Zamknij

Odmówiła obsłużenia klientki bez maseczki. Ekspedientka wygrała w sądzie

Magdalena Barszczak
16.09.2020 15:43
klienci w maseczkach
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER (zdjęcie ilustracyjne)

Kasjerka sklepu w Suwałkach (woj. podlaskie) nie obsłużyła klientki bez maseczki. Kobieta złożyła skargę, a sprzedawczyni została ukarana mandatem w wysokości 100 zł. Teraz Sąd Rejonowy ponownie rozpatrzył sprawę i uniewinnił ekspedientkę. Wyrok nie jest prawomocny.

Kasjerka nie obsłużyła klientki, bo ta nie miała maseczki. 13 lipca w Suwałkach młoda kobieta weszła do sklepu, nie zakrywając ust i nosa. Kiedy podeszła z zakupami do kasy, nie została obsłużona przez ekspedientkę.

Incydent, który wydarzył się latem, wywołał sporo kontrowersji. Mieszkanka Suwałk zgłosiła sprawę na policję, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie sprzedawczyni. W sierpniu sąd w postępowaniu nakazowym wymierzył jej mandat w wysokości 100 zł. Ekspedientka została obwiniona o to, że umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny odmówiła sprzedaży towarów klientce.

Obwiniona złożyła sprzeciw od wyroku. Renata B. przed sądem nie przyznała się do winy. "Nie obsłużyłam pani, zgodnie z obowiązującymi przepisami ministerstwa zdrowia, to znaczy, że pani nie miała zakrytych ust i nosa. Nie zgłosiła, że ma jakieś przeciwwskazania zdrowotne, dlatego nie została obsłużona" - zeznała obwiniona. Dodała też, że skierowała klientkę do kierownika sklepu.

Zobacz także

Kasjerka nie obsłużyła klientki, bo ta nie miała maseczki. Jest wyrok

Sprawą ponownie zajął się sąd pierwszej instancji. Kasjerka zeznała, że klientka nie tłumaczyła się tym, że ma jakieś przeciwwskazania do noszenia maseczki. "Pani powiedziała, że ma prawo być obsłużona" - powiedziała. Z kolei według relacji klientki, nikt nie zwrócił jej uwagi, kiedy weszła do sklepu. "Gdy podeszłam do kasy, pani ekspedientka spojrzała na mnie i powiedziała, że ona mnie nie obsłuży" - opowiadała. Jak zeznała, przy kasie miała dodać, że "jest osobą zwolnioną od noszenia maski".

Tym razem sąd orzekł, że zarówno świadomość panującej pandemii oraz to, że o nakazie maseczek w sklepie decydował kierownik, "było uzasadnioną, obiektywną przyczyną" odmowy sprzedaży towaru przez obwinioną.

Pod uwagę wzięto także niejasne przepisy dotyczące noszenia maseczek. "Sąd zawsze w razie wątpliwości co do stanu prawnego będzie stał po stronie konstytucji i obywatela" - uzasadnił wyrok sędzia Dominik Czeszkiewicz. Przypomniał także, że między 19 czerwca a 7 sierpnia tego roku rozporządzenie rządu zwalniało osoby z przeciwwskazaniami z noszenia maseczek.

"W ocenie sądu obowiązek noszenia maseczek nie ma podstaw prawnych, mimo że niewątpliwie samo noszenie maseczek jest zasadne" - dodał sędzia.

Z orzeczeniem sądu polemizuje klientka Anna Wysocka (zgodziła się na podanie imienia i nazwiska). Jej zdaniem "wyrok jest niesłuszny", gdyż jej zdaniem sprzedawczyni dopuściła się wykroczenia. "Głównym prawem jest naturalne prawo człowieka. Prawo to pozwala nam oddychać, przemieszczać się, żyć gdzie chcemy. To prawo zostało naruszone w momencie, kiedy Ministerstwo Zdrowia zarządziło, że mamy nakładać maski na twarz, które ograniczają nam swobodny dopływ tlenu. Jest to zamach na zdrowie człowieka i życie" - dodała Wysocka.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP