje się, że nawet jeżeli będzie to dodatkowe tylko oświadczenie, to ta formuła oświadczenia jest bardzo, bardzo prosta. Nie trzeba tam jakichś specjalnych dokumentów. ZUS tutaj ograniczył zdecydowanie dokumenty, które poprzednio trzeba było składać, aby uzyskać taki zasiłek.

Premier mówi, że po świętach będzie można swobodnie wychodzić z domu. To jest życzenie czy to jest wyniki analizy tutaj przebiegu epidemii?

Mamy nadzieję, że tak będzie. Tak jak mówiłem, dotychczasowy przebieg epidemii w Polsce pokazuje, że jej zasięg w Polsce jest zdecydowanie mniejszy. Jest to możliwe dzięki temu, że Polacy stosują się do zaleceń władz, ograniczyli zdecydowanie kontakty. Zakazaliśmy imprez masowych i Polacy do tego się stosują, a dzięki temu liczba zarażonych jest zdecydowanie mniejsza niż się jeszcze mogło wydawać kilka czy kilkanaście dni temu.

Zapytam pana jako członka rządu – czy w czasie stanu epidemii będziecie zamykać miasta?

Na razie nie widzę takiego powodu. Pan premier kilkakrotnie o tym mówił, że nie przewidujemy takiego scenariusza.

A jakieś ograniczenia możliwości poruszania się po kraju?

W tej chwili też nie widzimy takiego powodu. Natomiast ograniczyliśmy, jak pan wie i państwo, możliwość poruszania się przez granice, ruch międzynarodowy. I to przynosi efekty, bo liczba zarażeń nie wzrasta tak gwałtownie, jak się jeszcze wydawało kilka czy kilkanaście dni temu.

A czy ta sytuacja zmierza do wprowadzenia stanu wyjątkowego w kraju?

No w tej chwili mamy stan epidemiczny. O tym poinformował wczoraj minister zdrowia. Daje to dużo kompetencji służbom sanitarnym, także ograniczeń ewentualnych w poruszaniu się ludzi, gdyby była taka potrzeba. Nie ma więc potrzeby wprowadzania stanu wyjątkowego.

Bo tu pytam o kolejne po prostu obostrzenia, które można wprowadzić, kiedy obowiązuje w kraju stan epidemii, bo np. kolejnym krokiem może być reglamentacja kolejnych konkretnych artykułów, spożywczych np. Czy to też jest rozważane czy na razie nie?

Na razie nie ma takiej potrzeby, bo państwo pamiętają, kilka dni temu wybuchła swojego rodzaju panika. Ludzie rzucili się do sklepów, kupowali dużą część towarów spożywczych. I chociaż uspakajaliśmy, że spokojnie tych towarów wszystkim wystarczy, dziś widać, że po tym okresie wzmożonych zakupów dziś ludzie przyzwyczaili się do tego, że te towary są dostępne w sklepach, że spokojnie można kupić praktycznie każdy asortyment. Nie ma żadnego problemu, sklepy są przecież otwarte. Natomiast zastanawiamy się, jak ewentualnie ograniczyć wzrost cen, bo zauważamy, że niektórzy z producentów próbują wprowadzać wyższe ceny. Stąd pan minister zdrowia we współpracy z Ministerstwem Finansów i Krajową Administracją Skarbową sprawdzają, czy nie ma nadmiernego zwrotu cen, przynajmniej w tych podstawowych artykułach, i w razie czego, jeżeli będzie taka potrzeba, wprowadzenie cen reglamentowanych, aby zapobiec nieuzasadnionym wzrostom cen, zwłaszcza artykułów spożywczych, tych artykułów pierwszej potrzeby.

Tu przyznam akurat, że właśnie po tej zapowiedzi już zauważyłem też, że w osiedlowych sklepach ceny spadły dość znacznie, bo wcześniej były zawyżone.

Czyli można powiedzieć, że nawet zapowiedź tego typu działań działa już prewencyjnie i ci przedsiębiorcy, którzy chcą korzystać na… na nieszczęściu nas wszystkich tak naprawdę, no bo epidemia nie jest najlepszą sytuacją, widzą, że nie powinni tego robić, i zaczynają sami się ograniczać. To jest bardzo dobra informacja.

Rozumiem, że na razie ze względu na wysoką liczbę zachorowań np. w Warszawie nie będzie tak, że stolica będzie uznana za strefę zero i będą poważne obostrzenia w ruchu czy inne obostrzenia? Na razie to nie jest rozważane?

W Warszawie jak w każdym innym mieście, każdej innej miejscowości obowiązują te same zasady. Osoby, które są podejrzewane o to, że mogą być zarażone, są zobowiązane do kwarantanny. Staramy się przestrzegać, aby ta kwarantanna była rzeczywiście realizowana. Stąd m.in. wizyty policji i stąd ta aplikacja, która umożliwia lokalizację osób, które są poddane kwarantannie. Innych dodatkowych ograniczeń żadnych… w żadnym mieście, w tym i w Warszawie, nie wprowadzamy. Obowiązują te same zasady za nas… zakaz zgromadzeń publicznych, organizowania dużych imprez, zamknięcie tych instytucji jak w każdym innym mieście w Polsce.

To jeszcze tylko dopytam o jedną rzecz, bo rozumiem, że teraz w stanie epidemii nie odbędą się np. uroczyste obchody 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej?

Na pewno nie w takiej dużej skali, jak to było poprzednio. Zobaczymy zresztą, jak się będzie rozwijała epidemia. Jeżeli rzeczywiście podejście takie optymistyczne, które mówi o tym, że po świętach Wielkiejnocy być może będzie można już wrócić do naszych tradycyjnych przyzwyczajeń, to wtedy być może już nie będzie tego… tego typu ograniczeń, ale dziś za wcześnie o tym powiedzieć.

Tylko że 10 kwietnia jest przed świętami.

No ja to rozumiem, ale to jest dzień czy dwa przed świętami, to nie jest wielka różnica czasowa. Zobaczymy. Miejmy nadzieję, że te ograniczenia i dyscyplina Polaków, którzy, widząc, jak ta epidemia rozwijała się np. na południu Europy, stosują się do zaleceń, które pozwalają ograniczać choroby. To pozwala dosyć optymistycznie podejść do całej sprawy. Natomiast jak to będzie wyglądało za 2 czy 3 tygodnie, no to dziś tak naprawdę chyba nikt nie jest w stanie tego określić.

Do świąt są 3 tygodnie zdalnego nauczania. Rozumiem, że od środy już to ruszy w pełni, tak że każdy uczeń albo prawie każdy uczeń będzie miał albo możliwość nauczania się przez Internet, albo dostanie pakiet, tutaj zestaw ćwiczeń, książek do tego, żeby robić to w domu, tak?

