Powstaniec Jan Marian Dąmbrowski: Miałem wtedy 11 lat, mama pozwoliła mi iść
- Miałem skończone 11 lat w chwili wybuchu. Moja mama zgodziła się, żebym poszedł do powstania. Mieliśmy w rodzinie tradycje wojskowe. Z mundurem byłem oswojony - powiedział w specjalnym wydaniu “Gościa Radia ZET” Jan Marian Dąmbrowski, powstaniec warszawski, w czasie walk harcerz, członek Szarych Szeregów.
Jan Marian Dąmbrowski, o swoich wspomnieniach z czasów zrywu, rozmawiał z Beatą Lubecką w gmachu Muzeum Powstania Warszawskiego. Dziś przypada 80. rocznica rozpoczęcia walk.
- Moja mama urodziła się w 1900 roku, a w 1918 rozbrajała Niemców. Nie były mi obce tradycje wojskowe- zdradził, opowiadając o początkach swojej służby wojskowej. - Byłem zawiszakiem na Mokotowie. Zawiszacy to byli chłopcy, którzy się do swojej roli przygotowali w czasie okupacji niemieckiej. Przed powstaniem mieliśmy inne role, liczyliśmy ilu jest żołnierzy, transportów i meldowaliśmy to druhom harcerzom - tłumaczył.
"Zaczęło się od strzałów"
1 sierpnia o 17:00 rozpoczęło się powstanie. - Miało trwać trzy dni, nas zawiszaków, chłopaków 12-14 lat, nie informowano o wybuchu powstania, dowódcy nie chcieli ryzykować, że możemy zginąć, a nie ma po co, skoro walka ma trwać tylko trzy dni - opowiadał Dąmbrowski.
- Słyszeliśmy strzały, widzieliśmy biegających młodych ludzi z opaskami. Nie mieli tylko broni a sidolówki, jako ręczne granaty. Pierwsze dni to słyszeliśmy tylko wybuchy - wspominał, zaznaczając, że “w pierwszych dniach były tylko strzały i wybuchy, zorientowaliśmy się, że wybuchło powstanie, o którym się tylko gdzieś tam trochę mówiło”.
Powstanie trwało łącznie 63 dni. Miasto upadło 3 października. Cześć powstańców trafiła do niewoli, część wmieszała się w tłum ocalałych mieszkańców stolicy, których Niemcy przegnali z Warszawy.
"Byliśmy w euforii"
- Na samą myśl, że walka się rozpoczęła byliśmy w euforii. Na Wiśle stały przecież wojska sowieckie. Chcieliśmy, żeby ofensywa sowiecka trafiła już do wolnej Polski, wyzwolonej własnymi siłami, żebyśmy nie musieli nikomu dziękować - powiedział w specjalnym wydaniu “Gościa Radia ZET” Jan Marian Dąmbrowski, powstaniec warszawski, w czasie walk harcerz, członek Szarych Szeregów.
Wskazał, że “decydenci obawiali się jednego, żeby nie przegapić chwili. Żeby nie było jak to potem mówili, oni weszli, a my z bronią w ręku. I co, to oni, by nas wyzwolili?”.
Zaznaczał, że nie było na to zgody. Poza tym wśród mieszkańców stolicy rosła chęć zemsty na Niemcach za brutalność czasu okupacji. - Trzeba było być wówczas w Warszawie, to było już 6 lat okupacji niemieckiej w Polsce, w Warszawie - tłumaczył atmosferę tamtych dni, pytany o słuszność rozpoczęcia walk.
"Polaków się nie da zastraszyć"
- Niemcy chcieli nas zastraszyć, a Polaków się nie da zastraszyć, nie mamy w sobie strachu - podkreślał Dąmbrowski. - Im bardziej Niemcy nas próbowali zastraszyć, tym bardziej byliśmy hardzi - dodał.
Zapewniał, że “do końca wierzyliśmy, że możemy wygrać. Liczyliśmy, że Francja i Anglia nam pomogą, ale byliśmy ekspertami politycznymi. Założenia te spaliły na panewce”. - Nie było takiego momentu, że musimy uciekać. Byliśmy gotowi walczyć o zwycięstwo. Mieliśmy zrzuty z pomocą. Leciały samoloty z Włoch i zrzucały na spadochronach zapasy - wyjaśniał.
- Dopiero we wrześniu, 18 września, w samo południe nad Warszawą przeleciał cały szwadron, myśmy myśleli, że to brygada od Sosabowskiego z Wielkiej Brytanii. Niemcy ostrzeliwali, ale żaden samolot nie spadł, oglądaliśmy to wszystko, myśleliśmy, że to spadochroniarze nasi - mówił. - Samoloty dokonywały zrzutów. Z wysoka, to były takie małe jak główka szpilki i wszyscy myśleli, że to spadochroniarze, a to były tylko zrzuty zaopatrzenia. Euforia zaczęła się kończyć. Niestety samoloty zrzucały z bardzo wysoka, część tych zapasów trafiła na niemiecką stronę - wspominał Dąmbrowski.
Zrzuty zaopatrzenia od alianckich sił, były skutkiem apeli polskiego rządu emigracyjnego. Spora część nieczęstych lotów zrzucała zaopatrzenie też na stronę wroga.
- Młodych zachęcam do słuchania piosenek powstańczych, tam wszystko jest zawarte. Uczcie się historii Polski, jesteśmy narodem, który nie umie żyć bez wolności, dlatego godzina 17:00, godzina “W” to była godzina wolności - powiedział Dąmbrowski, zapytany czego życzyłby młodym ludziom. - Nie zakładamy, że zginiemy, nie zakładamy, że się uda. Na szalę potrafiły założyć nasze życie. Nie umiemy żyć w niewoli - dodał na koniec.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET