Zamknij

Lekarz o pracy na Stadionie Narodowym: wstyd mi, że w tym uczestniczę

21.11.2020 15:01
Szpital na Stadionie Narodowym
fot. PAP

Przyjechałem tu pomagać, ratować ludzi, walczyć z pandemią. Tymczasem mieszkam w 5-gwiazdkowym hotelu, siedzę w pustym szpitalu. Wystąpiłem w jakimś propagandowym kabarecie i jestem wściekły, bo mnie oszukano - mówi pracujący na Stadionie Narodowym. O kulisach funkcjonowania pierwsze w Polsce szpitala tymczasowego opowiedział reporterowi Pawłowi Reszce. 

Paweł Reszka, ceniony dziennikarz i reporter, od lat zajmujący się polską służbą zdrowia, opublikował w sobotę w mediach społecznościowych długi wpis, będący zapisem rozmowy z młodym lekarzem-rezydentem, zatrudnionym w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym. Z rozmowy wyłania się bulwersujący obraz szpitala z drogim, wysokiej jakości sprzętem, w którym prawie nie ma pacjentów, a spora część łóżek i respiratorów stoi niemal nieużywana. - Chciałem panu o tym opowiedzieć, bo mi wstyd, że w tym uczestniczę - zaczyna rozmówca Reszki. 

To młody lekarz-rezydent. Nie zdradza swoich personaliów, pochodzenia ani szpitala, w którym jest zatrudniony na co dzień. Wiadomo, że oszczędza z żoną na mieszkanie i cieszy go niezły zarobek, jaki gwarantuje mu tydzień pracy na Narodowym (12 tysięcy złotych za 84 godziny pracy w ciągu jednego tygodnia).

Lekarz pracujący na Narodowym: mamy łącznie 25 pacjentów

- Jak człowiek słyszy zbitkę „pandemia” i „szpital tymczasowy” to wyobraża sobie rzędy łóżek polowych zajętych przez pacjentów w ciężkim stanie. Pracę 24 godziny na dobę. Podejmowanie trudnych decyzji. Ratowanie życia w ekstremalnych warunkach. Jestem młodym lekarzem, chciałem w tym uczestniczyć, przeżyć to - tłumaczy, co motywowało go do zgłoszenia się do pracy na Narodowym. 

Przyznaje jednak, że pierwszym zgrzytem była dla niego kwestia noclegu - jego i innych członków personelu zakwaterowano w 5-gwiazdkowym hotelu Regent, znanym z luksusowego standardu. - Zapisywałem się do pracy w szpitalu tymczasowym. W czasie szalejącej pandemii. Szczególnie nie myślałem o wygodach. Swoją drogą po drugiej stronie ulicy jest hotel Belweder, gdzie mieści się izolatorium covidowe. Przyzwoity, trzy gwiazdki. Moglibyśmy tam mieszkać. Myślę, że nikomu by to nie przeszkadzało.

Lekarz potwierdza, że Narodowy jest znakomicie wyposażony, ma najdroższy i najlepszy sprzęt - tomograf za kilka milionów złotych, aparaty RTG, maszyna do USG, respiratory - którego brakuje niestety wielu placówkom w Polsce. Nie ma również problemów z kombinezonami, maskami ani przyłbicami. 

- Szpital podzielony jest na sektory A, B, C i tak dalej… w każdym po 32 łóżka. W sumie na tym poziomie jest blisko 300 łóżek. Na każdy sektor przypada jeden lekarz, plus personel medyczny i pomocnicy. Mam na myśli pielęgniarki, ratowników, sanitariuszy, opiekunów medycznych, sekretarki medyczne, salowe… - wylicza lekarz. W pewnym momencie pada jednak szokująca informacja. Reszka pyta, ile w szpitalu tymczasowym przebywa obecnie pacjentów, po czym otrzymuje odpowiedź - 25. 

Zobacz także

- Dobrze pan słyszy 25! Na ostatnią trzygodzinną zmianę na przykład na stronę brudną zeszło 5 lekarzy, 12 pielęgniarek, 7 ratowników medycznych. Czyli 24 osoby personelu medycznego na 25 pacjentów. Na stronie czystej są jeszcze anestezjolodzy gotowi do interwencji. Jeśli zsumować dwie zmiany to wyjdzie na to, że personelu medycznego jest dwa razy więcej niż chorych. A przecież są jeszcze salowe, ochroniarze, żołnierze WO - kontynuuje rezydent. 

Obchód po pustych sektorach

Opowiada o tym, że lekarze robią obchód nawet w pustych sektorach. Zdradza też kryteria, jakie bierze się pod uwagę przy przyjmowaniu pacjentów. Wiadomo, że nie mogą mieć "chorób współistniejących ani ostrych i przewlekłych stanów klinicznych.

- Zanim karetka wyruszy do nas lekarz, który chce ją wysłać, musi odbyć rozmowę telefoniczną z centrum koordynacyjnym Szpitala Narodowego. Tam mu mówią, czy ambulans ma przyjeżdżać, czy nie - mówi medyk, wyjaśniając, dlaczego nie ma zbyt wielkich szans na przyjęcie pacjenta w gorszym stanie. 

Zobacz także

Reszka pyta, dlaczego obiekt stoi niemal pusty. - Podobno nie skompletowali odpowiedniej liczby lekarzy [...] część z kolegów to doktorzy niezbyt doświadczeni, zaraz po stażu - odpowiada jego rozmówcy. Opisuje też interwencję anestezjologa, który zaintubował pacjenta, po czym... przygotował go do przetransportowania go do szpitala na Wołoskiej. 

- Nie prościej było położyć go na pustym OIOM-ie? - dopytuje reporter, na co słyszy odpowiedź: - Prościej. Jak mówiłem, OIOM jest w pełni wyposażony. Tyle że szpital chyba nie jest nastawiony na to, żeby kogokolwiek tam kłaść. 

"Wystąpiłem w jakimś propagandowym kabarecie"

Co robi, gdy dyżuruje samotnie, a obowiązków nie ma za dużo?  - Nudno… Jest internet. Można posłuchać muzyki, obejrzeć coś na YouTube [...] Można się przespać w części wypoczynkowej, zjeść obiad albo kolację w zależności od pory. Całkiem dobre jedzenie, które dostarcza firma zewnętrzna. Powiem, że na stadionie karmią nawet lepiej niż w hotelu. Kawa, herbata, czasem nawet piwo bezalkoholowe - opowiada. 

Medyk nie owija jednak w bawełnę, gdy Reszka pyta go, jak się z tym wszystkim czuje. - Jak frajer - rzuca, dodając: Przyjechałem tu pomagać, ratować ludzi, walczyć z pandemią. Tymczasem mieszkam w 5-gwiazdkowym hotelu, siedzę w pustym szpitalu. [...] Wystąpiłem w jakimś propagandowym kabarecie i jestem wściekły, bo mnie oszukano - mówi.

Zobacz także

Przyznaje też, że internauci z nich [lekarzy na Narodowym] kpią, ale że tak "szydera trochę im się należy". - Za naiwność. Te konferencje, kamery, występy polityków. Tworzenie szpitala narodowego od początku śmierdziało. Jakby przeanalizować na chłodno można było się domyślić, że chodzi o coś innego niż walka z pandemią - podsumowuje. 

RadioZET.pl/Facebook (Paweł Reszka)