Sprawdzaliśmy, jak to wygląda przez te ostatnie kilkanaście dni, bo zdajemy sobie sprawę, że musieliśmy dokonać swego rodzaju rewolucji technologicznej. Od takiego tradycyjnego nauczania w szkołach, gdzie nauczyciel rozmawiał z uczniami, stosował różnego rodzaju metody dydaktyczne, tak aby jak najlepiej przekazać wiedzę, nauczyć nowych umiejętności, na nauczanie na odległość. Musieliśmy dać przynajmniej te kilkanaście dni na to, aby ci nauczyciele, którzy dotąd nie mieli okazji pracować takimi metodami, mogli poznać różnego rodzaju narzędzia, spróbować, jak te metody funkcjonują w praktyce, nawiązać kontakt z uczniami. I widzimy, że to przynosi na razie dobre, bardzo nawet dobre efekty. Tu chciałbym serdecznie podziękować przytłaczającej większości nauczycieli, którzy nie potraktowali tych ferii jako po prostu czasu wolnego, tylko jako czasu szczególnego, w którym ze względu na epidemię musimy inaczej wykonywać swoją pracę. To ci nauczyciele właśnie zapoznali się z tymi nowymi metodami, stosują je w praktyce. Z informacji, które mamy od kuratorów, wynika, że w ponad 90% polskich szkół dla dzieci i młodzieży odbywają się już w jakiejś formule zajęcia na odległość. Oczywiście to bywa różnie. Czasami są pewne mankamenty. Tu w wiadomościach, które przed chwilę były… przed chwilą były w radio, były informacje o pewnych mankamentach i sytuacjach, kiedy część nauczycieli być może zadaje zbyt dużo pracy uczniom, i to staramy się także regulować w rozporządzeniach, które wydaliśmy. Nie tylko i wyłącznie wprowadzamy ten obowiązek kształcenia na odległość, nie określając jakiejś jednej jedynej metody, którą można to robić, bo przecież narzędzi, które można stosować, jest dosyć dużo. Nie chcemy narzucać rozwiązań, które nie w każdym miejscu będą – choćby ze względów technicznych – możliwe. Zdajemy sobie przecież sprawę, że nikt nie wyposażył wszystkich szkół w narzędzia, które z góry były przeznaczone do tego, aby prowadzić nauczanie zdalne. Nie wyposażyliśmy uczniów, rodziców w tego typu urządzenia. I choć dzisiaj komputer, laptop czy komórka, która ma dostęp do Internetu, nie jest niczym nadzwyczajnym, są raczej powszechnie używanymi urządzeniami w domach, to jednak jakaś grupka niewielka ale może mieć problem z dostępem zarówno do szybkiego Internetu, jak i do różnego rodzaju urządzeń mobilnych. To dlatego prosimy nauczycieli – wyraźnie na to wskazujemy w rozporządzeniu – że dyrektor szkoły wraz z nauczycielami powinien rozpoznać możliwości techniczne prowadzenia takiego zdalnego nauczania. Bo przecież nawet jeśli w domu jest komputer, jeden czy dwa, a jest troje dzieci, jednocześnie któryś z rodziców pracuje zdalnie, no to wówczas dostęp chociażby do tego komputera jest ograniczony. Dlatego wyraźnie w rozporządzeniu wskazujemy, że te zajęcia powinny być prowadzone naprzemiennie. Nie tylko i wyłącznie lekcje wideo, online, bo może być problem z dostępem do komputera, do urządzenia, do Internetu przez niektórych uczniów, i trzeba uwzględnić także inne metody pracy.

A czy państwo sprawdzili, ile dzieci ma dostęp właśnie do komputera, a ile dzieci będzie musiało otrzymać te papierowe materiały?

Tak naprawdę nie byliśmy w stanie tego sprawdzić. To już będzie zadanie dla dyrektorów. To było to kilkanaście dni, kiedy nie było obowiązku tego typu nauki. My dotąd apelowaliśmy tylko o to, aby zainteresować uczniów nową metodą pracy, wprowadzić jakieś lekcje powtórzeniowe, podsumowujące dotychczas zdobytą wiedzę. Natomiast nie zmuszaliśmy do tego, aby robić to systematycznie i obowiązkowo. Jak rozumiemy, ten czas nauczyciele wykorzystali do tego, aby sami nauczyć się tych metod pracy, sprawdzić, jakie możliwości mają uczniowie i – tak jak wspominałem – 90 kilka procent szkół już prowadzi tego typu zajęcia. Ale wiemy, że nawet w tych szkołach, w których te zajęcia już się odbywały mniej lub bardziej systematycznie, jest jakaś niewielka grupa uczniów, którzy muszą otrzymywać te informacje nieco inną metodą. Czasami wystarczy po  prostu SMS, bo innej możliwości nie ma, by dotrzeć z jakąś informacją. Ale czasami być może trzeba będzie przejść także na formę papierową i w takiej formule dostarczyć uczniom materiały, które pozostali uczniowie będą otrzymywali w wersji elektronicznej.

A czy nauczyciele będą przychodzili do szkół i stamtąd prowadzili lekcje online czy będą prowadzili te lekcje z domu?

To już zależy oczywiście od nauczyciela. Rozumiemy, że ogromna część nauczycieli ma możliwości techniczne, aby skorzystać z własnego sprzętu. Rozumiemy, że sytuacja jest wyjątkowa. Ci nauczyciele, którzy nie będą chcieli albo nie będą mogli z różnych powodów korzystać ze sprzętu, bo go np. nie mają, no to mogą korzystać ze sprzętu w szkole. Sam fakt, że ograniczyliśmy zajęcia dydaktyczne w szkołach, to nie oznacza, że szkoły zostały zamknięte na klucz, że nauczyciel nie może przyjść do tej szkoły albo że szkoła jest w jakiś sposób zarażona. Ja wiem, że jest takie wrażenie dzisiaj u części pracowników i części osób obserwujących tę sytuację, ale przecież chociażby pan przychodzi do pracy w radio, ja chodzę do urzędu, wiele firm na szczęście… i przytłaczająca większość firm działa. I podobnie jest ze szkołami. Sam fakt, że ograniczyliśmy tradycyjne zajęcia w szkołach, wynikało raczej z tego, że chcieliśmy uniknąć dużych skupisk ludzkich w jednym miejscu, a nie dlatego że wszystkie szkoły są zarażone. Tak oczywiście nie jest. Dyrektorzy, jak rozumiem, ten czas, kiedy dzieci nie ma w szkole, wykorzystali na to, aby – o to zresztą apelowaliśmy, wręcz zalecaliśmy – aby wykorzystali ten czas na uporządkowanie szkoły, na jej dokładne wyczyszczenie, dezynfekcję, nawet tymi najprostszymi środkami, czyli woda z mydłem czy jakimiś środkami piorącymi. To pozwoli na pewno dzisiaj przyjść do szkoły, która jest lepiej zabezpieczona przed epidemią, i stąd nauczyciele spokojnie mogą korzystać także z tego sprzętu, który jest w szkole. Przecież nie musi to być taki rozkład zajęć, który nakazuje, aby od 8:00 do 14:00 czy 13:00 odbywały się wszystkie zajęcia naraz. Tak jak w tradycyjnej szkole rozkład powoduje rozładować nieco zajęcia poszczególnych klas. I tu nauczyciele mogą porozumieć się przecież między sobą, tak aby część zajęć odbywała się, powiedzmy, od 8:00 do 12:00, a inna część zajęć z inną klasą od 12:00 do 15:00.

20 kwietnia odbędzie się egzamin ósmoklasisty. Właśnie – odbędzie się? Na pewno?

Ta decyzja o ograniczeniu zajęć w szkołach do 10 kwietnia nie powoduje jeszcze żadnych perturbacji w kalendarzu szkolnym. Jeżeli udałoby się wrócić do tradycyjnych zajęć w szkole po świętach Wielkiejnocy, to także egzamin ósmoklasisty mógłby się odbyć w tym terminie, który przewidzieliśmy.

Ale czy teraz np. właśnie kilka dni po tym, jak cała Polska w zasadzie się izoluje, będzie można zgromadzić uczniów np. na sali gimnastycznej, aby pisali ten egzamin?

To sprawdzimy. Dziś nikt na to nie jest w stanie odpowiedzieć. Natomiast Centralna Komisja Egzaminacyjna przygotowuje się do tego, aby przeprowadzić egzaminy. Są już przygotowane arkusze, no nawet wydrukowane. Teraz jest kwestia logistyki, aby dostarczyć to do poszczególnych województw, do poszczególnych szkół. I jesteśmy do tego gotowi. Tak jak mówię, ta decyzja o ograniczeniu zajęć do 10 kwietnia nie zmienia kalendarza szkolnego.

Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski. Ciąg dalszy na Facebooku Radia ZET.

RadioZET.pl