Zamknij

Ferie zimowe jednak rozciągnięte w czasie? Rzecznik rządu komentuje

25.11.2020 12:43
ferie zimowe
fot. Pawel Murzyn/East News

Ferie zimowe decyzją rządu mają być skumulowane w terminie od 4 do 17 stycznia. Pojawiają się jednak głosy, aby ustanowić je w kilku terminach. Samorządowcy chcą, by ferie były rozłożone na 10 tygodni. Podobnego zdania, aby rozciągnąć je w czasie, jest ekspertka prof. Magdalena Marczyńska. Piotr Müller pytany był o stanowisko rządu w tej sprawie na antenie Polsat News.

Ferie zimowe mają odbyć się w całej Polsce w jednym terminie. Nie wszyscy jednak popierają tę decyzję. - Warto wypracować lepsze rozwiązanie. Ludzie i tak nie wytrzymają i gdzieś wyjadą - uważa prof. Magdalena Marczyńska, doradczyni rządu ds. działalności Rady Medycznej. Zdaniem ekspertki edukacja zdalna przedłużona do grudnia, "a później dodatkowo kolejne dwa tygodnie w zamknięciu w domach to rozwiązanie, które będzie miało bardzo złe konsekwencje".

- Stanowisko całej Rady jest takie, że warto się nad tym jeszcze raz zastanowić i wypracować lepsze rozwiązanie. Moim zdaniem ferie trzeba możliwie rozciągnąć w czasie - na okres np. stycznia, lutego i marca plus określić rejony, które będą miały ferie w tym samym czasie, może niekoniecznie całe województwa. Może także zmniejszyć liczbę dostępnych w hotelach miejsc. To sprawi, że nie będzie tłumów, a wypoczynek zimowy na świeżym powietrzu jest dla rodzin konieczny - oświadczyła.

Podobnego zdania są samorządowcy gmin górskich, którzy przygotowują wniosek do rady ministrów odnośnie złagodzenia obostrzeń dotyczących ferii zimowych i wydłużenia zimowego wypoczynku. Chcą oni, by ferie były rozłożone na 10 tygodni - od 4 stycznia do 14 marca. Miałoby to na celu rozłożenie ruchu turystycznego.

Zobacz także

Piotr Müller o terminie ferii: najważniejsze jest ograniczenie mobilności społecznej

O ewentualną decyzję ustanowienia kilku terminów ferii pytany był w programie "Graffiti" w Polsat News rzecznik rządu Piotr Müller. - W tej chwili takie decyzje nie są rozważane, jeżeli chodzi o propozycje na czas do połowy stycznia. Jakieś drobne rzeczy będą w ramach rozporządzeń korygowane. Natomiast nie będą to zmiany o charakterze sytemowym - mówił rzecznik rządu.

Jak dodał, w tej chwili "najważniejsze jest ograniczenie mobilności społecznej". - Ferie w tym samym czasie w domach, bo będzie zamknięta baza hotelowa i restauracyjna, to sposób na to, żeby do czasu, kiedy zacznie się sezon szczepienny, zmarło i zachorowało jak najmniej osób - wskazał. Jak dodał, ryzyko zwiększenia liczby zachorowań poprzez otwarcie branży hotelarskiej i restauracyjnej "jest tak ogromne, że doprowadziłoby do niewydolności służby zdrowia".

Na pytanie, dlaczego w takim razie stoki narciarskie będą otwarte, przypomniał, że od początku "rząd chciał iść drogą balansu pomiędzy wariantem całkowitego lockdownu, a wariantem otwierania wszystkich branż". - Samo otwarcie stoków dla osób, które nie nocują w pobliżu, które przyjeżdżają na sam wyciag, jest dużo mniej niebezpieczne. Te osoby są w kaskach, jest odległość. Największe ryzyko stwarza duży ruch w branży hotelowej, a w szczególności w restauracjach - ocenił Piotr Müller.

Przypomnijmy, ogłoszone we wtorek obostrzenia przewidują m.in., że na stokach narciarskich będzie obowiązywał limit osób - jedna osoba na 100 metrów, a w gondolach czy na krzesełkach nie będą mogły jeździć obce sobie osoby.

Zobacz także

RadioZET.pl/Polsat